
To już przedostatnia część i wysyłam Szadego na wakacje :)!
Pewnie pomyślałeś, że zabiłem moją żonę? Nie. W sumie, Ty byś tak nie pomyślał. Jesteś lepszy od innych. Wiem, że wiesz, co się stało. Bo wiesz, jak bywa w miłości, prawda? Popełniamy błędy. Rozumiemy je za późno. Zapominamy się w innej osobie, gdy tak naprawdę chcemy stłumić uczucia do tej jedynej, pierwszej, najważniejszej.
Moja żona chciała do mnie wrócić. Przyjechała i błagała mnie o wybaczenie. Co mogłem zrobić? Kochałem Wiesię. Żałowałem jednak, że zrozumiała to tak późno. Bo ja już miałem kobietę w swoim życiu. Nową. Zupełnie różniącą się od mojej żony. Szczuplejszą. Ładniejszą. Mądrzejszą. Na dodatek w ciąży. Nosiła w łonie moje dziecko.
Nie wiedząc czemu zacząłem grać na dwa fronty. Nie potrwało to długo, kiedy Asia dowiedziała się o intencjach mojej żony i moim podwójnym życiu. Była wtedy w szóstym miesiącu ciąży. Zagroziła mi, że wyjawi mojej żonie prawdę o jej istnieniu. O tym, że nie zerwaliśmy. Nie mogłem na to pozwolić. Wściekłem się. Wdaliśmy się w kłótnie. Od słowa do słowa zabiłem ją (O ironio, jak prostacko to brzmi). Nie mogłem jej pozwolić, aby weszła w drogę prawdziwej miłości.
Z początku się przestraszyłem. Była moją pierwszą ofiarą. Przez godzinę siedziałem nad jej ciałem i płakałem. Nie wiedziałem co zrobić. Zabiłem przecież nie tylko kobietę, ale także moje dziecko. Dziecko, które obdarzałem wielkimi nadziejami. Po godzinie wziąłem się w garść. Zawinąłem ją w folię i wrzuciłem do wanny. Posprzątałem wszystko dokładnie. Musiałem być pewien, że ślad po niej zniknął. O pierwszej w nocy wywiozłem ją do mojego cmentarzyska, które wtedy jeszcze było zwykłym miejscem.
I wiesz, co było najlepsze? Była jedynaczką. Nikt jej nie szukał, bo rodzice dawno temu zmarli w wypadku samochodowym. Akurat wtedy była na zwolnieniu lekarskim, więc nikt nie zadawał pytań. Wyparowała. Co prawda po czterech miesiącach kadry sobie o niej przypomniały, bo zalegała ze zwolnieniami. Zwrócili się do mnie. Powiedziałem, że nie mam pojęcia o kim mowa (nigdy mnie nie widzieli, jedynie słyszeli z opowieści Asi, na szczęście nie lubiłem zdjęć i fejsbuków). Chroniło mnie wojsko. Nikt nie drążył sprawy. Stwierdzono, że Asia zaginęła, albo uciekła. Koniec tematu. Mogłem żyć spokojnie.
Wiesz, jak dobrze jest wiedzieć, że morderstwa uchodzą Ci na sucho? Jesteś lepszy od Boga. Od samego Szatana. W sumie tak się czułem przez resztę mojego życia. Byłem lepszy od nich wszystkich.
Drzewo zatrzymało się na gałęziach. Szady wbijał łopatę coraz głębiej i szybciej, bo to co udało mu się odkopać zaraz zalewała woda i błoto. Dyszał, zastanawiając się czy właśnie tak czuł się Syzyf. Z czoła leciał pot, który mieszał się z deszczem. Nie przestawał kopać. Ona musiała być gdzieś blisko. Musiał być blisko niej. Nie zazna spokoju, jeśli nie zobaczy jej ciała, a raczej kości, bo po tylu latach to spodziewał się zobaczyć.
Nie byli tacy sami. Szady nie widział siebie w roli seryjnego mordercy. Wybrał inną drogę. Dla niego liczyła się sprawiedliwość. Chciał pokazać innym, że nie ma mordercy, co odpowiedniej kary nie otrzyma. Tylko dlaczego słowa porucznika go gnębiły?
Czekam na Ciebie w piekle.
Czemu wszyscy go tam wysyłają? Czy jest aż tak złym człowiekiem?
Od trzymania trzonka tworzyły mu się nowe odciski na dłoniach. Ze starych zaczęła lecieć krew. Przekopywał kawałek za kawałkiem, aż zrobił dla siebie błotny grób. Jak głęboko się dokopał? Dwa metry? Zaciskał zęby, bo każde wbicie łopaty w ziemię zadawało mu coraz większy ból.
Nie trafi do piekła. A nawet jeśli to po to, aby zrobić tam porządek.
Nie był złym człowiekiem.
Z nieba leciały krople o średnicy pięciu milimetrów. Szadego paliły mięśnie, pierwszy raz od dawna łapała go zadyszka. Ile jeszcze? Ciuchy przykleiły się do niego, sprawiły, że ważył więcej. Zapadł się w błocie, aż po piszczele. A kości Asi nie widział. Gdzie one są? Czy Fortuna się pomylił?
Wiedział, że jak teraz odpuści nigdy sobie tego nie wybaczy. Musiał znać odpowiedź. Nie będzie czekał, aż pogoda się uspokoi. Musi wiedzieć. Musi!
- Kurwa! – Wbił łopatę w ziemię, aż zapadła się po sam trzonek.
Dwa pioruny rozjaśniły ołowiane niebo. Grzmot doszedł do Szadego po dwóch sekundach.
Znasz już moją historię. Zabiłem sześć i pół osób. Pewnie gdybym nie postanowił z sobą skończyć, to zabiłbym ich więcej. A wiesz, dlaczego się zabiłem?
Bo potwór we mnie coraz bardziej stawał się głodny. Ten demon, który kazał mi zabijać, chciał więcej. Zabijanie obcych ludzi stało się dla niego nudne. Nie chciał już tego. Chciał mojej córki.
Zamordować Agę.
Nie mogłem mu pozwolić zabić to dziecko. Pierwsze i jedyne. Gdyby demon wygrał zabrałby mi to co najcenniejsze na świecie. A wtedy co powstrzymywałoby mnie do masowego zabijania? Mógłbym się w tym zatracić. Stać się nieostrożny. Stać się uchwytny. Stać się dla Ciebie widoczny.
Wiatr popchnął go na ścianę grobu. Oparł się o nią łokciem, ale nie powstrzymał upadku. Poślizgnął się i wpadł do błota prawym bokiem. Chwilę mu zajęło, zanim zdołał przyklęknąć.
- Pieprzyć to – powiedział, przesuwając błoto dłońmi.
Chyba zwariował. Poczuł, jak tracił zmysły. Normalny człowiek by poczekał. Przecież to ciało nigdzie nie pójdzie. Było tu przez tyle lat, może i przeleżeć kilka godzin więcej. Ale on chciał je zobaczyć. Musiał je zobaczyć.
Nie są tacy sami. Szady nigdy nie będzie zwyrodnialcem.
Dokopywał się. Pod palcami poczuł coś twardego. Przytrzymał to ręką, drugą podkopując się głębiej.
Rozległ się grzmot. Szady nie wiedział już który, ale nie pamiętał, aby kiedykolwiek na Pomorzu panowała taka burza.
Ponowny trzask przeszedł go na wskroś. Zorientował się, że pęknięte wcześniej drzewo nie podtrzymywały gałęzie. Popękały i spadły na krzaki, a to wielkie, sięgające około dziesięciu, może piętnastu metrów drzewo właśnie się osuwało i spadało wprost na niego.
Zerwał się na nogi, ale się poślizgnął. Chciał ponowić próbę, nic z tego, nogi ugrzęzły w błocie.
Cholera.
Szady wstrzymał oddech, położył się w błocie i zasłonił rękoma głowę. Taki odruch. Odruch, który nie miał prawa go uratować.

