Kiedy kończyłam osiemnaście lat wyobrażałam sobie, że za dziesięć lat będę wydawanym pisarzem. Co prawda został mi jeszcze rok, ale już wzięło mnie na przemyślenia. Dziś są moje urodziny. Mam dwadzieścia siedem lat. Czy coś się spełniło?
Myślałam, że im bliżej trzydziestki tym więcej wydanych książek będzie na moim koncie. Już dwie. Może trzecia w drodze. Faktycznie dużo na ten temat myślałam, ale sporo spraw mnie od tego odciągało. Napisałam jedną powieść, której teraz powieścią bym nie nazwała, chociaż otrzymała propozycję wydania (całe szczęście, że się wstrzymałam – z wielu powodów). Z bólem przyznaję, że widziałam siebie jako pisarkę, nie robiąc nic w tym kierunku. Nie pracowałam nad sobą tak jak powinnam. Miałam słabe pojęcie na ten temat.
Marzył mi się bestseller napisany przez powietrze.
Rzecz jasna momentami pisywałam, ale z marnym skutkiem.
Dopiero dwa lata temu, w grudniu minie trzy, zaczęłam poważniej myśleć o pisaniu. Zabrałam się do intensywnej pracy nad sobą i manuskryptem. Po pół roku napisałam powieść, która pod okiem doświadczonej pisarki nabrała konkretnych kształtów. Nauczyłam się wielu rzeczy, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Nawet jeśli powieść leży i czeka na swój czas.
Rok temu nabrałam odwagi, aby o tym mówić. Przestałam się kryć z moimi zamiarami, celami, marzeniami. Zaczęłam mierzyć się ze strachem pokazania tekstów światu pod swoim nazwiskiem. Z początku mało mnie interesowało, czy komukolwiek się spodobają i w sumie po ich opublikowaniu nie starałam się, aby ktoś je zobaczył.
Wiecie, co zrozumiałam? Że zmiany to proces. Nie można siebie zmuszać do rzeczy, które nam nie odpowiadają. Nie wolno robić czegoś za szybko. Bywało, że chciałam coś na hurra i nie wychodziło mi to na dobre. Teraz widzę, że obrane przeze mnie tempo, chociaż może zdawać się powolne, jest dla mnie odpowiednie. Lubię siebie w takiej postaci.
Moja chandra zaczęła się trzy dni temu, a kończy się w momencie pisania tego tekstu. Zdecydowałam nie planować, nie wizualizować sobie celów, a działać. W ten sposób powstał dziennik początkującej pisarki, różne opowiadania i dwie książki. Nauczyłam się sięgać po to czego chcę, bez względu na to ile czasu oraz energii mi to zabiera.
I nie ważne, że na półkach księgarni nie ma książek z moim nazwiskiem. Wiecie dlaczego? Bo jestem pewna, że się pojawią. Obok mnie, na drodze zwanej życiem, podróżują intrygujące doświadczenia, ludzie, oraz nieprawdopodobne historie do opowiedzenia. To ma znaczenie. Przynajmniej dla mnie.
Do następnego wpisu!


Nie ma opcji, żeby się nie pojawiły 😉 Najlepszego!
Dziękuję! Właśnie tak będę myślała! 🙂
Jeszcze nie ma na półkach 🙂 Czekam na Szadurskiego i życzę wytrwałości w działaniach 🙂
Ja swój debiut miałam mocno po trzydziestce, nie łam się 🙂
Wszystkiego inspirującego!!!
No ja chciałabym zdążyć z debiutem do trzydziestki. Ale jak się uda zobaczymy! I może Ewuś miałaś swój debiut po trzydziestce, ale jednak późno w sobie odkryłaś tę moc 🙂
Nie liczy się szybkość, ale jakość:)
Też jestem tego zdania. Niektóre teksty potrzebują znacznie więcej czasu 🙂
Podobają mi się Twoje przemyślenia))) Wszystko w swoim/ Twoim czasie! Super! Dojrzewalnia…wino leżakuje i nabiera wartości tak pewnie i jest z Twoimi decyzjami))) Dojrzewają leżakując niczym doskonały szczep winny przerobiony na najciekawsze historie. Brawo!
Dziękuję Aniu za komplement :). Porównanie z winem bardzo dobrze odzwierciedla moją sytuację 🙂