Helikopter w zatoce – Część 3

Zapra­szam do prze­czy­ta­nia czę­ści 3 🙂

 

            Pierw­szą ofia­rą był męż­czy­zna, według dowo­du oso­bi­ste­go trzy­dzie­sto­jed­no­la­tek zamiesz­ka­ły w Gnież­dże­wie na nie­istot­nej uli­cy. Zain­te­re­so­wa­łem się nim, gdy widzia­łem jak bił kobie­tę na par­kin­gu przy Net­to. Nie wiem, czy widział mnie w samo­cho­dzie, albo czy w ogó­le inte­re­so­wa­li go inni ludzie. Na począt­ku chcia­łem zare­ago­wać natych­miast, ale po otwar­ciu drzwi od samo­cho­du od razu je zamkną­łem. Pomy­śla­łem, że zbyt wie­le ludzi będzie to widzieć, a kobie­ta może przez moją inter­wen­cję obe­rwać podwój­nie.

            Dostrze­ga­łem jej łzy. Mia­łem wra­że­nie, że kapią na moje ramię. Wyobra­ża­łem sobie jak ją uspa­ka­jam.

            Śle­dzi­łem ich. Usta­li­łem adres zamiesz­ka­nia. Po tygo­dniu wie­dzia­łem o męż­czyź­nie wszyst­ko. Jaką tra­są jeź­dzi do pra­cy, kie­dy i gdzie robi zaku­py, w jakich godzi­nach korzy­sta z toa­le­ty. Przez ich okna obser­wo­wa­łem jak bije swo­ją kobie­tę. Czę­sto pła­ka­ła. Mogła­by tak wypła­kać jezio­ro Dobre.

            Dzie­sią­te­go dnia obser­wa­cji zadzia­ła­łem. Symu­lo­wa­łem, że mam awa­rię pojaz­du na leśnej dro­dze. Facet się zatrzy­mał. Zapy­tał, czy potrze­bu­ję pomo­cy. Miał hak z tyłu, zapro­po­no­wał pod­wie­zie­nie na sta­cję ben­zy­no­wą. Podzię­ko­wa­łem z uśmie­chem. Kie­dy wysiadł, zdzie­li­łem go łomem w łeb. Zło­żył się na asfal­cie.

            Nie cze­ka­łem, aż ktoś nad­je­dzie. Prze­cią­gną­łem go i zapa­ko­wa­łem do bagaż­ni­ka moje­go auta. Jego samo­cho­dem wje­cha­łem w rów, zosta­wi­łem otwar­te drzwi. Upew­ni­łem się, że nigdzie nie zosta­wi­łem śla­dów swo­jej obec­no­ści, potem odje­cha­łem.

            Przez mie­siąc trą­bio­no o tym w tele­wi­zji. Mistycz­ne zagi­nię­cie. Porzu­co­ny samo­chód przy uli­cy. No cóż, na fejs­bu­ku wciąż moż­na zna­leźć gru­pę dziel­nych poszu­ki­wa­czy. Ale tak napraw­dę nikt go nie znaj­dzieeśli tego nie będę chciał.

 

            Daria prze­pro­wa­dza­ła resu­scy­ta­cję. Sza­dy w tym cza­sie pozwo­lił sobie na kil­ka uspa­ka­ja­ją­cych odde­chów pod­czas obwią­zy­wa­nia ramie­nia kona­ją­ce­go. Porwał ręka­wy mun­du­ru woj­sko­we­go i użył ich do zata­mo­wa­nia krwi. Sły­szał syre­ny uprzy­wi­le­jo­wa­nych samo­cho­dów. Zer­k­nął na Darię, radzi­ła sobie. Zerwał się na nogi i pobiegł w kie­run­ku skar­py. Pali­ło go w płu­cach, od pły­wa­nia bola­ły go mię­śnie. Prze­pchnął się przez zacie­śnia­ją­cy się wokół nich tłum. Zacie­ka­wie­ni ludzie patrzy­li na Darię i pilo­ta. Sza­dy uwiel­biał, kie­dy tra­ge­dia przy­cią­ga­ła wzrok. Przy­naj­mniej nikt nie patrzył na nie­go.

            Wdra­pał się na skar­pę. Gdzie to było? Gdzie on to widział? Tra­fił do dziu­ry w pia­sku, w któ­rej ugrzę­zła jego noga. Stam­tąd zszedł niżej do wyso­kich traw. Rozej­rzał się, ale nigdzie nie widział tego brą­zo­we­go cze­goś, co wcze­śniej mignę­ło mu przed ocza­mi.

            - Sza­dy! On umie­ra!!! – krzyk­nę­ła Daria.

            Syre­ny były coraz gło­śniej­sze. Cho­le­ra jasna! Sza­dy uklęk­nął i prze­szu­ki­wał tra­wę. Gdzie to jest?! Prze­cież nie szu­kał igły. Zszedł nie­co niżej. Poli­cjan­ci krzy­cze­li na tłum zebra­ny w par­ku nad pla­żą. Stra­ża­cy z ratow­ni­ka­mi medycz­ny­mi zbie­ga­li po meta­lo­wych scho­dach do ran­ne­go.

            Gdzie to do cho­le­ry jest?! Jest! Zna­lazł. Przed­mio­tem oka­zał się skó­rza­ny notes. Nie otwie­rał go, tyl­ko scho­wał za pasek na ple­cach z nadzie­ją, że nie prze­mok­nie od jego ubrań. Zbiegł do tłu­mu. Daria sie­dzia­ła na pia­sku, cięż­ko oddy­cha­ła z ręko­ma splą­ta­ny­mi wokół nóg. Ratow­ni­cy zaję­li się usta­bi­li­zo­wa­niem pilo­ta.

            Część poli­cjan­tów i stra­ża­ków przy­wi­ta­ła się z nim ski­nie­niem gło­wy. Medy­cy poło­ży­li cia­ło na deskę i na „trzy” unie­śli. Sza­dy rozej­rzał się po prze­stra­szo­nych gapiach. Nikt na nie­go nie patrzył. Ludzie podą­ża­li wzro­kiem za nie­sio­nym na deskach pilo­cie. Krew z rany na jego gło­wie ska­py­wa­ła na pia­sek. Ta z nad­garst­ków wsią­ka­ła w mate­riał.

            Daria wymu­si­ła uśmiech. Pra­co­wa­ła w poli­cji ponad pięć lat, a wciąż nie przy­wy­kła do wido­ku tru­pów. Sza­dy daw­no zapo­mniał jak to jest mar­twić się śmier­cią nie­zna­jo­mych. Już nie spę­dza­ła mu snu z powiek.

            - Co tu się, do cho­le­ry, sta­ło? – spy­tał Kaszu­ba, któ­ry scho­dził po scho­dach. – Powie­dzie­li mi, że roz­bił się heli­kop­ter. Woj­sko­wy. To praw­da? – Przyj­rzał się im. – A wam co? Nie za zim­no na kąpiel? To jesz­cze nie ta pora. No i w ubra­niu?

            Sza­dy wyjął dzien­nik zza pasa. Pod­szedł do Kaszu­by i zde­rzył się z nim ramio­na­mi na przy­wi­ta­nie. Wol­ną ręką wsu­nął mu pod kurt­kę dzien­nik i pocze­kał, aż ten go prze­chwy­ci.

            - Nie pozwól niko­mu tego zabrać, rozu­miesz? – szep­nął do Kaszu­by, przy­glą­da­jąc się patrzą­cym w ich stro­nę woj­sko­wym. – Nikt nie może tego dostać. Szcze­gól­nie woj­sko­wi.

            Odsu­nął się i wyszedł naprze­ciw żoł­nie­rzom.

            - Gene­ra­le Kotłow­ski, dobrze pana widzieć – powie­dział i wycią­gnął rękę. Dobrze wie­dział, że ten czło­wiek nigdy się z nim nie przy­wi­ta. Szcze­gól­nie, że przez Sza­de­go o mało nie wyrzu­ci­li gene­ra­ła z woj­ska pod­czas jego krót­kiej wizy­ty na Rzu­cew­skich kosza­rach.

            - Zabrać mi stąd gapiów. – Gene­rał wska­zał pal­cem na tłum. – Odciąć teren. Wezwać jed­nost­kę mor­ską niech zaj­mie się wra­kiem. Prze­szu­kać oko­li­ce na wypa­dek wypad­nię­cia z wra­ku jakich­kol­wiek rze­czy nale­żą­cych do woj­ska. I do jasnej cho­le­ry – tu zer­k­nął na Sza­de­go. – Zabrać mi stąd te szcze­nia­ki. To nie wasza jurys­dyk­cja. Woj­sko przej­mu­je spra­wę.

            Jeden z żoł­nie­rzy pod­szedł do Sza­de­go i wziął go pod ramię. Sza­dy się wyrwał, cof­nął po Darię i obej­mu­jąc ją w pasie poszedł za Kaszu­bą.

            - Zaraz, zaraz – powie­dział gene­rał Kotłow­ski. – Prze­szu­kać mi tę dwój­kę. Mie­li bez­po­śred­ni kon­takt z wra­kiem. Mogą coś ukry­wać.

            - Jeśli kto­kol­wiek z was dotknie mnie, albo Darię poła­mię wam ręce – odparł Sza­dy, odwra­ca­jąc się do gene­ra­ła. Posłał mu naj­groź­niej­szy ze swo­ich spoj­rzeń. Żoł­nie­rze zatrzy­ma­li się po ich obu stro­nach. – Nie mają pra­wa mnie prze­szu­kać, a pan gene­ra­le powi­nien być wdzięcz­ny za pró­bę ura­to­wa­nia pana czło­wie­ka. Do zoba­cze­nia, mam nadzie­ję, że w nie­da­le­kiej przy­szło­ści.

            Wzno­wił marsz.

            - Mam nadzie­ję, że nie – odpo­wie­dział gene­rał i gestem ręki odwo­łał swo­ich żoł­nie­rzy.

            Sza­dy odsap­nął dopie­ro w che­vro­le­cie Kaszu­by. Poło­żył się na tyl­nym sie­dze­niu, pod­kła­da­jąc rękę pod gło­wę . Nie zapiął pasów, a wzrok wle­pił w sza­rą pod­su­fit­kę. Daria usia­dła z przo­du, grzecz­nie zapię­ła pasy.

            - Sza­dy, przy­nio­sę ci rachu­nek za czysz­cze­nie tapi­cer­ki – Kaszu­ba odpa­lił sil­nik i ruszył, uwa­ża­jąc na łażą­cych wokół ludzi. – Wiesz, że urwą nam łby za ten dzien­nik, praw­da?

            - A kto powie­dział, że kto­kol­wiek musi się dowie­dzieć, i że dzien­nik nale­ży do woj­ska? Zabra­łem go dla sie­bie. Z wła­snej cie­ka­wo­ści. Chcia­łem zoba­czyć, czy ktoś nie ujął tam cze­goś kon­tro­wer­syj­ne­go. A póź­niej go spa­lę. Prze­cież i tak się nam do nicze­go nie przy­da.

            - Obyś się nie mylił – wtrą­ci­ła Daria. – Obyś się nie mylił, bo mam złe prze­czu­cia.

            Też je miał, ale zamilkł. Marzył o cie­płym prysz­ni­cu, suchych ciu­chach i piwie. Gdy­by ktoś się go zapy­tał, dla­cze­go pobiegł po ten dzien­nik nie umiał­by odpo­wie­dzieć. Nie przy­zna­wał się do swo­jej wyjąt­ko­wej pamię­ci i sil­nej intu­icji. Ludzie w to nie wie­rzy­li, wole­li sły­szeć kłam­stwa i ubar­wio­ne histo­rie. Przy­mknął oczy. Nim zdo­łał przy­snąć byli już na miej­scu. W koń­cu do jego domu od miej­sca zbrod­ni dzie­li­ło ich zale­d­wie sie­dem­set metrów.

 

Heli­kop­ter w zato­ce – Część 3
Tagged on:                                 

2 thoughts on “Helikopter w zatoce – Część 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *