Helikopter w zatoce – Część 6

Kolej­ny ponie­dzia­łek, kolej­na część opo­wia­da­nia z Sza­dym. Jesz­cze czte­ry i zbli­ża­my się do koń­ca tej histo­rii 🙂

 

Nie znasz poprzed­nich czę­ści?

PRZE­CZY­TAJ: część 1, część 2, część 3, część 4, część 5

 

            Alko­ho­licz­ka. Samot­na mat­ka. Aro­gant­ka. Nisz­czy­ciel­ka małych serc. Oso­ba do usu­nię­cia! Dzię­ki niej mogę napra­wić świat, zbli­żyć się do Boga. Mia­ła trój­kę dzie­ci, wie­lo­krot­nie przy­cho­dzi­ła do niej opie­ka spo­łecz­na, ale nie wiem co tam robi­ła, bo wycho­dzi­ła po pię­ciu minu­tach. Uda­wa­li, że nic nie widzą?

            Kupi­ła sobie wód­kę w wiej­skim skle­pie. Szła do domu i nagle skrę­ci­ła w ciem­ną ulicz­kę. Ale się cie­szy­łem! Rzy­ga­ła pod koszem na śmie­ci. Pocze­ka­łem, aż skoń­czy i kie­dy się pro­sto­wa­ła ude­rzy­łem ją w gło­wę. Zda­łem sobie spra­wę, że to sta­ło się moim MO. Seryj­ny mor­der­ca, któ­ry pozba­wia ofia­ry przy­tom­no­ści obu­chem w łeb.

            Na wsi po dwu­dzie­stej dru­giej pano­wał spo­kój. W oknach pali­ły się świa­tła, ale wie­dzia­łem, że ludzie spo­glą­da­ją w tele­wi­zo­ry bądź w ekra­ny kom­pu­te­rów. Pod­je­cha­łem do zauł­ka i zapa­ko­wa­łem kobie­tę do bagaż­ni­ka. Nie sądzi­łem, że alko­ho­li­cy są tak twar­dzi. Ubi­łem sukę dopie­ro, gdy pod­cią­łem jej gar­dło. Strasz­nie brud­na spra­wa, nie lubi­łem tego, ale grzecz­nie po sobie posprzą­ta­łem. Potem upra­wia­łem seks z dziw­ką. Po wszyst­kim kaza­łem jej wypier­da­lać.

            Na dru­gi dzień zabi­łem wścib­skie­go bez­dom­ne­go. Dziw­nie na mnie patrzył. Zro­zu­mia­łem, że pod­czas prze­rzu­ca­nia cia­ła do bagaż­ni­ka uwa­li­łem się krwią. Musia­łem zabić ulicz­ne­go śmier­dzie­la. Żad­nych świad­ków. Zako­pa­łem go z resz­tą ciał.

            Na moim cmen­ta­rzy­sku.

 

 

            Przy­siadł na masce poli­cyj­ne­go radio­wo­zu, wyjął z kie­sze­ni pacz­kę, a z niej papie­ro­sa. Nie odpa­lił go jed­nak. Odwra­cał w pal­cach, cze­ka­jąc na wyni­ki. Tech­ni­cy pod nad­zo­rem For­tu­ny spraw­dza­li teren. Uży­wa­li sona­rów i innych baje­rów, któ­rych Sza­dy nie chciał znać. Prze­krzy­ki­wa­li się nawza­jem, cho­dząc pomię­dzy drze­wa­mi. Nikt jesz­cze nie kopał.

            Sza­dy prze­czy­tał pamięt­nik dwa razy i nie zna­lazł żad­nej pod­po­wie­dzi na to, gdzie Fel­sen zako­pał cia­ła. Czy­ta­nie zaję­ło mu spo­ro cza­su. Po dwóch dniach się zde­ner­wo­wał i wyrzu­cił notes na bal­kon. Chwi­lę potem Daria wyszła z domu i poje­cha­ła do sie­bie.

            Myśle­nie o tym nie dawa­ło mu spo­ko­ju. Wypił jed­no piwo. Dru­gie. Przy trze­cim poło­żył się na kana­pę. Patrzył w sufit. Za oknem sza­la­ła wichu­ra. W pierw­szym odru­chu chciał napi­sać do Darii, czy dotar­ła bez­piecz­nie do domu, ale zre­zy­gno­wał. Nie lubi­ła takich zagry­wek. Nie prze­pa­da­ła za nado­pie­kuń­czo­ścią, cho­ciaż nie­jed­no­krot­nie wyka­zy­wa­ła ją w sto­sun­ku do Sza­de­go. Zasło­nił oczy.

            Gdzie znaj­dy­wa­ły się cia­ła? Gdzie ten zwy­rod­nia­lec je pocho­wał? Mor­der­ca w moro na począt­ku napi­sał, że odpo­wiedź znaj­du­je się w pamięt­ni­ku. Nic tam takie­go nie było. Odwró­cił się na bok, kła­dąc butel­kę piwa na pod­ło­dze. Stąd miał dobry widok na notat­nik.

            Gdy­by ten czło­wiek żył, sam by go zabił.

            Wte­dy go olśni­ło. Wstał z kana­py, nogą popy­cha­jąc piwo. Roz­la­ło się i wle­wa­ło pomię­dzy deski, ale Sza­de­go to nie obcho­dzi­ło. Wziął dzien­nik z bal­ko­nu, leżał przy leża­ku, z kie­sze­ni dżin­sów wyjął pod­ręcz­ny nożyk i zaczął ciąć okład­kę. Robił to dokład­nie, pew­ny­mi rucha­mi.

            Zna­lazł zło­żo­ną na pół kart­kę.

            Akt nota­rial­ny posia­da­nia dwóch hek­ta­rów lasów bli­sko jezio­ra Dobre­go. Sza­dy się uśmiech­nął. W daw­nych cza­sach posia­da­nie i dzie­dzi­cze­nie nic nie war­tych lasów było czę­stym zja­wi­skiem. Natych­miast chwy­cił za tele­fon, aby zadzwo­nić do For­tu­ny. Nie obcho­dzi­ło go, że docho­dzi­ła pierw­sza w nocy. Musiał zwo­łać eki­pę poszu­ki­waw­czą.

            Za dużo nie wskó­rał. For­tu­na wyzwał go od kre­ty­nów i bez­mó­zgich ego­cen­try­ków i zade­cy­do­wał, że eki­pę zbie­rze rano po roz­mo­wie z naczel­ni­kiem. Sło­wa dotrzy­mał.

            Tyl­ko dzię­ki nie­mu w tym momen­cie Sza­dy sie­dział na masce służ­bo­we­go samo­cho­du, przy­glą­da­jąc się poszu­ki­wa­niom.

            Z głów­nej dro­gi nad­je­chał bia­ły clio. Naczel­nik Wró­bel zapar­ko­wał przy pozła­ca­nej bra­vie Sza­de­go i wysiadł, roz­glą­da­jąc się na boki.

            - Dzwo­nił gene­rał Kotłow­ski. – Przy­wi­ta­li się uści­skiem dło­ni. – Nie był zado­wo­lo­ny, że mój kun­del bie­ga po oko­li­cy, unie­win­nia ludzi i poszu­ku­je ciał mor­derstw opi­sa­nych w dzien­ni­ku puł­kow­ni­ka Fel­se­na. Roz­ka­zał mi oddać ten dzien­nik i nie wpie­przać się w nie swo­je spra­wy.

            Zbli­żył się do nich For­tu­na w bia­łym kom­bi­ne­zo­nie. Zdjął kap­tur i popra­wił łysie­ją­cą czu­pry­nę. Jego czar­ne wąsy prze­cho­dzi­ły siwi­zną.

            - Sze­fie, masz jesz­cze czas, aby się wyco­fać – powie­dział Sza­dy. – Zro­zu­miem.

            - Powie­dział, że w zamian za współ­pra­cę zadba o unie­win­nie­nie wszyst­kich, któ­rych ska­za­no za mor­der­stwa popeł­nio­ne przez puł­kow­ni­ka. Dużo wie­dział, więc spy­ta­łem skąd to wie. Zna­lazł dru­gi dzien­nik, w któ­rym jest napi­sa­ne, że to kopia na wypa­dek nie tra­fie­nia pierw­szej wer­sji do odpo­wied­nich rąk. – Zer­k­nął na Sza­de­go. – Two­ich rąk. Kopia dzien­ni­ka była zapa­ko­wa­na w koper­tę z two­im adre­sem zamiesz­ka­nia, Sza­dy.

            Poki­wał gło­wą i wsu­nął papie­ro­sa do warg. Mimo wszyst­ko śmierć nie pozwa­la­ła mu spo­cząć na lau­rach. Odpa­lił papie­ro­sa.

            - Kur­wa, a już się łudzi­łem, że to przy­pa­dek – odparł, przy­trzy­mu­jąc dym z papie­ro­sa w płu­cach. – Ale w życiu nie ma przy­pad­ków.

            - Nie ma – potwier­dził naczel­nik Wró­bel. – Gene­rał Kotłow­ski jest wkur­wio­ny. Obsta­je, że zna­la­złeś dzien­nik na miej­scu kata­stro­fy, bo odmó­wi­łeś prze­szu­ka­nia. Ponoć gro­zi­łeś jego ludziom.

            - Nie pozwo­lę macać Darii. Poza tym nie ja wynio­słem dzien­nik z miej­sca zbrod­ni.

            - Nie chcę wie­dzieć kto to zro­bił. – Wcią­gnął powie­trze nosem, Sza­dy sły­szał wyraź­ny świst. – Jestem pewien, że gene­rał Kotłow­ski sta­nie się wrzo­dem na tył­ku, jeśli nie prze­sta­nie­my szu­kać ciał. Wiesz, że woj­sko­wi bywa­ją men­do­wa­ci, praw­da?

            - Wstrzy­mać poszu­ki­wa­nia? – spy­tał For­tu­na, prze­ska­ku­jąc z nogi na nogę. Zim­no dawa­ło się nam we zna­ki.

            - Co ty na to, Sza­dy? – dopy­tał naczel­nik.

            - Nie. – Odszedł od maski z papie­ro­sem w war­gach. Popra­wił opa­da­ją­ce spodnie. – Niech szu­ka­ją dalej. Jeśli gene­rał Kotłow­ski będzie miał pro­blem to niech przyj­dzie mi o tym powie­dzieć. A tak niech się pie­przą.

            For­tu­na podra­pał się po gło­wie.

            - Sły­sza­łeś For­tu­na, wró­cić do pra­cy – potwier­dził naczel­nik. – Nie sądzi­łem Sza­dy, że kie­dy­kol­wiek będę trzy­mał two­ją stro­nę, ale też nie lubię tych mend. Myślą, że są lep­si od nas. Czas poka­zać, że mimo wszyst­ko puc­ka poli­cja potra­fi porząd­nie doko­pać.

            - Może pan zostać przez to zde­gra­do­wa­ny, albo prze­nie­sio­ny.

            - I tak mam dość tego mia­sta i tej oko­li­cy. – Wzru­szył ramio­na­mi. – Może prze­nio­są mnie do spo­koj­niej­szej jed­nost­ki.

            Sza­dy nie poczuł się z tym lepiej. Wła­śnie roz­po­czął woj­nę z woj­sko­wy­mi, któ­ra pocią­gnie za sobą nie­win­nych ludzi.

Heli­kop­ter w zato­ce – Część 6
Tagged on:                                 

One thought on “Helikopter w zatoce – Część 6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *