Helikopter w zatoce – Część 1

Witam Was w pierw­szy ponie­dzia­łek 2019 roku i zapra­szam do prze­czy­ta­nia pierw­szej czę­ści opo­wia­da­nia z Sza­dym. Kolej­ne odcin­ki będą uka­zy­wać się co ponie­dzia­łek o godzi­nie 13. Jest ich, aż dzie­sięć!

 

 

            “Nie zamie­rza­łem zabi­jać.

            W pod­sta­wów­ce nie opo­wia­da­łem, że chcę zostać mor­der­cą. Marzy­łem o posa­dzie leka­rza, w pierw­szej kla­sie liceum far­ma­ceu­ty, w dru­giej zacią­gną­łem się do woj­ska. Wstą­pi­łem do żan­dar­me­rii woj­sko­wej, zapi­sa­łem się na pierw­szą misję, zro­bi­łem kurs lot­ni­ka. Od tam­tej pory uczy­łem się od naj­lep­szych pilo­to­wać samo­lo­ty.

            Po dzie­się­ciu latach byłem naj­lep­szy.

            Czy już wte­dy wie­dzia­łem, że zosta­nę seryj­nym mor­der­cą? Czy tego chcia­łem? Chy­ba nie. Nawet nie pamię­tam, kie­dy puści­ły mi ner­wy i z wzo­ru do naśla­do­wa­nia sta­łem się kry­mi­na­li­stą. Gdy­by nie woj­sko, to pew­nie daw­no by mnie zła­pa­no.

            Ale nikt nie oskar­ży zasłu­żo­ne­go żoł­nie­rza lot­nic­twa bez moc­nych dowo­dów.

            Nazy­wam się Karol Fel­sen, a to moje wspo­mnie­nia spi­sa­ne kil­ka dni przed śmier­cią.”

 

 

            Szady pozwo­lił przy­piąć się pasa­mi, trzy­ma­jąc za gumo­we liny. W tłu­mie odna­lazł Darię i posłał jej uśmiech. Ta dziew­czy­na budzi­ła w nim instynk­ty, któ­re przez całe życie trzy­mał na smy­czy.

            - Ile waży? – usły­szał pyta­nie obsłu­gi wyrzut­ni. Odpo­wiedź zagłu­szył mu przy­spie­szo­ny oddech i bicie ser­ca. Co mu odwa­li­ło? – Daje­my wszyst­kie liny?

            - Daj­cie wszyst­kie – ode­zwa­ła się Daria.

            Ski­nął gło­wą, nie­zbyt wie­dząc na co się zga­dza. Dwa­na­ście lin. Pod­niósł gło­wę i przy­po­mniał sobie, że wyrzut­nia mie­rzy­ła trzy­dzie­ści metrów. Prze­łknął cięż­ko śli­nę, po ple­cach spły­wał mu zim­ny pot. Dla­cze­go się na to zgo­dził?

            Pod­szedł do nie­go męż­czy­zna z czer­wo­ną czap­ką, spraw­dził zacze­py i liny. Kil­ku­krot­nie szarp­nął pasy.

            - Jest pan goto­wy? – Uśmiech­nął się. – Zwro­tów nie przyj­mu­je­my.

            - To niech ta kasa się nie zmar­nu­je.

            - Pro­szę zamknąć usta, żeby nie przy­gryźć sobie języ­ka. I trzy­mać się lin, dobra?

            Męż­czy­zna w czer­wo­nej czap­ce odsko­czył, w tym samym momen­cie roz­niósł się gło­śny klik. Prze­cież nie był goto­wy! Lina przy­trzy­mu­ją­ca go przy zie­mi puści­ła i odpo­wiedź Sza­de­go ugrzę­zła mu w gar­dle. Czuł, jak przy­cią­ga­nie ziem­skie wygi­na nim w tył, jak gnie­cie mu wnętrz­no­ści, jak powie­trze zamie­ra w płu­cach. Nie wie­dział, czy krzy­czał. Pręd­kość z jaką wbił się na wyso­kość ponad trzy­dzie­stu metrów była osza­ła­mia­ją­ca, albo z szo­ku stra­cił poczu­cie cza­su.

            Naj­lep­sze uczu­cie poja­wi­ło się, gdy wzbił się ponad liny. Miał wra­że­nie, że nic go nie trzy­ma. Że lewi­tu­je i gra­wi­ta­cja go nie doty­czy. Wszy­scy na zie­mi byli tacy mali. Widział zato­kę, morze się­ga­ją­ce za Pół­wy­sep Hel­ski. Po jego lewej stro­nie zabu­do­wa­nia w Puc­ku. Dostrzegł zarys Żeli­strze­wa, Mrze­zi­na, Redy. Uśmiech­nął się i zro­bił prze­wrót w przód. Kil­ku­krot­nie obró­cił się wokół wła­snej osi, zanim zaczął spa­dać. Już się nie bał.

            Gumy się nacią­gnę­ły i ponow­nie pod­bi­ły Sza­de­go. Tym razem na zie­mi roz­le­gły się krzy­ki, dłu­gie i prze­raź­li­we krzy­ki spa­ni­ko­wa­ne­go tłu­mu. Sza­dy zdo­łał odwró­cić gło­wę i zoba­czył lecą­cy heli­kop­ter z obra­ca­ją­cy­mi się śmi­gła­mi skie­ro­wa­ny­mi wprost na nie­go.

            Nie mógł nic zro­bić, bo cia­ło uno­si­ło się w nie­waż­ko­ści nad zie­mią. Machał noga­mi i sta­rał się sobie jakoś pomóc. Byle­by spaść niżej.

            Heli­kop­ter zbli­żył się do Sza­de­go na tyle, że poczuł na twa­rzy sil­ny podmuch wia­tru z wir­ni­ku. Dźwięk ryczą­ce­go sil­ni­ka, szu­mu śmi­gieł i pisz­czą­cych kon­tro­lek spra­wił, że przez jego cia­ło prze­biegł para­li­żu­ją­cy dreszcz.

            Bez­wład­nie prze­chy­lił się i wyko­nał prze­wrót w przód.

            Miał wra­że­nie, że śmi­gło obcię­ło mu nogi.

            Zaraz zgi­nie.

            Mimo tego spa­dał, nie czu­jąc bólu. Obró­cił się na tyle na ile zdo­łał. Wte­dy ujrzał heli­kop­ter. Prze­le­ciał mię­dzy meta­lo­wy­mi rura­mi wyrzut­ni, sko­sił koro­ny drzew w par­ku, nie­co pod­bił w górę i znik­nął z pola widze­nia.

            Tyl­ko na moment. Kie­dy liny wyrzu­ci­ły Sza­de­go po raz trze­ci w powie­trze zauwa­żył, jak woj­sko­wa maszy­na roz­bi­ja się na tafli wody i bar­dzo powo­li zata­pia się w zie­lo­nej od glo­nów zato­ce.

Heli­kop­ter w zato­ce – Część 1
Tagged on:                         

9 thoughts on “Helikopter w zatoce – Część 1

  • 7 stycznia 2019 at 17:33
    Permalink

    moc­ny począ­tek!

    Reply
    • 8 stycznia 2019 at 18:36
      Permalink

      A jaki będzie koniec :D!

      Reply
  • 7 stycznia 2019 at 21:09
    Permalink

    Zatka­ło mnie. Nie wiem, co napi­sać. Cze­kam na kolej­ną część.

    Reply
    • 8 stycznia 2019 at 18:36
      Permalink

      Dzię­ku­ję 🙂

      Reply
  • 8 stycznia 2019 at 18:11
    Permalink

    Już jestem pod wrażeniem.Kiedy będzie dalej?

    Reply
    • 8 stycznia 2019 at 18:34
      Permalink

      Ire­no, w następ­ny ponie­dzia­łek 🙂 Chcę dać wię­cej cza­su czy­tel­ni­kom do zapo­zna­nia się z opo­wia­da­niem 🙂 O godzi­nie 13 publi­ku­ję! 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *