Dpp #6 Czy redakcje da się lubić?

Każ­dy pisarz musi się zaprzy­jaź­nić z redak­to­rem. Żeby tek­sty nabra­ły kon­kret­ny wydźwięk muszą być pod­da­ne kil­ku­krot­ne­mu spraw­dze­niu, naj­le­piej przez wię­cej niż dwie oso­by, któ­re zna­ją się na kon­struk­tyw­nej kry­ty­ce i danym gatun­ku. Doświad­cze­ni pisa­rze to wie­dzą, ale czy to lubią?

Popra­wia­nie to więk­sza część pisa­nia powie­ści. Jest naj­trud­niej­sza i naj­bar­dziej absor­bu­ją­ca. Pisa­nie książ­ki jest pro­ste, szcze­gól­nie tych pierw­szych manu­skryp­tów. Sia­dasz i wyle­wasz na kart­kę wszyst­ko, co sie­dzi ci w gło­wie. Nie patrzysz na błę­dy logicz­ne, sty­li­stycz­ne, czy gra­ma­tycz­ne. Kle­piesz i się cie­szysz, bo licz­ba zna­ków ze spa­cja­mi przy­by­ła. Jest dobrze! Tyle wystar­czy, praw­da?

 

Nie, to nie wszyst­ko…

Naj­gor­sze jesz­cze przed tobą.

Moje tek­sty tra­fia­ją do ludzi od dwóch lat. Są oce­nia­ne, spraw­dza­ne i komen­to­wa­ne na róż­ny spo­sób. Czę­sto spo­ty­ka­ją się z kry­ty­ką, cza­sem ze śmie­chem. Muszę przy­znać, że pomy­sły fabu­lar­ne są prze­waż­nie odbie­ra­ne pozy­tyw­nie, cho­ciaż znaj­du­ją się tam błę­dy. Nie­kie­dy jed­na stro­na wor­da jest prze­mie­lo­na przez maszyn­kę do mię­sa – zapeł­nio­na czer­wie­nią i komen­ta­rza­mi co zda­nie.

 

I dopie­ro wte­dy zaczy­na się praw­dzi­wa przy­go­da z pisa­niem. Bywa, że nad jed­nym zda­niem zasta­na­wiam się pół godzi­ny, albo prze­ra­biam je trzy­dzie­ści razy, bo wciąż coś nie pasu­je. W aka­pi­cie zgrzy­ta, jest za banal­nie, lub prze­wi­dy­wal­nie. Pomi­jam fakt, że czę­sto zosta­wiam trud­ne aka­pi­ty i wra­cam do nich pod koniec, gdyż wciąż nie mam pomy­słu na wyeli­mi­no­wa­nie sła­bych zdań.

Czy moż­na to lubić?

 

Tak jak wspo­mnia­łam wcze­śniej moje tek­sty od dwóch lat tra­fia­ją do innych osób, co ozna­cza, że powin­nam się do tego przy­zwy­cza­ić. Ale wca­le tak nie jest. Do redak­cji cięż­ko jest się przy­zwy­cza­ić, a jesz­cze cię­żej ją polu­bić. Bo wie­cie, redak­cja to nic inne­go, jak masa­kro­wa­nie wasze­go tek­stu, znaj­dy­wa­nie jego sła­bych stron i mery­to­rycz­nych dziur. Jak czy­ta­cie komen­ta­rze, że wasza postać jest papie­ro­wa, albo dzia­ła nie­lo­gicz­nie chce się wam rzy­gać. A to dopie­ro pią­ta stro­na z czte­ry­stu!!!

 

Stre­su­je się za każ­dym razem, kie­dy wysy­łam tekst i za każ­dym razem, kie­dy go otwie­ram po korek­cie. Ner­wy pusz­cza­ją dopie­ro po prze­czy­ta­niu kil­ku komen­ta­rzy, a po przej­rze­niu cało­ści zni­ka­ją cał­ko­wi­cie.

 

Nigdy nie popra­wiam tek­stów natych­miast po otrzy­ma­niu popra­wek. Naj­pierw się z nimi zazna­ja­miam i roz­my­ślam. Nauczy­łam się nie robić tego za szyb­ko, bo po kil­ku stro­nach oka­zu­je się, że trze­ba wró­cić do począt­ku i coś dodać, gdyż nie wszyst­ko było jasne i gdzieś jakaś infor­ma­cja ucie­kła.

Z redak­cją bywa jak z dzi­kim zwie­rzę­ciem po przej­ściach. Żeby się z nią oswo­ić trze­ba poświę­cić na to dużo cza­su i cier­pli­wo­ści. Dodat­ko­wo nie wol­no brać wszyst­kie­go do sie­bie i biczo­wać się za każ­dy błąd. Nie waż­ne jak bar­dzo się będziesz sta­rał, one i tak się poja­wią. Czy­ha­ją na pisa­rza na każ­dym kro­ku, w prze­ciw­nym wypad­ku nie ist­nia­ły­by takie zawo­dy jak redak­tor i korek­tor. Co oczy­wi­ście nie ozna­cza, że moż­na kle­pać na śle­po, nie zaglą­dać do słow­ni­ków i nie myśleć. Korek­tor, czy redak­tor nie ma sta­wiać wszyst­kie­go od nowa, ma nas napro­wa­dzić.

 

Tak­że moim zda­niem redak­cji nie da się polu­bić. Moż­na się z nią oswo­ić. Wyda­ję mi się, że mało któ­ry pisarz lubi ten moment masa­kro­wa­nia swo­je­go dzie­ła, tego dziec­ka, któ­re zabra­ło mu dłu­gie godzi­ny życia. Nad któ­rym pra­co­wa­li­śmy w pocie czo­ła i wyda­wa­ło nam się, że już bli­żej ide­ału nie będzie.

 

A tu nie­spo­dzian­ka… Zawsze może być lepiej, cho­ciaż w pew­nym momen­cie trze­ba powie­dzieć stop. Ina­czej nigdy byśmy nic nie wyda­li.

 

Do następ­ne­go!

Dpp #6 Czy redak­cje da się lubić?

4 thoughts on “Dpp #6 Czy redakcje da się lubić?

  • 6 października 2018 at 18:24
    Permalink

    Oj, chy­ba też nie polu­bi­ła­bym redak­cji i dla­te­go zapew­ne naten­czas nie piszę 😉

    Reply
    • 14 października 2018 at 07:33
      Permalink

      Karo­lin­ko pisz, pisz. Dobrze Ci idzie. A redak­cja jest faj­na, o ile ma się twar­dą dupę. A Ty ją masz 🙂

      Reply
  • 6 października 2018 at 21:43
    Permalink

    Mnie już samo wyobra­że­nie sobie redak­cji powstrzy­mu­je przed decy­du­ją­cy­mi kro­ka­mi w pisa­niu.

    Reply
    • 14 października 2018 at 07:32
      Permalink

      Cze­mu, Aniu? Redak­cja to bar­dzo faj­na zaba­wa. Dużo się czło­wiek na tym uczy. Moim zda­niem nawet wię­cej nauczy­łam się poprzez reda­go­wa­nie tek­stów, niż na przy­kład przez kur­sy pisa­nia. Przy reda­go­wa­niu moż­na przy­naj­mniej zoba­czyć jakie ma się nie­do­cią­gnię­cia i co dener­wu­je u innych, żeby nie robić tego u sie­bie :).

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *