
Od roku albo i dwóch, moje pisanie opiera się wyłącznie na rozmyślaniu. Już wspominałam wcześniej w chwili prawdy, że dopadło mnie życie i nadal kiepsko mi idzie pisanie. Czy to oznacza koniec mojej pisarskiej kariery?
Zadawałam sobie to pytanie wielokrotnie: czy do pisania można wrócić? Czytelnicy wypytują mnie o moje kolejne książki, w pracy nierzadko rozmawiamy o pisaniu i mojej przyszłej niedoszłej karierze pisarskiej. Wystarczy, że ktoś wspomni o hobby i zaraz wspominam długie godziny spędzone na pisaniu i dopracowywaniu pomysłów. Lubiłam spędzać czas na czytaniu, szukaniu dziury w całym i budowaniu bohaterów. Dla mnie to prawdziwa pasja.
I ta pasja we mnie nie umarła. Notuje sobie pomysły, aktualnie pracuje nad dwiema książkami (jedna w duecie, co dla mnie jest ciekawym doświadczeniem, ale o szczegółach poinformuje później; druga jest z gatunku horroru) i autorsko redaguje poprzednią, dotyczącą uroków – w historii jest pełno magii i więcej niż w pierwszych książkach miłości. Tak naprawdę zastanawiam się nad wejściem w self-publishing, tylko niekoniecznie w tym czasie finanse układają się po mojej myśli. Kiedy już myślę, że wszystko załatwione, kolejne problemy pojawiają się znikąd, a one – chcąc nie chcąc – bardzo mocno wpływają na moje skupienie i możliwości rozwoju.
Czy się poddam?
W self-publishing na pewno uderzę z książką w duecie, taki jest plan i tutaj prace idą nam raz lepiej, raz gorzej (o tym może opowiem w osobnym wpisie). Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na wychodzeniu z choroby i nadal nie mogę się doleczyć, a z gorączką ciężko siedzieć przy komputerze. Zmiana pracy też wpłynęła na moją codzienność, typowo biurowe zajęcia sprawiają, że po powrocie do domu moje oczy są zmęczone od ekranu monitora, za to ciało i kręgosłup domagają się ruchu. Kto ma siedzącą pracę pewnie rozumie moje bolączki 😊.
Pociesza mnie fakt, że są autorzy, którzy po dziesięciu latach wracają na rynek wydawniczy i potrafią podbić topkę Empiku. Może także ich życie stało się bardziej przytłaczające? Obcowanie z nowościami zawsze przychodziło mi z trudem, dlatego opornie realizuje plany. Najchętniej położyłabym się i spała lub oglądała seriale – z jakością ostatnio wypuszczanych produkcji jest słabo – albo czytałabym książki, stąd zdecydowałam się na Legimi. Tymczasowo brakuje mi miejsca na papierowe książki, ale kto wie, może jak się pobudujemy, stworze prywatną biblioteczkę w biurze.
Lubię pracować przy komputerze i pisywać teksty, co prawda jest to wymagające i wymaga dużej koncentracji, ale właśnie to sprawia, że łatwiej jest zapomnieć o całym świecie.
A więc czy do pisania można wrócić?
Jeżeli jesteś autorem, który martwi się o swoją „płodność literacką”, to przestań zawracać sobie nią głowę. Czasami im więcej chcemy, tym gorzej nam wszystko wychodzi. I właśnie z takiego założenia wychodzę. Projektów mam mnóstwo, pomysłów jeszcze więcej. Jest tego tak wiele, że nie starcza mi sił na realizację, dlatego ostatnimi czasy zwolniłam i cieszę się z zapisanych dziesięciu stron tygodniowo. I nie jest to szczyt mojej formy, bo wcześniej po dopracowaniu szczegółów potrafiłam w miesiąc napisać książkę liczącą sto pięćdziesiąt, lub dwieście stron w Wordzie. Ale co z tego?
Tłumaczę sobie, że wracam do pisania. Jestem jak chory, który po wypadku wraca do formy – poprzez rehabilitacje i wolno stawiane kroki, z jednego kilometra przechodzę w cztery, a później sześć. Może za chwilę wyciszę się na kolejny miesiąc, lub może właśnie to otworzy mi oczy i będę rzetelnie kontynuować plany. Kto to może wiedzieć? Jak nie będę próbować, nigdy się nie dowiem.
Ty też się nie martw, tylko siedź i pisz, tyle ile jesteś w stanie z siebie wykrzesać. Oczywiście nie rób tego na siłę, bo to zabije całą zabawę, dalej może i zabić kreatywność. Podchodź do tego stopniowo. Zrób sobie ulubioną herbatę, kawę, lub weź sok do picia. Zapal świeczkę, odpal ulubioną muzykę, lub też czerp inspirację z ciszy i spróbuj coś napisać. Na początek nie musi to być nic wielkiego.
W moim przypadku pierwsze zapisane strony, to luźne nic nieznaczące opowiadania. Wiem, że nic z nich nie będzie, ale w ten sposób mogłam bez stresu, bez ciśnienia zanurzyć się w historii. Na nowo budować zdania tak, jak chce. Bo zdania, bohaterowie i historie mają się mnie słuchać, przynajmniej na początku, zanim im zaufam.
Nieustannie walcz o swoje marzenia!
Nie jestem pewna, na ile starczy mi sił na pisanie, i na ile rozproszy mnie życie, jednak będę wierzyć, że do pisania można wrócić. Tak też uczynię. Po zakończeniu pierwszej wersji duetu zdradzę więcej szczegółów, kto wie, może i opublikuje jakieś fragmenty, żeby przedstawić Jowitę i Arona oraz ich historię – miłosną, aczkolwiek nie obejdzie się bez łomotu (w końcu akcja i budowanie napięcia to mój konik).
Na dzisiaj się pożegnam. Zanurzę się w powieściach i będę walczyć z całych sił, żeby nie dać się ponownie zbić z pantałyku. Dzisiaj muszę wykonać kilka notatek, bo odwiedziłam miejsce, które odgrywa dużą rolę w powieści, skorzystać też z wykonanych zdjęć. Horror, nad którym pracuje, zahacza o mitologię słowiańską, która w ostatnim czasie stała się dla mnie dużą inspiracją. Jeśli nie znasz historii tych stworzeń – polecam się z nimi zapoznać.

