Czy do pisania można wrócić? – Dpp #10

Czy do pisania można wrócić?

Od roku albo i dwóch, moje pisa­nie opie­ra się wyłącz­nie na roz­my­śla­niu. Już wspo­mi­na­łam wcze­śniej w chwi­li praw­dy, że dopa­dło mnie życie i nadal kiep­sko mi idzie pisa­nie. Czy to ozna­cza koniec mojej pisar­skiej kariery?

 

Zada­wa­łam sobie to pyta­nie wie­lo­krot­nie: czy do pisa­nia moż­na wró­cić? Czy­tel­ni­cy wypy­tu­ją mnie o moje kolej­ne książ­ki, w pra­cy nie­rzad­ko roz­ma­wia­my o pisa­niu i mojej przy­szłej nie­do­szłej karie­rze pisar­skiej. Wystar­czy, że ktoś wspo­mni o hob­by i zaraz wspo­mi­nam dłu­gie godzi­ny spę­dzo­ne na pisa­niu i dopra­co­wy­wa­niu pomy­słów. Lubi­łam spę­dzać czas na czy­ta­niu, szu­ka­niu dziu­ry w całym i budo­wa­niu boha­te­rów. Dla mnie to praw­dzi­wa pasja.

 

I ta pasja we mnie nie umar­ła. Notu­je sobie pomy­sły, aktu­al­nie pra­cu­je nad dwie­ma książ­ka­mi (jed­na w duecie, co dla mnie jest cie­ka­wym doświad­cze­niem, ale o szcze­gó­łach poin­for­mu­je póź­niej; dru­ga jest z gatun­ku hor­ro­ru) i autor­sko reda­gu­je poprzed­nią, doty­czą­cą uro­ków – w histo­rii jest peł­no magii i wię­cej niż w pierw­szych książ­kach miło­ści. Tak napraw­dę zasta­na­wiam się nad wej­ściem w self-publi­shing, tyl­ko nie­ko­niecz­nie w tym cza­sie finan­se ukła­da­ją się po mojej myśli. Kie­dy już myślę, że wszyst­ko zała­twio­ne, kolej­ne pro­ble­my poja­wia­ją się zni­kąd, a one – chcąc nie chcąc – bar­dzo moc­no wpły­wa­ją na moje sku­pie­nie i moż­li­wo­ści rozwoju.

 

Czy się poddam?

 

W self-publi­shing na pew­no ude­rzę z książ­ką w duecie, taki jest plan i tutaj pra­ce idą nam raz lepiej, raz gorzej (o tym może opo­wiem w osob­nym wpi­sie). Ostat­nie dwa tygo­dnie spę­dzi­łam na wycho­dze­niu z cho­ro­by i nadal nie mogę się dole­czyć, a z gorącz­ką cięż­ko sie­dzieć przy kom­pu­te­rze. Zmia­na pra­cy też wpły­nę­ła na moją codzien­ność, typo­wo biu­ro­we zaję­cia spra­wia­ją, że po powro­cie do domu moje oczy są zmę­czo­ne od ekra­nu moni­to­ra, za to cia­ło i krę­go­słup doma­ga­ją się ruchu. Kto ma sie­dzą­cą pra­cę pew­nie rozu­mie moje bolączki 😊.

 

Pocie­sza mnie fakt, że są auto­rzy, któ­rzy po dzie­się­ciu latach wra­ca­ją na rynek wydaw­ni­czy i potra­fią pod­bić top­kę Empi­ku. Może tak­że ich życie sta­ło się bar­dziej przy­tła­cza­ją­ce? Obco­wa­nie z nowo­ścia­mi zawsze przy­cho­dzi­ło mi z tru­dem, dla­te­go opor­nie reali­zu­je pla­ny. Naj­chęt­niej poło­ży­ła­bym się i spa­ła lub oglą­da­ła seria­le – z jako­ścią ostat­nio wypusz­cza­nych pro­duk­cji jest sła­bo – albo czy­ta­ła­bym książ­ki, stąd zde­cy­do­wa­łam się na Legi­mi. Tym­cza­so­wo bra­ku­je mi miej­sca na papie­ro­we książ­ki, ale kto wie, może jak się pobu­du­je­my, stwo­rze pry­wat­ną biblio­tecz­kę w biurze.

 

Lubię pra­co­wać przy kom­pu­te­rze i pisy­wać tek­sty, co praw­da jest to wyma­ga­ją­ce i wyma­ga dużej kon­cen­tra­cji, ale wła­śnie to spra­wia, że łatwiej jest zapo­mnieć o całym świecie.

 

A więc czy do pisania można wrócić?

 

Jeże­li jesteś auto­rem, któ­ry mar­twi się o swo­ją „płod­ność lite­rac­ką”, to prze­stań zawra­cać sobie nią gło­wę. Cza­sa­mi im wię­cej chce­my, tym gorzej nam wszyst­ko wycho­dzi. I wła­śnie z takie­go zało­że­nia wycho­dzę. Pro­jek­tów mam mnó­stwo, pomy­słów jesz­cze wię­cej. Jest tego tak wie­le, że nie star­cza mi sił na reali­za­cję, dla­te­go ostat­ni­mi cza­sy zwol­ni­łam i cie­szę się z zapi­sa­nych dzie­się­ciu stron tygo­dnio­wo. I nie jest to szczyt mojej for­my, bo wcze­śniej po dopra­co­wa­niu szcze­gó­łów potra­fi­łam w mie­siąc napi­sać książ­kę liczą­cą sto pięć­dzie­siąt, lub dwie­ście stron w Wor­dzie. Ale co z tego?

 

Tłu­ma­czę sobie, że wra­cam do pisa­nia. Jestem jak cho­ry, któ­ry po wypad­ku wra­ca do for­my – poprzez reha­bi­li­ta­cje i wol­no sta­wia­ne kro­ki, z jed­ne­go kilo­me­tra prze­cho­dzę w czte­ry, a póź­niej sześć. Może za chwi­lę wyci­szę się na kolej­ny mie­siąc, lub może wła­śnie to otwo­rzy mi oczy i będę rze­tel­nie kon­ty­nu­ować pla­ny. Kto to może wie­dzieć? Jak nie będę pró­bo­wać, nigdy się nie dowiem.

 

Ty też się nie martw, tyl­ko siedź i pisz, tyle ile jesteś w sta­nie z sie­bie wykrze­sać. Oczy­wi­ście nie rób tego na siłę, bo to zabi­je całą zaba­wę, dalej może i zabić kre­atyw­ność. Pod­chodź do tego stop­nio­wo. Zrób sobie ulu­bio­ną her­ba­tę, kawę, lub weź sok do picia. Zapal świecz­kę, odpal ulu­bio­ną muzy­kę, lub też czerp inspi­ra­cję z ciszy i spró­buj coś napi­sać. Na począ­tek nie musi to być nic wielkiego.

 

W moim przy­pad­ku pierw­sze zapi­sa­ne stro­ny, to luź­ne nic nie­zna­czą­ce opo­wia­da­nia. Wiem, że nic z nich nie będzie, ale w ten spo­sób mogłam bez stre­su, bez ciśnie­nia zanu­rzyć się w histo­rii. Na nowo budo­wać zda­nia tak, jak chce. Bo zda­nia, boha­te­ro­wie i histo­rie mają się mnie słu­chać, przy­naj­mniej na począt­ku, zanim im zaufam.

 

Nieustannie walcz o swoje marzenia!

 

Nie jestem pew­na, na ile star­czy mi sił na pisa­nie, i na ile roz­pro­szy mnie życie, jed­nak będę wie­rzyć, że do pisa­nia moż­na wró­cić. Tak też uczy­nię. Po zakoń­cze­niu pierw­szej wer­sji duetu zdra­dzę wię­cej szcze­gó­łów, kto wie, może i opu­bli­ku­je jakieś frag­men­ty, żeby przed­sta­wić Jowi­tę i Aro­na oraz ich histo­rię – miło­sną, acz­kol­wiek nie obej­dzie się bez łomo­tu (w koń­cu akcja i budo­wa­nie napię­cia to mój konik).

 

Na dzi­siaj się poże­gnam. Zanu­rzę się w powie­ściach i będę wal­czyć z całych sił, żeby nie dać się ponow­nie zbić z pan­ta­ły­ku. Dzi­siaj muszę wyko­nać kil­ka nota­tek, bo odwie­dzi­łam miej­sce, któ­re odgry­wa dużą rolę w powie­ści, sko­rzy­stać też z wyko­na­nych zdjęć. Hor­ror, nad któ­rym pra­cu­je, zaha­cza o mito­lo­gię sło­wiań­ską, któ­ra w ostat­nim cza­sie sta­ła się dla mnie dużą inspi­ra­cją. Jeśli nie znasz histo­rii tych stwo­rzeń – pole­cam się z nimi zapo­znać.

 

Czy do pisa­nia moż­na wró­cić? – Dpp #10
Tagged on:                                     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *