
Kolejny poniedziałek, kolejna część opowiadania z Szadym. Jeszcze cztery i zbliżamy się do końca tej historii 🙂
Nie znasz poprzednich części?
Alkoholiczka. Samotna matka. Arogantka. Niszczycielka małych serc. Osoba do usunięcia! Dzięki niej mogę naprawić świat, zbliżyć się do Boga. Miała trójkę dzieci, wielokrotnie przychodziła do niej opieka społeczna, ale nie wiem co tam robiła, bo wychodziła po pięciu minutach. Udawali, że nic nie widzą?
Kupiła sobie wódkę w wiejskim sklepie. Szła do domu i nagle skręciła w ciemną uliczkę. Ale się cieszyłem! Rzygała pod koszem na śmieci. Poczekałem, aż skończy i kiedy się prostowała uderzyłem ją w głowę. Zdałem sobie sprawę, że to stało się moim MO. Seryjny morderca, który pozbawia ofiary przytomności obuchem w łeb.
Na wsi po dwudziestej drugiej panował spokój. W oknach paliły się światła, ale wiedziałem, że ludzie spoglądają w telewizory bądź w ekrany komputerów. Podjechałem do zaułka i zapakowałem kobietę do bagażnika. Nie sądziłem, że alkoholicy są tak twardzi. Ubiłem sukę dopiero, gdy podciąłem jej gardło. Strasznie brudna sprawa, nie lubiłem tego, ale grzecznie po sobie posprzątałem. Potem uprawiałem seks z dziwką. Po wszystkim kazałem jej wypierdalać.
Na drugi dzień zabiłem wścibskiego bezdomnego. Dziwnie na mnie patrzył. Zrozumiałem, że podczas przerzucania ciała do bagażnika uwaliłem się krwią. Musiałem zabić ulicznego śmierdziela. Żadnych świadków. Zakopałem go z resztą ciał.
Na moim cmentarzysku.
Przysiadł na masce policyjnego radiowozu, wyjął z kieszeni paczkę, a z niej papierosa. Nie odpalił go jednak. Odwracał w palcach, czekając na wyniki. Technicy pod nadzorem Fortuny sprawdzali teren. Używali sonarów i innych bajerów, których Szady nie chciał znać. Przekrzykiwali się nawzajem, chodząc pomiędzy drzewami. Nikt jeszcze nie kopał.
Szady przeczytał pamiętnik dwa razy i nie znalazł żadnej podpowiedzi na to, gdzie Felsen zakopał ciała. Czytanie zajęło mu sporo czasu. Po dwóch dniach się zdenerwował i wyrzucił notes na balkon. Chwilę potem Daria wyszła z domu i pojechała do siebie.
Myślenie o tym nie dawało mu spokoju. Wypił jedno piwo. Drugie. Przy trzecim położył się na kanapę. Patrzył w sufit. Za oknem szalała wichura. W pierwszym odruchu chciał napisać do Darii, czy dotarła bezpiecznie do domu, ale zrezygnował. Nie lubiła takich zagrywek. Nie przepadała za nadopiekuńczością, chociaż niejednokrotnie wykazywała ją w stosunku do Szadego. Zasłonił oczy.
Gdzie znajdywały się ciała? Gdzie ten zwyrodnialec je pochował? Morderca w moro na początku napisał, że odpowiedź znajduje się w pamiętniku. Nic tam takiego nie było. Odwrócił się na bok, kładąc butelkę piwa na podłodze. Stąd miał dobry widok na notatnik.
Gdyby ten człowiek żył, sam by go zabił.
Wtedy go olśniło. Wstał z kanapy, nogą popychając piwo. Rozlało się i wlewało pomiędzy deski, ale Szadego to nie obchodziło. Wziął dziennik z balkonu, leżał przy leżaku, z kieszeni dżinsów wyjął podręczny nożyk i zaczął ciąć okładkę. Robił to dokładnie, pewnymi ruchami.
Znalazł złożoną na pół kartkę.
Akt notarialny posiadania dwóch hektarów lasów blisko jeziora Dobrego. Szady się uśmiechnął. W dawnych czasach posiadanie i dziedziczenie nic nie wartych lasów było częstym zjawiskiem. Natychmiast chwycił za telefon, aby zadzwonić do Fortuny. Nie obchodziło go, że dochodziła pierwsza w nocy. Musiał zwołać ekipę poszukiwawczą.
Za dużo nie wskórał. Fortuna wyzwał go od kretynów i bezmózgich egocentryków i zadecydował, że ekipę zbierze rano po rozmowie z naczelnikiem. Słowa dotrzymał.
Tylko dzięki niemu w tym momencie Szady siedział na masce służbowego samochodu, przyglądając się poszukiwaniom.
Z głównej drogi nadjechał biały clio. Naczelnik Wróbel zaparkował przy pozłacanej bravie Szadego i wysiadł, rozglądając się na boki.
- Dzwonił generał Kotłowski. – Przywitali się uściskiem dłoni. – Nie był zadowolony, że mój kundel biega po okolicy, uniewinnia ludzi i poszukuje ciał morderstw opisanych w dzienniku pułkownika Felsena. Rozkazał mi oddać ten dziennik i nie wpieprzać się w nie swoje sprawy.
Zbliżył się do nich Fortuna w białym kombinezonie. Zdjął kaptur i poprawił łysiejącą czuprynę. Jego czarne wąsy przechodziły siwizną.
- Szefie, masz jeszcze czas, aby się wycofać – powiedział Szady. – Zrozumiem.
- Powiedział, że w zamian za współpracę zadba o uniewinnienie wszystkich, których skazano za morderstwa popełnione przez pułkownika. Dużo wiedział, więc spytałem skąd to wie. Znalazł drugi dziennik, w którym jest napisane, że to kopia na wypadek nie trafienia pierwszej wersji do odpowiednich rąk. – Zerknął na Szadego. – Twoich rąk. Kopia dziennika była zapakowana w kopertę z twoim adresem zamieszkania, Szady.
Pokiwał głową i wsunął papierosa do warg. Mimo wszystko śmierć nie pozwalała mu spocząć na laurach. Odpalił papierosa.
- Kurwa, a już się łudziłem, że to przypadek – odparł, przytrzymując dym z papierosa w płucach. – Ale w życiu nie ma przypadków.
- Nie ma – potwierdził naczelnik Wróbel. – Generał Kotłowski jest wkurwiony. Obstaje, że znalazłeś dziennik na miejscu katastrofy, bo odmówiłeś przeszukania. Ponoć groziłeś jego ludziom.
- Nie pozwolę macać Darii. Poza tym nie ja wyniosłem dziennik z miejsca zbrodni.
- Nie chcę wiedzieć kto to zrobił. – Wciągnął powietrze nosem, Szady słyszał wyraźny świst. – Jestem pewien, że generał Kotłowski stanie się wrzodem na tyłku, jeśli nie przestaniemy szukać ciał. Wiesz, że wojskowi bywają mendowaci, prawda?
- Wstrzymać poszukiwania? – spytał Fortuna, przeskakując z nogi na nogę. Zimno dawało się nam we znaki.
- Co ty na to, Szady? – dopytał naczelnik.
- Nie. – Odszedł od maski z papierosem w wargach. Poprawił opadające spodnie. – Niech szukają dalej. Jeśli generał Kotłowski będzie miał problem to niech przyjdzie mi o tym powiedzieć. A tak niech się pieprzą.
Fortuna podrapał się po głowie.
- Słyszałeś Fortuna, wrócić do pracy – potwierdził naczelnik. – Nie sądziłem Szady, że kiedykolwiek będę trzymał twoją stronę, ale też nie lubię tych mend. Myślą, że są lepsi od nas. Czas pokazać, że mimo wszystko pucka policja potrafi porządnie dokopać.
- Może pan zostać przez to zdegradowany, albo przeniesiony.
- I tak mam dość tego miasta i tej okolicy. – Wzruszył ramionami. – Może przeniosą mnie do spokojniejszej jednostki.
Szady nie poczuł się z tym lepiej. Właśnie rozpoczął wojnę z wojskowymi, która pociągnie za sobą niewinnych ludzi.


A to się porobiło.