Jak pogodzić pracę na etacie z pisaniem?

Na wstę­pie zazna­czam, że nie mam dzie­ci i o tym jak sobie z nimi radzić pisać nie będę. Zawsze podzi­wia­łam zabie­ga­ne mat­ki, któ­re znaj­du­ją czas na pisa­nie pod­czas codzien­nych zma­gań z macie­rzyń­stwem, ale tyl­ko one mogą się wypo­wie­dzieć w tym tema­cie. Ja za to pra­gnę wam przy­bli­żyć moją histo­rię, któ­ra zawie­ra subiek­tyw­ny kąt widze­nia życia w biegu.

 

Śred­nio pra­cu­ję oko­ło dwu­stu godzin mie­sięcz­nie, cza­sa­mi mniej, cza­sa­mi wię­cej. W pra­cy, szcze­gól­nie na dzien­nej zmia­nie, nie mam cza­su na pisa­nie, więc jeśli ktoś myśli, że w pra­cy zaj­mu­je się kle­pa­niem w kla­wia­tu­rę, to jest w błę­dzie. Mam duże poczu­cie odpo­wie­dzial­no­ści i sta­ram się wyko­ny­wać powie­rzo­ne mi obo­wiąz­ki naj­le­piej jak potra­fię, dla­te­go nie pozwa­lam sobie na igno­ro­wa­nie zadań, któ­re po pro­stu muszę wyko­nać. Są prio­ry­te­ty, a więc…

 

Opanuj sztukę porzucania

Czę­sto sły­szę, że moż­na pisać wszę­dzie i zawsze. Na prze­rwie, w auto­bu­sie, na przy­stan­ku, czy w restau­ra­cji. To praw­da. Jeśli jesteś pisa­rzem, któ­ry potra­fi wyrwać się z powie­ści co pięć minut i nie spo­wo­du­je to wyrw w two­jej fabu­le: gra­tu­lu­ję, możesz tak robić. Jeśli nato­miast lubisz pra­co­wać w sku­pie­niu war­to porzu­cić myśle­nie o pisa­niu w pra­cy. Co praw­da sama cza­sa­mi tego nie skut­ku­je i myślę o danej sce­nie, ale sta­ram się tego nie nad­uży­wać. Dlaczego?

 

Brak myśle­nia o pisa­niu powo­du­je, że rośnie we mnie głód. Spra­wia, że po przyj­ściu do domu, nawet wte­dy gdy z prze­mę­cze­nia boli mnie gło­wa i sądzę, że już się nie skon­cen­tru­ję, potra­fię usiąść do lap­to­pa i napi­sać kil­ka stron powie­ści. Zazwy­czaj koń­czę na jed­nej sce­nie, albo na popraw­kach, któ­re wyma­ga­ją mojej pil­nej uwa­gi. Wystar­czy godzi­na, albo nawet pół i jestem bli­żej zre­ali­zo­wa­nia celu.

 

Fakt, że nie myślę w pra­cy o pisa­niu chro­ni mój aktu­al­ny pomysł przed wypa­le­niem i nie demo­ty­wu­je mnie do pisa­nia po powro­cie do domu. Za każ­dym razem czu­ję pewien sto­pień eks­cy­ta­cji, ponie­waż ponow­nie będę mogła zmie­rzyć się z czymś nowym, czymś napi­sa­nym wyłącz­nie prze­ze mnie. To faj­ne uczu­cie, któ­re nie zni­ka przez nie­ustan­ne wał­ko­wa­nie tema­tu w głowie.

 

Dla­te­go sto­su­ję pro­stą zasa­dę: kie­dy jestem w pra­cy, myślę o pra­cy. Kie­dy piszę sku­piam się wyłącz­nie na tek­ście, nad któ­rym pra­cu­je. To poma­ga mi zacho­wać równowagę.

 

Nie zaniedbuj życia prywatnego

Pisarz do roz­kwi­tu potrze­bu­je inspi­ra­cji, róż­no­rod­no­ści, spo­tkań rodzin­nych, miło­snych wznie­sień czy przy­ja­ciel­skich wypa­dów. Każ­da stre­fa ma dla nas zna­cze­nie i trze­ba zacho­wać balans. Codzien­nie sta­ram się o to dbać. Kie­dy czu­ję, że pisa­nie spra­wia mi trud­ność, lub nie czer­pię rado­ści z tej pasji, bo jestem prze­mę­czo­na czy przy­gnę­bio­na wycho­dzę z domu. I to jest istot­ne: naj­le­piej wyjść gdzieś z przy­ja­ciół­mi, porzu­cić czte­ry ścia­ny, któ­re mogą koja­rzyć się z pisaniem.

 

Wybierz się do kina. Na spa­cer po lesie. Na rand­kę. Zrób coś sza­lo­ne­go. Odwiedź nowe miej­sce. Idź na lody, czy pizzę.

 

Nie uwa­żaj tego za stra­tę cza­su. To przy­jem­ność, któ­ra póź­niej zaowo­cu­je. Doda ci mocy. Wiem, wyda­je się to trud­ne przy dwu­stu godzi­nach pra­cy mie­sięcz­nie, ale w moim przy­pad­ku wca­le takie nie jest. Te wypa­dy spra­wia­ją, że odzy­sku­ję lek­kość pisa­nia. Znacz­nie szyb­ciej myślę, two­rze nowe fabu­ły, budu­je zda­nia. Dzię­ki odre­ago­wa­niu nie mar­nu­je cza­su na patrze­nie w migo­cą­cy kur­sor. Wdy­cha­nie świe­że­go powie­trza, albo pod­nie­sie­nie adre­na­li­ny oczysz­cza mój umysł. Uwal­nia mnie od cię­ża­ru jakim jest brak chę­ci do pisania.

 

Mogła­bym powie­dzieć wprost: czas spę­dzo­ny z bli­ski­mi uzu­peł­nia moją man­nę pisa­nia. Ty też powi­nie­neś zadbać o jej czyn­ne uzu­peł­nia­nie. To nie cza­sy, gdy pisarz musi być bied­ny i pozba­wio­ny życia towa­rzy­skie­go. Korzystaj.

 

Nie pracuj wyłącznie nad dużymi projektami

Mój wewnętrz­ny pisarz potrze­bu­je cza­sa­mi połech­ta­nia, dla­te­go oprócz pisa­nia ksią­żek sta­ram się pra­co­wać nad mniej­szy­mi pro­jek­ta­mi: opo­wia­da­nia­mi. To poma­ga mi skie­ro­wać moc w inną stro­nę i poczuć zado­wo­le­nie, gdy sta­wiam ostat­nią krop­kę. Może­cie też popra­co­wać nad wpi­sem blo­go­wym, albo recen­zją, bądź po przy­ja­ciel­sku spraw­dzić komuś tekst. Inni pisa­rze mogą spraw­nie zain­spi­ro­wać cię do pracy.

 

Oso­bi­ście w trak­cie prze­rwy od pisa­nia ksią­żek bawię się boha­te­ra­mi, wymy­ślam nowe wpraw­ki, szor­ty. Wszyst­ko, byle­by nie odcho­dzić od pisa­nia na długo.

 

Odseparuj się od rozpraszaczy

To naj­waż­niej­sza i na począt­ku naj­trud­niej­sza rzecz. Musia­łam zapo­mnieć o grach kom­pu­te­ro­wych, fil­mach i seria­lach. Zmi­ni­ma­li­zo­wa­łam swo­je wej­ścia na social media, prze­sta­łam pisy­wać z wie­lo­ma oso­ba­mi na raz. Ogra­ni­czy­łam wszyst­ko do mini­mum, cho­ciaż dwa lata temu wyzna­wa­łam zasa­dę, że naj­pierw naj­le­piej się wysza­leć, a dopie­ro póź­niej zabrać za cięż­ką pracę.

 

I nie mówię, że cza­sa­mi wola­ła­bym usiąść do seria­lu z kawą i nie robić nic szcze­gól­ne­go. Twier­dzę, że z cza­sem te chę­ci male­ją, mam nad nimi więk­szą kon­tro­lę i nie jestem zła, gdy nie obej­rzę nowe­go odcin­ka, albo kolej­ne­go fil­mu. Nauczy­łam się daw­ko­wać przy­jem­no­ści i uwa­ga… nic mi nie jest. Muszę przy­znać, że czu­ję się szczę­śliw­sza wie­dząc, że inni oglą­da­ją seria­le, a ja pra­cu­je nad roz­wo­jem oso­bi­stym. Ta satys­fak­cja doda­je mi skrzydeł.

 

Nie katuj się, gdy nie możesz pisać

Nie znie­chę­cam się, kie­dy nie uda­je mi się pisać codzien­nie. Już daw­no prze­sta­łam się tym przej­mo­wać. I owszem, podzie­lam pora­dy o codzien­nym pisa­niu, nawet stro­ny dzien­nie, napraw­dę tak jest, ale wiem, że z moim try­bem życia nie jest to osią­gal­ne. Cięż­ko jest wyko­nać takie zada­nia, gdy mam sześć dnió­wek pod rząd (pra­cu­je od 7 do 19): muszę prze­cież zro­bić pra­nie, zaku­py, posprzą­tać, wyjść z psem i wyspać się na tyle, żeby zna­leźć siły do wsta­nia o pią­tej rano. Nie­rzad­ko w pra­cy potrze­bu­ję kon­cen­tra­cji, spo­strze­gaw­czo­ści i kre­atyw­no­ści, więc nie­wy­spa­nie nie wcho­dzi w grę.

 

Pogo­dzi­łam się z tym, że regu­lar­ność nie jest moją moc­ną stro­ną. Nie powstrzy­mu­je mnie to przed pisa­niem. Tego, cze­go nie mogę napi­sać dzi­siaj, napi­szę jutro. I tak wła­śnie robię. Nie szu­kam wymó­wek, jeśli nie mam poważ­ne­go powo­du, któ­ry odcią­ga mnie od kom­pu­te­ra po pro­stu piszę. Jeśli go mam odkła­dam pisa­nie na później.

 

Dla mnie pisa­nie to praw­dzi­wa pasja. Bez wzglę­du na wszyst­ko uwiel­biam to robić. To czyn­ność, któ­ra dokar­mia moją dobrą stro­nę duszy.

 

I co naj­waż­niej­sze: nie myślę o pisa­niu jak o obo­wiąz­ku. Dopó­ki tak jest nie widzę pro­ble­mu z prze­zna­cza­niem nie­wiel­kiej ilo­ści cza­su wol­ne­go na pisa­nie. To przy­jem­ność i tego będę się trzymać.

 

Do następ­ne­go!!!

 

pisanie

Jak pogo­dzić pra­cę na eta­cie z pisaniem?
Tagged on:                 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *