
To już ostatnia część z Szadym. Mam nadzieję, że Wam się podobało i będziecie chcieli poznać tego bohatera w mojej powieści. Dziękuję za to, że byliście!
Wiedziałem gdzie mieszkasz. Naprawdę rozważałem, czy lepiej popełnić samobójstwo, dać się zastrzelić Tobie, czy zwalić na awarię helikoptera. Przez tydzień chodziłem jak duch. Moja żona coś podejrzewała, zadawała pytania. Myślała, że chcę wrócić na front, że za tym właśnie tęsknie. Ale to nie było to. Co noc skradałem się pod pokój mojej córki gotowy poderżnąć jej gardło. Miewałem też sny.
Sny, w których ją mordowałem. Potem moją żonę. Po wszystkim siedziałem obok ich ciał, obserwowałem powiększającą się kałużę krwi. Nie. Nie mogłem na to pozwolić.
Demon nie zwycięży.
Szady, Ty też nie możesz pozwolić mu wygrać. Kiedy go do siebie wpuścisz, a kiedyś wpuścisz, lepiej się zabij. Skończ ze swoim życiem, zanim zabijesz bliskie i ważne dla Ciebie osoby. Pamiętaj, oni są najważniejsi. Twoi bliscy. Na zawsze zostaniesz w ich sercu. Oni nigdy o Tobie nie zapomną.
Kocham je nad życie. Zawsze kochałem i pewnie dlatego tak szybko wybaczyłem zdradę mojej żonie. Pewnie dlatego tak szybko pokochałem jej syna z drugiego małżeństwa.
Czy to nie dziwne? Miałem w sobie demona, a jednak ten demon potrafił kochać. Czy osoba, która potrafi kochać jest złem wcielonym? Szkoda, że nie możemy o tym porozmawiać. Nie usłyszę od Ciebie ani jednego zdania na temat miłości wśród psychopatów.
- Mówiłem mu, powtarzałem tyle razy, aby stąd odszedł! – słyszał stłumione krzyki Fortuny. – Przynieście mi tu te piły, do jasnej cholery! Już! Kurwa, biegiem!
Szady próbował się poruszyć, ale każdy najmniejszy ruch sprawiał, że się głębiej zapadał. Otworzył prawe oko. Zauważył gałąź, tuż nad jego twarzą, milimetry od oka. Poczuł, że miał szczęście. Szczęście w nieszczęściu.
Do grobu napływało coraz więcej wody. Na plecach czuł coś ciężkiego, co go przygniatało do podłoża. Poruszał palcami u rąk. I stopami. Miał czucie, czyli nie doznał paraliżu. A może nawet nie wiedział, że się wykrwawia na śmierć i tak naprawdę nie ruszał kończynami?
- Gdzie te liny?! Dajcie mi te pieprzone liny!!! Suchy, nie skacz tak, tylko zapierdalaj po te liny!!! – Głos Fortuny był dla Szadego, jak zaklęcia wróżki dla Kopciuszka. – Szady!? Szady! Żyjesz tam, Stary?! Szady!!! Gdzie te pieprzone liny!? Tnijcie tam! Nie! Powiedziałem tam! Szady!!!
Dźwięk piły mechanicznej wdarł się przez uszy Szadego i przyprawił go o migrenę. Mocną migrenę. Przymknął oczy, starając się oddychać jedną stroną ust. Nawet, gdyby chciał odpowiedzieć Fortunie najadłby się jedynie gliny.
Co mu odbiło? Po co mu to było? Za co był gotowy umrzeć?
Glina ze ścianek grobu się osunęła. Szady przesunął głowę. Chciał spojrzeć co się dzieje. Drzewo osiadło niżej, a gałąź, którą miał milimetry od oka, teraz zraniła go w policzek.
Pieprzony pamiętnik nieboszczyka. Dlaczego musiał trafić akurat w jego ręce?
- Fortuna! – krzyknął, w międzyczasie najadł się błota. Starał się je wypluć.
- Szady?! Szady! Ty żyjesz?!
- Przestańcie! Cokolwiek robicie przestańcie!
- Stójcie! Stop! Powiedziałem stop!!! – Dźwięk pił mechanicznych przycichł. – Przestańcie ciąć. Przez te drgania ziemia się osuwa. Kurwa! Czy to przestanie tak lać?! Szady, możesz się ruszyć?!
- Nie bardzo! Przygniotło mnie, a to błoto… – splunął. – Tu się robi, jak w basenie, Fortuna!
- On jest z prawej strony! – krzyknął do kogoś. – Jeśli wejdziemy z tej powinniśmy móc go jakoś stamtąd wyciągnąć. Szady?! Szady, trzymaj się, dobra?! Wyciągniemy ciebie stamtąd.
Czy naprawdę zdążą go wyciągnąć? Pomyślał, że jest idiotą. A odpowiedzi na zadane sobie pytanie nie wymyślił, bo wszystko ucichło.
Jak to się stało, że mój pamiętnik stał się listem do Ciebie? Już rozumiem, dlaczego świry popadają w obsesje na punkcie policjantów.
My jesteśmy czernią. Ty jesteś bielą. Pustynia, oceany. Księżyc, słońce. Mrok, jasność. Standardowe yin i yang. Przyciągamy się, uzupełniamy, nie możemy bez siebie żyć. Bo co byś robił, gdybyś nie mógł łapać przestępców? Potrafiłbyś oddychać, wiedząc, że nie masz nic ważnego do zrobienia? Że nie masz żadnego życia do uratowania? Że nie możesz wycelować w przestępcę, kazać mu się zatrzymać?
Czy bez nas Twoje życie miałoby sens?
Dedykuję ten pamiętnik Tobie, Szady. Moje krótkie wspomnienia niech są dowodem na to, że to ja zabiłem. A jeśli to wzbudzi wasze wątpliwości, to kilka dni temu odkopałem grób mojej zmarłej dziewczyny i nienarodzonego dziecka. Obok nich zakopałem wszystko, co potrzebujecie do mojego pośmiertnego skazania. Niepodważalne dowody. Znajdź je.
I spraw, żebym stał się legendą. Chcę żyć wiecznie.
Spraw, że na sam dźwięk mojego nazwiska będą dostawać gęsiej skórki.
Do zobaczenia w piekle, Szady. Będę czekał.
Zimna woda wylana na twarz sprawiła, że się ocknął. Przechylił się na bok, czując piorunujący ból w plecach. Oddychał. Najważniejsze, że oddychał. I ruszał nogami. Sprawdził. Tak, mógł się ruszać. Rękoma też poruszał. Żył.
Zabrał Fortunie butelkę. Wypił całego żywca i położył się na plecy. Chmury przyjęły łagodny odcień bieli. Świeciło słońce. Oświetlało pole bitwy, jakby Bóg chciał je wyraźniej obejrzeć. Takie Szady odniósł wrażenie. Czuł się, jakby stoczył walkę ze złem. Z samym sobą. Musiał sobie udowodnić, że się uda. Że jest nieustraszony. Że w imię dobra jest gotowy poświęcić życie.
Nie był i nie będzie złym człowiekiem.
- Jesteś chory psychicznie, Szady. Po prostu psycholem. Ledwo ciebie wyciągnęliśmy. Wiesz, jak trudno było się dostać pod to drzewo, aby się nie osunęło? Wiesz ile się namęczyliśmy?
Zerknął na kucającego Fortunę. Obok jego butów leżała czarna skrzynka brudna od błota.
- Czy to…? – Wskazał na nią palcem.
- Tak. Dowody przeciwko pułkownikowi Karolowi Felsenowi. Mamy go. I żadne wojsko nam w tym nie przeszkodzi.
- Żadne wojsko nam w tym nie przeszkodzi – powtórzył i zamknął oczy.
Wypełnił misję. Zadanie wykonane.

