Helikopter w zatoce – Część 8

Przed Wami ósma część z Sza­dym. Jesz­cze dwie i koniec ponie­dział­ków z kryminałem :)!

            Zanim poje­cha­łem na dru­gą misję do Ira­ku mia­łem żonę. Uro­dzi­ło mi się dziec­ko. Pięk­na dziew­czyn­ka. Mia­ła nie­bie­skie oczy i ślicz­ne, krę­co­ne blond wło­sy. Kocha­łem ją jak niko­go na świe­cie. Byłem pew­ny, że nie muszę już latać heli­kop­te­rem na fron­cie, bo w tej małej isto­cie zawie­rał się cały mój świat. Nawet nie wiesz, jak bar­dzo się pomy­li­łem. Nie wytrzy­ma­łem dłu­żej niż tydzień.

            Aguś pła­ka­ła co noc. Budzi­ła się mniej wię­cej co godzi­nę. Moja żona, Wie­sia, źle to zno­si­ła. Cho­dzi­ła ner­wo­wa, nie­wy­spa­na, wyła­do­wy­wa­ła się na mnie. Sza­dy, mówię Ci, lepiej wyspać się na fron­cie niż przy nie­mow­la­ku. To się też odbi­ja­ło na mnie. W koń­cu od kłót­ni do kłót­ni stwier­dzi­li­śmy, że jest mi potrzeb­ny kolej­ny wyjazd na misję. Wyjechałem.

            Kie­dy wró­ci­łem nie mia­łem już rodzi­ny. Nikt na mnie nie cze­kał. Dom, któ­ry wybu­do­wa­łem i gdzie posa­dzi­łem pierw­sze drze­wo, stał opu­sto­sza­ły. Nie było rze­czy Wie­si, ani Agu­si. Wypro­wa­dzi­ły się, jak na złość do inne­go face­ta. Bez sło­wa wytłu­ma­cze­nia. Sza­dy, wiesz jak to jest, kie­dy oso­ba, któ­rą kochasz odcho­dzi do inne­go? Chcesz, ale nie możesz jej zatrzy­mać? Czy wiesz, jak to jest być nie­wy­star­cza­ją­cym? Sta­ra­łem się do niej prze­mó­wić, ale było już za póź­no. Nie było mnie pół roku. Była w cią­ży z dru­gim dziec­kiem, ale już nie moim.

            Nie dawa­ło mi to spo­ko­ju. Czę­ściej jeź­dzi­łem na misje. Robi­łem co mogłem, aby zapo­mnieć o tym roz­dzie­ra­ją­cym bólu w ser­cu. Zali­cza­łem pierw­sze lep­sze laski. Z żad­ną jed­nak się nie zwią­za­łem. Cho­ciaż była jed­na… z nią mógł­bym spró­bo­wać na nowo. Tak zresz­tą myśla­łem. Mia­łem wte­dy trzy­dzie­ści trzy lata. Prze­cież całe życie przede mną, prawda?

            Wspo­mi­nam o tym na koń­cu, ale to moja pierw­sza ofia­ra, cho­ciaż wcze­śniej napi­sa­łem ina­czej. Skła­ma­łem. Dłu­go wypie­ra­łem to wyda­rze­nie z pamię­ci. Za bar­dzo cier­pia­łem, wręcz wiłem się z bólu na samo wspomnienie.

            Tam­te­go dnia umar­ła ostat­nia dobra cząst­ka mnie.

            Sza­dy, czy domy­ślasz się, co się stało?

 

 

            Chrzęst łama­nych gałę­zi nastę­po­wał po kolei, niczym wystrzał z kara­bi­nu. Jed­na zła­ma­ła się tuż nad gło­wą Sza­de­go. Zdą­żył spoj­rzeć w górę i odsko­czyć. Wiel­ki konar zwa­lił się na radio­wóz. Włą­czył się alarm. Sza­dy się pochy­lił, pró­bu­jąc zła­pać oddech. Wiatr pod­ci­nał mu nogi. Z nie­ba lunął deszcz tak chłod­ny, że aż kuł. Zało­żył kaptur.

            - Sza­dy!? – Daria wychy­li­ła się z auta.

            - Wra­caj do domu! Jedź do domu, słyszysz?!

            - A ty?!

            - Jedź!!!

            Daria wsia­dła do auta i na wstecz­nym wyje­cha­ła na głów­ną dro­gę. Przy­naj­mniej taką miał nadzie­ję, bo sła­biej widział przez zała­mu­ją­cą się pogo­dę. Kro­ple desz­czu ude­rza­jąc o zie­mię, nie­mal natych­miast odpa­ro­wy­wa­ły. Nad tra­wą roz­cią­ga­ła się mgła.

            Zwi­nę­li się tak­że poli­cjan­ci z psami.

            For­tu­na krzy­czał coś do swo­ich ludzi, któ­rzy w popło­chu pró­bo­wa­li przy­kryć i zabez­pie­czyć odko­pa­ne cia­ła. Nagle sil­ny podmuch wia­tru uniósł nie­bie­ską folię, któ­rą trzy­ma­ło dwóch tech­nicz­nych w bia­łych kom­bi­ne­zo­nach. Trzy­ma­jąc je za dwa koń­ce stwo­rzy­li coś w rodza­ju lataw­ca, któ­ry uniósł ich pół metra nad zie­mię. Puści­li ją. Folia pole­cia­ła wyso­ko i zatrzy­ma­ła się gdzieś na gałęziach.

            - Co tu się, kur­wa, dzie­je?! – spy­tał For­tu­na, zdej­mu­jąc maskę z twa­rzy. – To chy­ba nie chwi­lo­we zała­ma­nie pogody!

            - Musi­my zabez­pie­czyć cia­ła! – krzyk­nął Sza­dy, pró­bu­jąc nie ugrzę­znąć w bło­cie. Czuł jak z każ­dym kro­kiem zako­pu­je się głę­biej. – Musi­my zna­leźć je wszystkie.

            - Ale nie teraz! Teraz jest nie­bez­piecz­nie, Sza­dy! Prze­pra­szam, ale nie będę ryzy­ko­wać życiem moich ludzi.

            - Zosta­ło ostat­nie ciało!

            - Nie Sza­dy! Nie teraz! Musi­my stąd odje­chać! Nie widzisz co się dzie­je?! – prze­krzy­ki­wał coraz bar­dziej sza­le­ją­cą w oko­li­cy wichu­rę i burzę. – Zaraz coś nas przygniecie.

            - Gdzie jest ostat­nie ciało!?

            - Sza­dy odpuść!!!

            - Gdzie ono jest?!

            For­tu­na wska­zał pal­cem na miej­sce poro­śnię­te grzy­ba­mi. Sza­dy wziął do ręki łopa­tę. To musia­ła być ona. Pierw­sza ofiara.

            - Sza­dy! To niebezpieczne!

            - Jedź­cie stąd! – Wbił łopa­tę w zie­mię. – Jedź­cie stąd, a ja przy­pil­nu­je ciał!

            Gło­śny huk zda­wał się wyprze­dzić błysk. Sza­dy wie­dział, że to nie­moż­li­we, ale takie wła­śnie miał wra­że­nie. Zie­mia zadrża­ła. Włą­czy­ły się alar­my wszyst­kich radio­wo­zów. Dopie­ro kie­dy usły­szał hałas pęka­ją­ce­go drew­na zro­zu­miał o co cho­dzi. Pio­run ude­rzył w świerk, któ­ry zła­mał się w pół. Spa­dał wprost na Szadego.

Heli­kop­ter w zato­ce – Część 8
Tagged on:                         

One thought on “Helikopter w zatoce – Część 8

  • 26 lutego 2019 at 20:04
    Permalink

    No, to zakoń­czy­łaś w naj­bar­dziej nie­ocze­ki­wa­nym miejscu.
    Cze­kam na ciąg dalszy 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *