
Ostatnio wokół mnie umiera bardzo wielu ludzi. W piątek odszedł ojciec moich przyjaciół. Musiałam dać ujście swoim emocjom…
Są momenty w jej życiu, w których zabiłaby swoich wrogów bez zastanowienia. Przejechałaby samochodem, wrzuciła pod pociąg, zadźgała nożem. Ale są też i takie momenty, w których poświęciłaby się dla drugiego człowieka. Oddałaby pięć lat swojego życia, za pięć lat cudzego. Zeszłaby do samego Piekła, by powstrzymać coś tak śmiertelnego jak raka, lub inną diabelską chorobę.
Nienawidziła tej bezradności. Branie udziału w procesie umierania. Człowiek niknął w oczach, jego cera bladła, oczy się zapadały. Nagle przebycie kilku kroków stawało się dla niego trudne, gdy ona mogła swobodnie przebiec kilka kilometrów.
Chorzy ludzie spostrzegają świat inaczej. Wszystko się zmienia. Pójście do toalety staje się problemem, gdy ciężko jest się rozebrać i usiąść, a wtedy podnieść się i znowu się ubrać. Gdy człowiek samodzielnie nie może poradzić sobie z podtarciem pupy, bo to w kręgosłupie łupie, w żołądku ściska, w klatce piersiowej kuje. Kiedy wzięcie prysznica zdaje się niewykonalne, bo trzeba wejść samodzielnie do brodzika, trzeba chwilę postać, namydlić ciało i się spłukać. Po prysznicu okazuje się, że człowiek znowu powinien się umyć, bo z tego wysiłku zalał się potem. A o kąpieli w wannie nie było nawet mowy. Tak bardzo wszystko bolało.
Zjedzenie prostego posiłku wzbudzało odruch wymiotny. Inni objadali się w McDonaldzie, w KFC i drogich restauracjach. A schorowany człowiek miał problem z suchą bułką i wodą. O innych ekscesach nawet nie pomyślał, bo zaraz zarzygałby wszystko krwią z resztkami jedzenia.
Chciałaby to zmienić. Chciałaby sprawić, aby człowiek był bardziej człowiekowi. By służba zdrowia dbała, a nie dobijała. Chciałaby, aby człowiek z rakiem nie był dla nich skarbonką bez dna. Bo trzeba wyciągnąć kasę. Bo trzeba uśmierzyć ból fizyczny, by ten psychiczny doszedł do głosu. Bo trzeba odegrać scenkę przed nadejściem śmierci.
Postęp w medycynie zatrzymuje się tam, gdzie nowe lekarstwo mogłoby wstrzymać przepływ pieniądza, albo znacznie go uszczuplić.
Po co nam ludzie, szczególnie ci starsi, gdy brakuje pieniędzy na wypłacenie emerytur?
Siedziała w pustej kaplicy przy zgaszonym świetle. Przed nią leżała trumna z jej ojcem ubranym w garnitur i ucharakteryzowanym sztucznie na szczęśliwego wariata. Gotowego na spotkanie z Bogiem, bo w to kazał jej wierzyć Kościół. Kazali jej wierzyć kapłanie, kazali wierzyć Jego wysłannicy.
Mimo swojego cierpienia wyczuwała ten spokój bijący od taty.
Może mają rację. Może ojciec poszedł do lepszego świata, trafił tam, gdzie nie będzie czuł już bólu, nie będą robić chemioterapii, ciężkich operacji, karmić go świństwem w tabletkach. Nie będzie się martwił o skorzystanie z toalety, zjedzenie tej suchej bułki, czy wzięcie kąpieli. Nie będzie się też martwił o nią, bo tam w Niebie dowie się, że z nią wszystko w porządku. Będzie ją chronił wraz z innymi aniołami. Znacznie lepiej, niż mógł zrobić to tu na Ziemi. Bo tu na Ziemi, to ona go strzegła. Ona z nim jeździła po lekarzach, spędzała godziny w poczekalni i przy jego łóżku. Ona dzielnie walczyła o jego życie.
I ta walka okazała się niewystarczająca.
Cały ten czas poświęcony na modlitwę… Na kolejne ryzykowne zabiegi…
Wszystko zakończyło się tak szybko. Nie zdążyła się nawet pożegnać. Tego dnia zostawiła go z matką, wyglądał słabo, ale nie słabiej niż zwykle. Obiecał, że jak jutro się spotkają to zagrają w karty. Znajdzie w sobie tyle siły, aby je potrzymać i spędzić z nią miło czas. Wspólnie zapomną, choć na chwilę, że umiera.
Miała nadzieję, ze dotrzyma danego jej słowa, ale nie winiła go, gdy odszedł. Nie była zła, kiedy po przejściu progu mieszkania otrzymała telefon od matki, że ojciec zmarł.
Może właśnie tak chciał. Zaplanował to.
Postanowił oszczędzić jej tego widoku.
Ułatwić wszystko.
Rozpłakała się. Szkoda, że się pomylił. Tak bardzo się pomylił. Nic nie zastąpi jej tej pustki, tej dziury w sercu, tej świadomości, że już go nie zobaczy. Nie spędzą ze sobą kolejnych świąt. Nie pokłócą się o głupotę. Nie porozmawiają na bzdurne tematy.
Dotknęła jego dłoni. Chłód bijący od ojca zamroził jej serce.
Wiedziała, że przez lata nic nie skuje tego lodu.
Niech Bóg opiekuje się wszystkimi duszami, które odeszły z tego świata.
Do następnego wpisu.

