Arystokraci Magii – Trening (cz.1)

Witam! Poni­żej przed­sta­wiam nie­wy­ko­rzy­sta­ny frag­ment mojej pierw­szej, jesz­cze nie­wy­da­nej, powie­ści “Ary­sto­kra­ci Magii”. Miłej zaba­wy!

 

TRE­NING

Każ­dy agent ma obo­wią­zek brać czyn­ny udział we wszyst­kich szko­le­niach orga­ni­zo­wa­nych przez Spe­cjal­ną Agen­cję Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­ne­go”

 

–  Gru­pa pierw­sza w goto­wo­ści – zatrzesz­cza­ło radio zako­pa­ne pod ster­tą papie­rów na biur­ku.

– Gru­pa dru­ga na miej­scu.

– Trój­ka u celu.

Alek­san­der Hep­ner, przy­wód­ca i instruk­tor sił zbroj­nych SABW, się­gnął do bla­tu. Pomarsz­czo­na i żyla­sta dłoń tre­ne­ra przedar­ła się przez śmie­ci i chwy­ci­ła rót­ko­fa­lów­kę. Przy­su­nął ją do ust, czu­jąc jak od pro­stej czyn­no­ści łupie go w krę­go­słu­pie. Stwier­dził, że nie łatwo żyć z ponad pół­wiecz­nym cia­łem.

- Pamię­taj­cie, dzia­ła­my wedle pla­nu. Potrze­bu­je­my jej żyw­cem. Bez odbio­ru.

Tyle wystar­czy­ło, żeby roz­po­cząć szturm. Alek­san­der scho­wał krót­ko­fa­lów­kę do kie­sze­ni hawaj­skiej koszu­li, po czym wyda­jąc z sie­bie cięż­kie wes­tchnię­cie usiadł na krze­śle przed moni­to­ra­mi. Wraz z Patry­kiem Lit­ma­nem, czło­wie­kiem odpo­wie­dzial­nym za śle­dze­nie postę­pów agen­tów, obser­wo­wał prze­kaz na żywo z kamer. Cza­sem uno­sił wzrok znad moni­to­rów i patrzył na prze­bu­do­wa­ny meta­lo­wy han­gar, któ­ry kie­dyś słu­żył lot­ni­kom za schro­nie­nie dla ich bom­bow­ców. Wzdry­gnął się. Prze­bu­do­wa­nie tak pro­ste­go budyn­ku na labi­rynt zajął nie­co ponad rok. Wte­dy po raz pierw­szy wykro­czył poza stan­dar­do­we obo­wiąz­ki i zapro­jek­to­wał tego potwo­ra dla swo­ich ludzi.

- Obser­wuj tyl­ko ją – dodał i odchrząk­nął. Nawet głos w tym wie­ku szwan­ko­wał. – Tyl­ko ona nas inte­re­su­je.

 

Kor­ne­lia otwo­rzy­ła powie­ki, uśmie­cha­jąc się pod nosem. Za każ­dym razem wyobra­ża­ła sobie roz­po­czę­cie szko­leń w ten sam spo­sób. Alek­san­der się nie zmie­niał. Zawsze nosił absur­dal­ne ciu­chy, wią­zał gum­ką kozią bród­kę i prze­ma­wiał, jak­by jed­ną nogą leżał w gro­bie. Do tego sie­dział z Patry­kiem przy sta­no­wi­sku odda­lo­nym pięć­set metrów od han­ga­ru, wyda­jąc mu pole­ce­nia. Dla pew­no­ści spoj­rza­ła na zega­rek. Na pew­no prze­ka­za­no roz­ka­zy, gru­py się roz­dzie­li­ły i lada chwi­la roz­pocz­ną akcje.

Wyko­rzy­stu­jąc wysta­ją­ce ze ścian zardze­wia­łe prę­ty oraz dźwi­ga­ry wspię­ła się na górę. Wsko­czy­ła na beto­no­wy mostek wybu­do­wa­ny pod dachem. Usły­sza­ła chrzęst gru­zu pod pode­szwa­mi, któ­ry ją zanie­po­ko­ił, lecz nie na tyle, aby zmie­nić pozy­cję.

Sta­lo­we dwu­czę­ścio­we drzwi zaskrzy­pia­ły i wpu­ści­ły do środ­ka smu­gę świa­tła, w któ­rej zatań­czył kurz. Dopie­ro po kil­ku sekun­dach, z uda­wa­ną pew­no­ścią sie­bie, wkro­czył zespół żoł­nie­rzy ubra­nych w stro­je anty­ter­ro­ry­stów. Wychy­li­ła się, aby lepiej widzieć ruchy zama­sko­wa­nych mró­wek sto­su­ją­cych się do zasad wpa­ja­nych im na szko­le­niach. Ostat­ni z nich zamknął drzwi. Mrok prze­cię­ły żół­ta­we stoż­ki z lata­rek.

Prze­su­nę­ła sto­pę, gruz pod butem znów zachrzę­ścił. Dowód­ca gru­py uniósł dłoń zaci­śnię­tą w pięść. Sta­nę­li. Wstrzy­ma­ła oddech, i choć usil­nie pró­bo­wa­ła powstrzy­mać odła­mek skru­szo­ne­go beto­nu wyśli­zgu­ją­ce­go się spod pode­szwy, odnio­sła poraż­kę. Kamyk wiel­ko­ści jed­no­gro­szów­ki ude­rzył w zie­mię. Przy tak mało zago­spo­da­ro­wa­nym tere­nie, zde­rze­nie wywo­ła­ło huk przy­po­mi­na­ją­cy eks­plo­zję bom­by. Roz­pę­ta­ło się pie­kło. Nie liczy­ła się cel­ność, a zwal­cze­nie stra­chu, któ­ry zawład­nął ich dusza­mi i co naj­waż­niej­sze pal­ca­mi ope­ru­ją­cy­mi spu­stem. Kora bie­gła w pochy­lo­nej pozy­cji, by uciec z pola raże­nia. Nabo­je odpro­wa­dzi­ły ją do trzy­me­tro­wej ścia­ny. Scho­wa­ła się za nią, przy oka­zji spraw­dza­jąc czy żaden z wystrze­lo­nych w amo­ku poci­sków jej nie tra­fił.

Przy­ło­ży­ła rękę do kabu­ry goto­wa odpo­wie­dzieć ogniem, jed­nak roz­my­śli­ła się, gdy z dwóch stron prze­bie­gły stru­gi świa­tła. Zgod­nie z pro­to­ko­łem wpa­ja­nym im na zaję­ciach usta­wi­li się po obu stro­nach przej­ścia. Nachy­li­ła się ku wnę­ce z unie­sio­ny­mi do bro­dy ręko­ma. Cze­ka­ła.

Lufa kara­bi­nu M4 wysu­nę­ła się nie­da­le­ko twa­rzy Kor­ne­lii. Prze­chwy­ci­ła ją, ude­rzy­ła żoł­nie­rza kol­bą w twarz i wyce­lo­wa­ła w mun­du­ro­we­go zakra­da­ją­ce­go się za jej ple­ca­mi. Strza­ły padły szyb­ko. Żoł­nierz, któ­re­go klat­ka pier­sio­wa zosta­ła obsy­pa­na gra­dem naboi, w szo­ku naci­snął spust. Odrzut bro­ni pod­rzu­cił lufę ku górze. Kor­ne­lia zdo­ła­ła się ukryć, nie­ste­ty inni w ten banal­ny spo­sób zdys­kwa­li­fi­ko­wa­li swój udział w grze.

Nie cze­ka­ła na dodat­ko­we posił­ki. Wbie­gła w głąb labi­ryn­tu, któ­ry pro­jek­to­wa­ła z Alek­san­drem. Zna­ła to miej­sce na pamięć, dla­te­go ciem­ność trak­to­wa­ła jako sojusz­ni­ka. Przy uży­ciu Pop Vault, czy­li popu­lar­nej tech­ni­ki prze­sko­cze­nia przez ścia­nę zna­nej w śro­do­wi­sku Le Par­ko­ur, zna­la­zła się po prze­ciw­le­głej stro­nie. Sły­sza­ła krzy­ki i trzesz­cze­nie radia w odda­li. Pokrę­ci­ła gło­wą, żału­jąc żół­to­dzio­bów zdra­dza­ją­cych swo­je pozy­cje.

Prze­my­ka­ją­ce przez skle­pie­nie sufi­tu stru­mie­nie świa­tła zga­sły. Kor­ne­lia uśmiech­nę­ła się zadzior­nie, skra­da­jąc się bli­sko ścia­ny do kolej­nej gru­py. Wie­dzia­ła, że tam są, gdyż komu­ni­ka­cja przez radio, w pomiesz­cze­niu gdzie dźwię­ki łatwo się nio­sły, dzia­ła­ła na ich nie­ko­rzyść.

Pod­czas nakła­da­nia nok­to­wi­zo­rów stra­ci­li czuj­ność. Zakra­dła się za ple­cy pierw­sze­go i zaci­snę­ła swo­ją rękę wokół jego szyi. Pod­du­sza­ła go, aby nie wydo­był z sie­bie żad­ne­go dźwię­ku. Dru­gą ręką się­gnę­ła do bro­ni, poło­ży­ła palec na spu­ście i roz­strze­la­ła dwóch towa­rzy­szy bro­ni. Zakład­ni­ka zmu­si­ła do klęk­nię­cia, odcze­pi­ła broń z paska i ude­rzy­ła go kol­bą w skroń. Odbez­pie­cza­jąc i wyj­mu­jąc maga­zy­nek zmarsz­czy­ła czo­ło. Szło zbyt gład­ko. W momen­cie, gdy szkie­let M4 zetknął się z pod­ło­żem usły­sza­ła prze­cią­głe chrząk­nię­cie.

- Nie tak szyb­ko – zanim zdo­ła­ła cokol­wiek zro­bić była w potrza­sku. Łapa mię­śnia­ka zła­pa­ła ją za gar­dło, a siła, jaką dys­po­no­wał ode­rwa­ła jej sto­py od zie­mi.

Ary­sto­kra­ci Magii – Tre­ning (cz.1)
Tagged on:                                 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *