Helikopter w zatoce – Część 7

To już siód­ma część z Sza­dym! Zbli­ża­my się do fina­łu 🙂

 

            Pragną­łem, aby była ostat­nia. Chcia­łem prze­stać zabi­jać. Z cie­ka­wo­ści spę­dzi­łem ostat­nie wie­czo­ry na czy­ta­niu spraw seryj­nych mor­der­ców. Czy­ta­łem, co tłum z nimi robił, gdy dotar­li do nie­go wcze­śniej niż poli­cja. Wie­dzia­łem, że nawet w wię­zie­niu nie będę czuł się bez­piecz­ny. Gwał­ci­cie­le, mor­der­cy dzie­ci i pedo­fi­le mają w wię­zie­niu prze­sra­ne. Nie prze­żył­bym tam jed­ne­go dnia, gdy­by infor­ma­cja o mor­der­stwie dziew­czyn­ki wyszła na jaw.

            Dłu­go zasta­na­wia­łem się, jak to zakoń­czyć. Liczy­łem na wiel­ki finał, taki, któ­ry woj­sko nie da rady uci­szyć. Zasta­na­wia­łem się jak skie­ro­wać na sie­bie zain­te­re­so­wa­nie tego poli­cjan­ta z Puc­ka. Wie­dzia­łem, że on mnie nie zawie­dzie. Czy­ta­łem nie­co o nim. Jest w sta­nie poświę­cić pry­wat­ne życie dla zła­pa­nia mor­der­cy. W śledz­twie z Klucz­ni­kiem, mimo szan­ta­żu i tak nie odpu­ścił. Jego karie­ra o mały włos legła w gru­zach. Cały świat mógł mu się zwa­lić na łeb.

            Ale on był napę­dza­ny jak ja. Uwiel­biał dzia­łać. Musiał, sko­ro się nie pod­da­wał. Tacy jak my się nie pod­da­ją.

            Myśli­wi w mun­du­rach.

            Jeste­śmy z jed­nej gli­ny. Naj­wy­raź­niej Sza­dur­ski sam nie zda­je sobie z tego spra­wy, że mógł­by być naj­lep­szym seryj­nym mor­der­cą w histo­rii. Jest bystry, nie­ustę­pli­wy, zde­ter­mi­no­wa­ny i inte­li­gent­ny. W rapor­tach poli­cyj­nych (dotar­łem do nich po zna­jo­mo­ściach) prze­czy­ta­łem zmian­kę o jego nie­zwy­kłej pamię­ci do nazwisk, dat, twa­rzy. Cie­ka­wi mnie, czy to praw­da, ale nigdy się nie prze­ko­nam. Nie za życia.

            Teraz muszę zadbać by ten pamięt­nik wpadł w jego ręce.

 

            Daria przy­je­cha­ła po godzi­nie. Sza­dy w tym cza­sie zdą­żył zmar­z­nąć w samej blu­zie. Na szczę­ście dziew­czy­na przy­wio­zła mu kurt­kę. Zało­żył ją w mgnie­niu oka i wło­żył ręce do kie­sze­ni, przy­sia­da­jąc z powro­tem na masce samo­cho­du. Daria w tym cza­sie wtu­li­ła się w nie­go. Zro­bi­ło mu się cie­plej. I przy­jem­niej. Opar­ła czo­ło na jego bro­dzie. Jej oddech stał się dźwię­kiem, na któ­rym się sku­piał.

            For­tu­na z tech­nicz­ny­mi zaczę­li kopać w miej­scu, gdzie psy przy­cup­nę­ły. Kopa­li tam już z dobre dzie­sięć minut. Po tym cza­sie jeden z tech­nicz­nych przy­kuc­nął i pogrze­bał pal­ca­mi w zie­mi. Sza­dy wstrzy­mał oddech. Przez tę godzi­nę trzy razy wzbu­dzi­li w nim nikłe nadzie­je.

            Tym razem For­tu­na pod­niósł pięść w ich stro­nę. I wysu­nął kciuk do góry.

 

            Jak Cię skie­ro­wać na sie­bie Sza­dy? Porwać two­ją dziew­czy­nę? Upro­wa­dzić cię­żar­ną sio­strę? Co mam zro­bić? Cie­ka­we czy czu­jesz mój oddech na swo­im kar­ku. Wiem, że jeśli to czy­tasz, to ja już nie żyję. Naj­praw­do­po­dob­niej już szu­kasz zako­pa­ne prze­ze mnie tru­py. I wiem, że mnie nie zawie­dziesz. Nie pozwól, by mój dowód­ca Cie­bie zatrzy­mał. Gene­rał Kotłow­ski drży na samo wspo­mnie­nie Two­je­go nazwi­ska. Musia­łeś wyrzą­dzić mu moc­ną krzyw­dę.

            Nie dajesz się powstrzy­mać. Tak wła­śnie trzy­maj! Musisz zna­leźć cia­ła, bo ina­czej nie zaznam spo­ko­ju. Nie tra­fię do nie­ba, cho­ciaż w pie­kle miał­bym pew­nie lepiej. Moje grze­chy sta­ną się mniej­sze, gdy cia­ła zabi­tych prze­ze mnie ludzi zosta­ną zwró­co­ne rodzi­nom.

            Możesz to dla mnie zro­bić, Sza­dy? Nie zna­my się. Zna­czy się, ja Cie­bie zdą­ży­łem tro­chę poznać. Wyda­ję mi się, że czu­łeś moje spoj­rze­nia, bo czę­sto odwra­ca­łeś się za sie­bie, gdy Cie­bie obser­wo­wa­łem. Ponoć udo­wod­ni­li to nauko­wo, że czło­wiek wyczu­wa na sobie czy­jeś spoj­rze­nie. A ty masz pew­ne­go rodza­ju szó­sty zmysł. Tak przy­naj­mniej myślę. Umiesz wyczu­wać rze­czy jakie inni nie potra­fią. Widzisz wię­cej. Masz dobrze roz­wi­nię­tą intu­icję.

            Znajdź te cia­ła, Sza­dy. Znajdź je i zrób z tego gło­śną spra­wę. Niech wie­dzą, że woj­sko­wi ze stre­sem poura­zo­wym są nie­bez­piecz­ni. Może wte­dy moi przy­ja­cie­le z koszar dosta­ną opie­kę, któ­rej napraw­dę potrze­bu­ją.

            A ja będę cze­kał na Cie­bie w pie­kle.

            I jesz­cze jed­no… Ostat­nia histo­ria, jaką mam Ci do prze­ka­za­nia jest bar­dzo oso­bi­sta.

 

            Minę­ła kolej­na godzi­na, a może nawet i wię­cej. Daria zmar­z­ła, więc sie­dzia­ła w samo­cho­dzie. Nawet w czerw­cu dnie bywa­ły chłod­ne i desz­czo­we. To wła­śnie jeden z nich, cho­ciaż na deszcz dopie­ro się zapo­wia­da­ło. Ciem­ne chmu­ry zbie­ra­ły się na nie­bie. Sza­dy miał wra­że­nie, że lecą tu spe­cjal­nie dla nich.

            Spoj­rzał w górę. Pomię­dzy drze­wa­mi prze­ci­ska­ły się ostat­nie pro­mie­nie słoń­ca. Zmarsz­czył brwi, gdy jed­na z kro­pel spa­dła mu na czo­ło. No pięk­nie. Zaczę­ło padać. Cie­ka­we czy to spraw­ka porucz­ni­ka? Może po śmier­ci się roz­my­ślił i wca­le nie chce dać spo­ko­ju swo­im ofia­rom i ich rodzi­nom?

            Gdzieś za ple­ca­mi wal­nął grzmot. Tego już się nie spo­dzie­wał. Odwró­cił się. Nad­cho­dzi­ły chmu­ry jesz­cze ciem­niej­sze, cho­ciaż wyda­wa­ło mu się, że bar­dziej ciem­ne być nie mogą. Obej­rzał się na For­tu­nę. Chło­pa­ki nie­prze­rwa­nie grze­ba­li w zie­mi.

            - For­tu­na?! – krzyk­nął do sze­fa tech­nicz­nych.

            - Dzia­ła­my dalej. To tyl­ko chwi­lo­wa zmia­na pogo­dy!

            Zer­k­nął na Darię sie­dzą­cą w sko­dzie. Ski­nę­ła gło­wą, choć stąd widział, że prze­peł­niał ją strach.

Heli­kop­ter w zato­ce – Część 7
Tagged on:                         

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *