Helikopter w zatoce – Część 4

No i mamy ponie­dzia­łek, więc zapra­szam na kolej­ną część z Sza­dym :)!

 

Nie znasz poprzed­nich czę­ści?

PRZE­CZY­TAJ: część 1, część 2, część 3

            Z dru­gą ofia­rą było trud­niej. Męczy­ła mnie każ­dej nocy, nie mogłem przez nią spać, a kie­dy już zasy­pia­łem mie­wa­łem kosz­ma­ry. Budzi­łem się zla­ny potem, roz­trzę­sio­ny, spra­gnio­ny. Wle­wa­łem w sie­bie szklan­kę wody, leża­łem, wsta­wa­łem po następ­ną. Od tam­tej pory nie zasy­piam przy zga­szo­nym świe­tle. Nie mogę. Jestem prze­ko­na­ny, że przez mrok w sypial­ni to mnie pochło­nie. Bo ona tam cze­ka­ła.

            Mia­ła zale­d­wie sie­dem lat. Nie wiem, dla­cze­go to zro­bi­łem. Dla­cze­go ją zabi­łem? Może przy­po­mnia­ły mi się dzie­cia­ki z Syrii bie­ga­ją­ce z kała­chem w ręce? A może przy­po­mi­na­ła mi dziew­czyn­kę, któ­ra wbie­gła z pła­czem do woj­sko­we­go obo­zu i go wysa­dzi­ła? Chy­ba się prze­ra­zi­łem. Pode­szła do mnie za bli­sko. Patrzy­ła na mnie zapła­ka­ny­mi nie­bie­ski­mi oczy­ma. Patrzy­ła tak i pła­ka­ła. Pro­si­ła, abym pomógł jej zna­leźć rodzi­ców, bo się zgu­bi­ła. Jakim cudem moż­na zgu­bić dziec­ko? Na pla­ży! W takim małym mie­ście, a raczej wio­sce. Spę­dza­łem wte­dy week­end w Osło­ni­nie. Tury­stów nie było jesz­cze wie­lu.

            Dziew­czyn­ka pocią­gnę­ła mnie za rękaw. Wte­dy coś we mnie wstą­pi­ło, może spra­gnio­ny demon śmier­ci, a może wró­ci­ła do mnie woj­na. Ude­rzy­łem ją w twarz. Moc­no. Obró­ci­ła się o sto osiem­dzie­siąt stop­ni i upa­dła na zie­mię. Zaczę­ła wyć jesz­cze gło­śniej, więc zaczą­łem ją kopać. Wpa­dłem w taki szał, że nie zwra­ca­łem uwa­gi gdzie bije. Po nie­dłu­giej chwi­li zamil­kła, a ja sły­sza­łem jak kości pęka­ją wraz z kolej­ny­mi ude­rze­nia­mi. Tra­fi­łem ją w gło­wę, dźwięk trza­ska­ją­cej czasz­ki zakuł mnie w uszy. Dzie­ci o wie­le łatwiej zła­mać. O wie­le łatwiej zabić. O wie­le łatwiej pozbyć się ich ciał.

            Prze­ko­pa­łem śla­dy krwi, zarzu­ci­łem ją sobie na ramię i znik­ną­łem w pobli­skim lesie. Prze­sze­dłem pola­mi i nie­uczęsz­cza­ny­mi dro­ga­mi, aż do rezer­wa­tu Beka. Uwa­ża­łem, aby nikt mnie nie zoba­czył. Cia­ło zako­pa­łem na tor­fo­wi­sku bli­sko bagien. Kie­dy wró­ci­łem po mój samo­chód rodzi­ce bie­ga­li po oko­li­cy spa­ni­ko­wa­ni. Naj­gło­śniej­sza i naj­bar­dziej zde­spe­ro­wa­na z nich wszyst­kich była mat­ka. Pła­ka­ła. Wrzesz­cza­ła. Łapa­ła się za gło­wę. Wyry­wa­ła sobie wło­sy. Zaha­cza­ła opa­la­ją­cych się ludzi i tych, któ­rzy kąpa­li się w zato­ce.

            Zaha­czy­ła i mnie. Odpo­wie­dzia­łem ze współ­czu­ciem: „Prze­pra­szam, ale nie widzia­łem pani cór­ki”.

            I spo­koj­nie odje­cha­łem po cia­ło jej córecz­ki, by prze­trans­por­to­wać ją w bez­piecz­ne miej­sce. Na mój cmen­tarz. Musia­łem być pewien, że nikt go nie znaj­dzie, a nie­ste­ty pod­mo­kłe tere­ny mia­ły to do sie­bie, że tajem­ni­ce szyb­ko wypły­wa­ły, więc nie mogłem dłu­go cze­kać. Zbyt wie­le śla­dów mojej winy spo­czy­wa­ło na cie­le tej nie­win­nej isto­ty.

            Nie wie­rzy­łem, że to się uda­ło.

            Po wszyst­kim wypi­łem kil­ka piw. Wte­dy zoba­czy­łem ją pierw­szy raz. Prze­pro­si­łem ją, wytłu­ma­czy­łem, że nie wiem co we mnie wstą­pi­ło. Mówi­łem do niej przez dobrą godzi­nę, ale na niej nie robi­ło to wra­że­nia. Cze­ka­ła by udu­sić mnie we śnie, więc jej tego nie uła­twia­łem.

            Spa­łem przy zapa­lo­nym świe­tle i skrzy­żo­wa­ny­mi nogi. Tak uczy­ła mnie bab­cia. Znak krzy­ża odpę­dzał złe dusze. Zasta­na­wia­łem się tyl­ko, dla­cze­go poświę­co­ny krzy­żyk na mojej szyi nie poskro­mił demo­na, któ­ry miesz­kał w moim cie­le?

 

 

            Szady zapa­lił papie­ro­sa na bal­ko­nie. Po prze­czy­ta­niu frag­men­tu o dziew­czyn­ce musiał zła­mać swo­je posta­no­wie­nie o rzu­ce­niu pale­nia. Pamię­tał tę spra­wę, wyda­rzy­ła się trzy lata temu. Był jed­nym z poli­cjan­tów, któ­rzy szu­ka­li tego dziec­ka. Cza­sa­mi wie­rzył, że ją znaj­dzie, tak jak miał nadzie­ję odna­leźć swo­ich zagi­nio­nych rodzi­ców. Teraz prze­stał się łudzić.

            Upił łyk piwa i cięż­ko wypu­ścił powie­trze z płuc. Obser­wo­wał świa­tła nad zato­ką i na pla­ży. Z domu miał dobry widok na miej­sce kata­stro­fy. Dzi­wi­ło go tyl­ko, że jesz­cze nie wycią­gnę­li wra­ku z dna.

            Daria do nie­go przy­szła, poło­ży­ła rękę na jego ple­cach i przy­ło­ży­ła poli­czek do jego ramie­nia. Sza­dy nie zmie­nił pozy­cji. Palił papie­ro­sa w ciszy. Wyobra­żał sobie, co zro­bił­by ze skur­wy­sy­nem, gdy­by wpadł w jego ręce za życia. Może jesz­cze będzie miał szan­sę?

            - Dzwo­ni­łam do zna­jo­me­go ze szpi­ta­la, pilot nie prze­żył. – Daria odpo­wie­dzia­ła na jego nie­wy­po­wie­dzia­ne pyta­nie. – Przy­kro mi.

            Wzię­ła od nie­go papie­ro­sa i zacią­gnę­ła się kil­ka razy. Odda­ła mu go, zabi­ja­jąc smak tyto­niu whi­sky z lodem. Daria była jed­ną z nie­licz­nych dziew­czyn jakie znał, któ­re wola­ły pić cięż­ki alko­hol zamiast piwa z sokiem.

            - A mi jest przy­kro dla­te­go, że sam nie zdo­ła­łem udu­pić skur­wy­sy­na – powie­dział, zatrzy­mu­jąc szyj­kę butel­ki przed war­ga­mi. Nad zato­ką lata­ły dwa heli­kop­te­ry, świe­ci­ły reflek­to­ra­mi w jed­no miej­sce. Obok tych świa­teł prze­pły­wa­ły trzy pon­to­ny. Naj­wy­raź­niej szy­ko­wa­li się do wyję­cia wra­ku.

            - Co tam prze­czy­ta­łeś? – Wsu­nę­ła dłoń pod jego koszul­kę, chwi­lę pogła­ska­ła go po ple­cach, a póź­niej zacze­pi­ła pal­ce o szluf­ki spodni. Wciąż opie­ra­ła się gło­wą o jego ramię, popi­ja­jąc zim­ną whi­sky.

            Opo­wie­dział jej pokrót­ce, co zdo­łał prze­czy­tać w pamięt­ni­ku nie­bosz­czy­ka. Kie­dy doszedł do frag­men­tu z dziec­kiem Daria się odsu­nę­ła. Opar­ła się ple­ca­mi o barier­kę i wpa­try­wa­ła w dno szklan­ki. Wio­sen­ny wiatr uno­sił jej kolo­ro­we pasem­ka wło­sów.

            Pomy­ślał o dziew­czyn­ce z nie­bie­ski­mi ocza­mi. Tej małej isto­cie, któ­ra tra­fi­ła w ręce potwo­ra bez ser­ca i sumie­nia. Sza­dy poświę­cił dwa mie­sią­ce na poszu­ki­wa­nia, nie wie­dząc, że dziew­czyn­ka scze­zła ska­to­wa­na na śmierć przez psy­cho­pa­tę ze stre­sem poura­zo­wym. Nie wie­dział czy wizja, jaką miał o porwa­niu i przy­trzy­my­wa­niu dziec­ka w piw­ni­cy, była lep­sza od praw­dy.

            Sza­dy wyrzu­cił nie­do­pa­łek w powie­trze, poma­rań­czo­wy żar znik­nął w traw­ni­ku.

            - Co zamie­rzasz z tym zro­bić? – spy­ta­ła Daria, odwra­ca­jąc się w kie­run­ku wyła­wia­ne­go wra­ku heli­kop­te­ra.

            - Prze­czy­tać do koń­ca.

            - Wiesz, że nie to mia­łam na myśli.

            - Znaj­dę cia­ła i przy­wró­cę rodzi­nom spo­kój. Przy­naj­mniej tym, któ­rym się da. I żad­ne woj­sko mnie przed tym nie powstrzy­ma.

            Zoba­czył liny zrzu­ca­ne z heli­kop­te­rów. Na hory­zon­cie wyło­ni­ły się dwie woj­sko­we łodzie.

            Daria zabra­ła Sza­de­mu butel­kę. Zer­k­nął na wyrzut­nie wyzie­ra­ją­cą zza koron drzew. Poczuł ulgę. Wciąż nie mógł uwie­rzyć, że heli­kop­ter go omi­nął.

            - Chodź do łóż­ka. – Daria pocią­gnę­ła go za ramię. – Przy­da nam się odpo­czy­nek. Albo przy­naj­mniej jakaś roz­ryw­ka.

            Odwró­cił się w jej stro­nę, ale nie zro­bił kro­ku. Daria w obci­słej koszul­ce na ramiącz­kach i majt­kach wyglą­da­ła kuszą­co. Pod­nie­cał go ten widok, ale nie na tyle, aby zre­zy­gno­wać z tego pamięt­ni­ka. Po pro­stu musiał wie­dzieć, co sta­ło się dalej. Ile jesz­cze osób zabił psy­cho­pa­ta w woj­sko­wym mun­du­rze.

            Daria uchy­li­ła drzwi bal­ko­no­we.

            - Tyl­ko nie siedź za dłu­go, Sza­dy. Pamię­taj, że jutro mamy pierw­szą zmia­nę.

            I wyszła, zosta­wia­jąc go ze swo­imi myśla­mi. Może to i lepiej. W tej chwi­li wolał nie być w pobli­żu bli­skich. Mógł­by nie­chcą­cy wyła­do­wać na nich wście­kłość. A wście­kły był nie­mi­ło­sier­nie. Pod­niósł pustą butel­kę po piwie i wyrzu­cił ją przed sie­bie. Tra­fił w drze­wo. Trzask szkła był gło­śny, ale nie zdo­łał zagłu­szyć szme­ru śmi­gieł heli­kop­te­rów.

Heli­kop­ter w zato­ce – Część 4
Tagged on:                                         

2 thoughts on “Helikopter w zatoce – Część 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *