
Czego Twoja książka potrzebuje do szczęścia? Czy po dniu nieobecności za Tobą tęskni? Jak myślisz, jaka jest dobra recepta na napisanie książki?
Mimo tego, że odleżenie własnej powieści jest wielokrotnie podkreślane wśród pisarzy amatorów i profesjonalistów, wciąż spotykam się z ludźmi, którzy książkę napisaliby w tydzień, a później NATYCHMIAST podpisaliby umowę wydawniczą i sru do księgarń! Zdarza się, że do redakcji, czy korekt podchodzą z przymrużeniem oka.
Dlaczego?
Bo.…
Czas ucieka!
Trzeba to wydać!
Muszę się pochwalić książką!
Moje nazwisko na okładce! Mrrrrr…
A później płacz i wstyd, ponieważ książka zalega w magazynach i nikt nie chce tego kupować. Opinie na lubimy czytać są negatywne, lub neutralne, ktoś zarzuci maksymalną ilość gwiazdek, bo jest twoim sąsiadem. A to patronat medialny zrobi sobie selfie z książką, później zapomni, że ją czytał – obietnice spełnił, wystarczy.
No i co wtedy robisz? Plujesz sobie w twarz, że nie odczekałeś.

ŚCIĄGAJ JAK NA SPRAWDZIANIE!
Rzesza początkujących pisarzy nie potrafi się zdystansować do własnych tekstów. Bazują na literaturze popularnej (często słabej warsztatowo), powielają wybebeszone schematy i style warsztatowe, bo to się sprzedaje, więc wydawnictwo ich zechce. Jak odrzuci propozycje to wydadzą za kasę i ktoś ich zauważy. A co! Trzeba spełniać marzenia!
Faktycznie, część książek wydanych ze współfinansowaniem lub w selfpublishingu są warte uwagi – temu nie zaprzeczę. Jestem zdania (patrząc na polski rynek wydawniczy), że te różnice bardzo się zatarły. Bywa, że w systemie vanity są wydawane beznadziejne książki, ale także w wydawnictwach tradycyjnych zdarzają się wpadki. Ostatnio bywa ich tam coraz więcej…
No, ale ja nie o tym! Nie wiem, dlaczego wiecznie gdzieś błądzę i schodzę z tematu, zamiast trzymać się głównej ścieżki…

ZMIERZ SIĘ Z PRAWDĄ!
Podczas pisania książki bardzo ważny jest dystans. W minionych miesiącach sama się o tym przekonałam. Opinie o jednej z pierwszych wersji powieści kryminalnej nie wróciły zadowalające. Tam gdzieś błądziłam merytorycznie, tam coś się rozjechało, a w sumie to bohatera głównego masz cudownego, ale ta końcówka…
Ble, ble, ble…
Zdarza się nawet najlepszym, prawda?

ZDYSTANSUJ SIĘ DO KSIĄŻKI!
Sęk w tym, żeby się do tego zdystansować i to przemyśleć. Potrzebowałam trzech dni by zrozumieć, że Szady ma spore braki. Nie załamałam się. Zakasałam rękawy, założyłam ulubiony zegarek z Batmanem i odpaliłam powieść. Metamorfozę jaką przeszła książka nie jestem w stanie określić. Nawet teraz, kiedy główna fabuła została posprzątana poprawiam miejsca, które wydają się być szkicem, a nie życiem. Podążam za instynktem i za szczerymi uwagami redaktorki.
To jest ważne! Nikt mi nie powie, że odleżenie tekstu nie jest istotne. Nasz mózg zapomina, przyzwyczaja się do czegoś innego, a po powrocie zastanawia się, czy to on stworzył te dziwactwa w pliku tekstowym.
Dystans i czas sprawi, że wasza książka zapunktuje!
Miałam taką sytuację: przed snem przeczytałam kilkanaście stron poradnika, co podświadomie rozruszało mój móżdżek. Rano wstałam z ozdobnikami do jednej ze scen, która w pierwotnej wersji pasowała bardziej na scenariusz, niż rozdział w powieści.
Spróbujcie tego. Popracujcie nad cierpliwością.
Nie chełpcie się pierwszą wersją książki. Dajcie jej odleżeć.
Dla waszego i książki dobra.
Do następnego!

