Helikopter w zatoce – Część 2

Witam, zapra­szam do prze­czy­ta­nia dru­giej czę­ści opo­wia­da­nia z Sza­dur­skim! 🙂

           

            Na woj­nie widzia­łem śmierć pobra­tym­ców, wyno­si­łem ich na wpół żywych z pola bitwy, bra­łem udział w wie­lu strze­la­ni­nach. Widzia­łem na woj­nie tyle śmier­ci, że nie powin­no mnie do niej cią­gnąć po powro­cie do domu. Ale pew­ne­go dnia woj­sko­wy tera­peu­ta stwier­dził, że cier­pię na stres poura­zo­wy i muszę zostać w ojczyź­nie. Przy­ję­to mnie do hel­skiej jed­nost­ki i tam prze­sta­łem być gwiaz­dą lot­nic­twa, a sta­łem się zwy­kłym żoł­nie­rzy­kiem wyko­rzy­sty­wa­nym do akcji ratun­ko­wych pija­nych kre­ty­nów, prze­lo­tów pre­zy­denc­kich, albo poka­zów woj­sko­wych. Sama nuda.

            NUDA!!!

            Myślę, że zabra­kło mi tego dresz­czy­ku emo­cji. Pobyt w spo­koj­nej ojczyź­nie nie był dla mnie. Mówi­łem o tym swo­im prze­ło­żo­nym, ale mnie nie słu­cha­li. Odsy­ła­li mnie z kwit­kiem do tera­peu­tów i tyle. A niby tak bar­dzo potrze­bo­wa­li pol­skich żoł­nie­rzy na fron­cie. Gów­no praw­da.

            Musia­łem się roze­rwać. Prze­cież byłem puł­kow­ni­kiem Karo­lem Fel­se­nem. Mia­łem na pago­nie trzy gwiazd­ki i dwie bel­ki. Byłem sław­ny. Odważ­ny. Nie do zdar­cia.

 

 

            Szady odpiął się z pasów i pobiegł w kie­run­ku zato­ki. Przy oka­zji mach­nął do Darii.

            - Wezwij­cie pomoc! – krzyk­nął do spa­ra­li­żo­wa­ne­go tłu­mu.

            Dobiegł do skar­py. Widział skrzy­dło heli­kop­te­ra wysta­ją­ce z wody. Prze­klął. Daria bie­gła w stro­nę scho­dów, ale on czuł, że nie ma na to cza­su. Przy­kuc­nął i wstrzy­mał oddech. Skar­pa była stro­ma i kamien­na. A niech to dia­bli. Zesko­czył, wpadł w mięk­ki pia­sek, jed­na noga w nim ugrzę­zła. Pole­ciał do przo­du, na szczę­ście w odpo­wied­nim momen­cie zro­bił fikoł­ka. Zda­wa­ło mu się, że zauwa­żył w krza­kach coś brą­zo­we­go, ale to zigno­ro­wał. Tuż przed kolej­nym zbo­czem zdo­łał wstać. Z roz­bie­gu wysko­czył i wyko­nał kolej­ny fiko­łek. Na pla­ży zdjął kurt­kę.

            Woda, jak na wcze­sne lato była chłod­na. Wbiegł do zato­ki, nie zwal­nia­jąc do chwi­li, aż zanu­rzył się powy­żej pasa. Rzu­cił się na głów­kę i popły­nął wpław. Cie­szył się, że tre­no­wał do anty­ter­ro­ry­stów, dzię­ki temu wzmoc­nił kon­dy­cję. Poza tym pogo­da dopi­sy­wa­ła i bra­ko­wa­ło fal, któ­re mogły­by go odpy­chać. Mar­twił się jed­nak o prą­dy, ale odpły­nął tak dale­ko od brze­gu, że nie zamie­rzał zawra­cać.

            Odpo­czął przy śmi­gle, wyrów­nu­jąc oddech. Zauwa­żył na czar­nej far­bie logo woj­sko­we. Nie będzie weso­ło, jak zle­cą się szy­chy w moro. Obej­rzał się za sie­bie. Daria pły­nę­ła w jego stro­nę.

            Zanur­ko­wał i pod­pły­nął do okna od stro­ny pilo­ta. Zoba­czył czło­wie­ka w mun­du­rze z sił powietrz­nych. Przy­bli­żył nos do szy­by, żeby się przyj­rzeć. Gło­wa pilo­ta leża­ła bez­wład­nie na kok­pi­cie, ze zwi­sa­ją­cych wzdłuż cia­ła rąk ście­ka­ła krew. Sza­dy pocią­gnął za klam­kę. Zamknię­te. Kil­ka razy ude­rzył łok­ciem w szy­bę. Bez skut­ku. Pod­pły­nął do tyl­nych drzwi, zaparł się całym cia­łem o meta­lo­wą ścian­kę i pocią­gnął. Ani drgnę­ło.

            Wypły­nął na powierzch­nię. Daria już przy nim była.

            - Musisz mi pomóc. Trze­ba otwo­rzyć drzwi – sapał mię­dzy sło­wa­mi.

            - Pod wodą? Zanim do cie­bie popły­nę­łam pomy­śla­łam, że zabio­rę to z two­jej kurt­ki. – Poka­za­ła mu dłu­go­pis ze zbi­ja­kiem do szyb.

            - Jesteś genial­na – zabrał go od niej i zanur­ko­wał.

            Daria zosta­ła na powierzch­ni, może to i lepiej. Pod­pły­nął do heli­kop­te­ra, któ­ry osia­dał na dnie. Mie­li szczę­ście, że roz­bił się w zato­ce, a nie w morzu. Przy­tknął ostrze do dol­ne­go rogu szy­by i trza­snął. Szy­ba popę­ka­ła. Powtó­rzył jesz­cze raz.

            Pocze­kał, aż woda wypeł­ni­ła wnę­trze heli­kop­te­ra i wpły­nął do środ­ka. Pilot dry­fo­wał przy­pię­ty pasa­mi. Sza­dy wyjął z kie­szon­ki nóż, roz­ciął pas. Póź­niej spró­bo­wał prze­pchnąć pilo­ta w kie­run­ku roz­bi­tej szy­by.

            Cho­le­ra. Kawał­ki szkła pły­wa­ły obok nich. Uda­ło mu się pod­pły­nąć pod dach, wypro­sto­wać lot­ni­ka i w ten spo­sób wypchnąć go z maszy­ny. Póź­niej sam wypły­nął, zła­pał pilo­ta pod ramio­na, odbił się noga­mi od dna i zaczął pły­nąć.

            Poczuł zna­jo­my ścisk w płu­cach. Zaczy­na­ło bra­ko­wać mu powie­trza.

Heli­kop­ter w zato­ce – Część 2
Tagged on:                         

7 thoughts on “Helikopter w zatoce – Część 2

  • 16 stycznia 2019 at 15:13
    Permalink

    I co? Zno­wu trze­ba cze­kać tydzień? 😉

    Reply
  • 17 stycznia 2019 at 14:48
    Permalink

    Nie­złe, napraw­dę nie­złe. Szko­da, że czę­ści nie są dłuż­sze.

    Reply
  • 19 stycznia 2019 at 17:15
    Permalink

    Zapo­wia­da się cie­ka­wie. 🙂 Zarów­no pierw­sza jak i dru­ga część napi­sa­na z roz­ma­chem. Wart­ka akcja, krót­kie zda­nia… pasu­je to do sie­bie. I wcią­ga.

    Reply
  • 15 lutego 2019 at 05:38
    Permalink

    gdzie część pierw­sza?

    Reply
  • 28 lutego 2019 at 09:16
    Permalink

    Cze­mu takie krót­kie te frag­men­ty? 🙂 i zain­try­go­wał mnie ten dłu­go­pis ze zbi­ja­kiem do szyb.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *