Pisanie opowiadań i powieści niszczy mi radość z czytania. Dlaczego?
Doczytałam dzisiaj książkę pt. „Ostatni pasażer” autorstwa Manela Loureiro. Im bliżej byłam końca, tym większy sprawiał mi zawód. Pojawiały się błędy logiczne, powtórzenia, niezgrabnie użyte słowa, wyświechtane porównania i niepotrzebne zdania. Czasem wydawało mi się, że książka ucierpiała w wyniku tłumaczenia. Albo faktycznie autor miewał zaćmienia i łączył dziwnie słowa, w potocznie zwane przeze mnie krzaki.
Książki innych autorów nie są dla mnie konkurencją.
Zamiast im zazdrościć przyglądam się zastosowanym przez nich zabiegom (sztuczkom), zwrotom akcji, zastanawiam się, czy w tej sytuacji napisałabym coś podobnego (czy mam takie zdolności), sprawdzam ich wyobraźnie, warsztat, bohaterów. Patrzę na inne książki, jak na dzieła mentorów. Szukam sposobu na ulepszenie siebie.
I muszę przyznać, że coraz częściej się zawodzę.
W dużej mierze przymykam oczy. Czytam, mimo tych krzaków, bo fabuła bywa fajna, wciągająca. W większości przypadków spotykam się z tym, że potrafię książkę odłożyć na półkę po kilku zdaniach. A bezdyskusyjnie ją odrzucam, gdy na pierwszej stronie znajduję błąd logiczny.
Prawda jest taka, że zanim zaczęłam obracać się w świecie literek i zyskałam znajomych po piórze, to większość książek była przeze mnie dopuszczalna. Żyłam w przekonaniu, że skoro książka została wydana musiała być dobra. I czytałam. Nie co popadnie. Od zawsze lubię kryminały, horrory i fantastykę (przedtem brałam te z „wyższej” półki, rzadko polskich autorów). Przeważnie nie odkładałam książki przez jakiegoś krzaka (pewnie ich nie widziałam😊).
Wychodzi na to, że w tym odcinku dziennika początkującej pisarki staram się zwrócić uwagę na to, że bez krytyki nie ma rozwoju. Po prostu. Jak pozwolisz sobie pomóc innym ludziom, o ile będą mądrze gadać!, twój warsztat i zmysł literacki wejdzie na wyższy poziom. Będziesz dostrzegać to, czego zwykły czytelnik nie dostrzega. Faktycznie, niszczy to radość z czytania, ale z drugiej strony sprawia, że lepiej dobiera się czytaną literaturę.
Jestem zadowolona z własnego rozwoju. Wciąż popełniam błędy, choć na innym poziomie. I codziennie dziękuję za ludzi, którzy czytają moje wypociny i pomagają mi uniknąć wstydu. Nawet jeśli bywają brutalni.
Taka jest kolej rzeczy w każdej dziedzinie życia.
Żeby nie stać w miejscu trzeba działać i się uczyć.
Dopuścić do siebie mądre porady.
Do następnego wpisu!
I życzę udanej majówki!!!
Ja oczywiście w większości spędzę ją w pracy. 🙁


No, to j asie teraz naprawdę zaczynam bać twojej opinii o mojej książeczce 😉
Miłej majówki!
Nie powinnaś się bać. Już zaczęłam intensywniej pracować nad opinią tomiku. Wiem, że się spóźniam, ale ze wszystkim się nie wyrabiam. Podobno cierpliwość jest ważną cechą dla pisarzy :).
Ja też już zaczynam się trząść na myśl o tym, że czasami czytasz jakiś mój tekst na blogu.
Aniu, inaczej podchodzę do tekstów zredagowanych i wydrukowanych w książce, a inaczej do tych blogowych, które tworzymy sami. Jesteśmy swoimi krytykami, korektorami i redaktorami, a jak wiadomo autor na swoje teksty jest ślepy. Ciebie czytam regularnie, choć nie komentuję (chyba z braku pomysłu). I mi się podoba. Masz swój unikalny i ciekawy styl. 🙂
Tez tak mam od jakiegoś czasu 🙂 I jak książka wciągnie mnie na tyle, że nie zawracam uwagi na literówki itp, to znaczy że naprawdę dobra. Małogoś, spójrz na to tez z innej strony – skoro książki z bykami znajdują swoich odbiorców i mają pozytywne opinie – nasze też ktoś przeczyta i się zachwyci 🙂
Tak. Właśnie tak na to patrzę, jak mówisz :). Zawsze się pocieszam tym, że skoro innych dzikich autorów wydają i ci osiągają sławę – mam też szansę. Nie wolno nam się tylko poddawać :).
To bardzo mądre spostrzeżenia 😀 mam nadzieję, że w “Niczyjej” nie było aż tyle krzaczków!
W każdej książce znajdziesz jakieś krzaczki :). Nie ważne ile razy przejrzy ją autor, redaktor i korektor. Ale nie, u Ciebie nie jest tak źle :). I myślę, że bardzo dobrze o tym wiesz :).