Droga artysty” – J. Cameron

W trak­cie ostat­nich tygo­dni mia­łam przy­jem­ność pra­co­wać z książ­ką Julii Came­ron. Książ­ka tra­fi­ła w moje ręce po licz­nych opi­niach i recen­zjach zna­le­zio­nych w sie­ci. Nie­któ­rzy ją zachwa­la­li, inni byli jej prze­ciw­ni­ka­mi. Z natu­ry jestem cie­kaw­ska, więc nie mogłam przejść obok niej obo­jęt­nie – musia­łam spraw­dzić o co tyle szumu.

 

Od zaku­pu książ­ki do roz­po­czę­cia kur­su Came­ron minę­ło kil­ka dni. Potrze­bo­wa­łam oswo­ić się z myślą, że przez kolej­ne dwa­na­ście tygo­dni będę zmie­niać swo­je nawy­ki. Zasta­na­wia­łam się, czy sobie z tym pora­dzę, czy pogo­dzę życie codzien­ne i pra­cę z kur­sem. Może nie wie­cie, ale jak się za coś zabie­ram lubię dawać z sie­bie sto pro­cent, w tym przy­pad­ku też nie chcia­łam wyko­ny­wać zadań połowicznie.

 

Wyobraź­nia jest waż­niej­sza od wiedzy.

Albert Ein­ste­in

 

Ku moje­mu zasko­cze­niu „Dro­ga arty­sty” Came­ron wca­le nie była tak wyma­ga­ją­ca, jak się spo­dzie­wa­łam. Ćwi­cze­nia w niej zawar­te są lek­kie, sprzy­ja­ją­ce nasze­mu wewnętrz­ne­mu arty­ście. Praw­da jest taka, że od trzech mie­się­cy byłam zablo­ko­wa­na, nie potra­fi­łam sku­pić się na powie­ściach, ani krót­kich tek­stach. Robi­łam kil­ka podejść, ale mi nie wycho­dzi­ło – kart­ka pozo­sta­wa­ła pusta. Momen­ta­mi uda­wa­ło mi się popra­wić kil­ka aka­pi­tów ze sta­re­go opo­wia­da­nia albo pla­no­wa­ne­go ebo­oka, i to było­by wszyst­ko. Więk­szość wol­nych godzin spę­dza­łam na dwo­rze. Podej­rze­wam, że prze­pra­co­wa­nie mia­ło tutaj dużo do powie­dze­nia, cie­pło również.

To wła­śnie z powo­du blo­ka­dy posta­no­wi­łam popra­co­wać z Came­ron. Nic nie tra­ci­łam, za to mogłam dużo zyskać.

 

Czy „Droga artysty” mi pomogła?

 

Może zacznij­my od począt­ku. Sza­ta gra­ficz­na zaku­pio­ne­go wyda­nia bar­dzo mi się podo­ba. Paste­lo­we kolo­ry, pro­sta okład­ka, dobra czcion­ka, nie­ty­po­wy roz­miar. Szcze­gól­nie okład­ka sprzy­ja­ła mojej wyobraź­ni, przy­wra­ca­ła wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa, uspa­ka­ja­ła moją duszę.

 

View this post on Instagram

Ta pozy­cja czę­sto prze­wi­ja­ła się u innych auto­rów, więc w koń­cu musia­łam ją zdo­być. Mam nadzie­ję, że #dro­ga­ar­ty­sty pomo­że mi w moich bolącz­kach ❤️! . Uwa­żaj­cie na sie­bie! 💞 .… . . #insta­bo­oks #booking #ksiaz­ka #ksiaz­ka­na­dzis #julia­ca­me­ron #arty­sta #byćar­ty­stą #książ­ko­wo #czy­tam #tak­czy­tam #czy­taj #czy­tel­nik #igbo­ok #popol­sku #insta­bo­ok­sta­gram #book­sta­grampl #książ­ki #książ­ka #war­to­czy­tać #roz­wo­jo­so­bi­sty #pasja #moty­wa­cja #inspi­ra­cja #poza­sche­ma­tem #booki­slo­ve #bookho­ar­der #book­mor­ning

A post sha­red by  Mał­go­rza­ta Radt­ke (@malgorzata.radtke) on 

 

Oczy­wi­ście po takim cza­sie namięt­ne­go jej uży­wa­nia i nosze­nia w ple­ca­ku książ­ka jest już ponisz­czo­na. Na mar­gi­ne­sach znaj­du­ją się zapi­sa­ne ołów­kiem notat­ki, w rogach pona­kle­ja­ne znacz­ni­ki, waż­niej­sze frag­men­ty pod­kre­ślo­ne fla­ma­strem, rogi okład­ki są poza­gi­na­ne. Nie umiem ina­czej pra­co­wać z porad­ni­ka­mi… Niestety.

 

Zacznijmy…

Nie mniej jed­nak od zabra­nia się za kurs zawar­ty w książ­ce Came­ron odtrą­ca­ły mnie poran­ne stro­ny. Nie widzia­łam w nich nic trud­ne­go, bar­dziej doskwie­rał mi tryb pra­cy i czas, jaki fak­tycz­nie mogę zago­spo­da­ro­wać. Dla nie­któ­rych wsta­nie pięt­na­ście minut wcze­śniej nie jest pro­ble­mem, dla mnie też nie. Za to prze­szka­dza­ły mi noc­ne zmia­ny – bywa, że nie śpię przez dwa­dzie­ścia czte­ry godzi­ny, przy­cho­dzę do domu i kła­dę się spać wykoń­czo­na. Tutaj poran­ne stro­ny zmie­nia­ły swo­je obli­cze – pisy­wa­łam je popołudniami.

 

Czy robię to regu­lar­nie? Sta­ram się je zapi­sy­wać jak naj­czę­ściej. Nie znie­chę­cam się, jeśli przez jeden lub dwa dni nic nie zapi­szę, bo jestem tak zakrę­co­na i zapra­co­wa­na, że nie umiem się ogar­nąć. Trze­cie­go dnia bio­rę notes i wyko­nu­je zada­nie. Regu­lar­ność nigdy nie była moją moc­ną stro­ną, za to upar­tość i deter­mi­na­cja już tak, więc nie wyklu­czam, że jesz­cze kil­ka tygo­dni i znaj­dę swój spo­sób na uzy­ska­nie odpo­wied­nich efek­tów. Trak­tu­ję to tak samo, jak poran­ne picie wody z cytry­ną – bywa, że cza­sa­mi zapo­mi­nam, ale coraz czę­ściej bez tego nie roz­po­czy­nam dnia.

 

Wszech­świat wyna­gro­dzi cię za ryzy­ko, któ­re podej­miesz w jego imieniu.

Shak­ti Gawain

W książ­ce cie­ka­wą pro­po­zy­cją są coty­go­dnio­we rand­ki z wewnętrz­nym arty­stą. Z tym nie mia­łam aku­rat żad­ne­go pro­ble­mu. Jestem kobie­tą, któ­ra uwiel­bia podró­żo­wać i speł­niać swo­je zachcian­ki, więc wyj­ście do kina, teatru, czy spa­ce­ro­wa­nie na łonie natu­ry są moją codzien­no­ścią. Nie zapo­mi­nam o tym i robię to od kil­ku lat (nie wiem, może dwóch? Trzech?). Nie boję się spę­dzać cza­su w samot­no­ści, wręcz dbam o to, żeby w chwi­lach prze­si­le­nia uciec od zgiełku.

 

Co jeszcze?

Rów­nie pomoc­nym oka­zał się dla mnie roz­dział „Odzy­ski­wa­nie wia­ry”. Dobrze jest czy­tać, że nie jeste­śmy sami. Nawet wiel­cy arty­ści mie­wa­ją pro­ble­my oraz wąt­pli­wo­ści. Oni rów­nież zma­ga­li się z odrzu­ce­niem, sama Came­ron poda­ła kil­ka przy­kła­dów ze swo­je­go życia. Co ich wszyst­kich łączy? Nikt się nie pod­dał. Mimo odno­szo­nych pora­żek szu­ka­li spo­so­bów na zre­ali­zo­wa­nie wła­snych celów. Dobrze się czy­ta całą książ­kę, ale ten roz­dział był mi naj­bliż­szy. To po nim odczu­łam naj­więk­szą lek­kość, pewien cię­żar spadł z moje­go ser­ca i na duszy zro­bi­ło mi się lepiej.

 

Każ­dy twór­czy suk­ces wyma­ga twór­czych porażek.

 

Traf­nym spo­strze­że­niem była uwa­ga Came­ron, że jeśli do cze­goś dążysz i napraw­dę tego chcesz, to wszech­świat, lub inna siła wyż­sza, w któ­rą wie­rzysz, pomo­że tobie osią­gnąć cel. Z tym się zga­dzam. Wie­lo­krot­nie otrzy­my­wa­łam pomoc zni­kąd, gdy jej potrze­bo­wa­łam. Poja­wia­li się dobrzy ludzie, a to nie­po­wta­rzal­ne szan­se na roz­wój, a to inne cie­ka­we sytu­acje, dzię­ki któ­rym było mi w życiu łatwiej. Kie­dy zaczy­na­łam pisać nie zna­łam niko­go z tego świa­ta. Nie zna­łam oso­bi­ście żad­ne­go pisa­rza, nie wie­le osób mnie czy­ta­ło. Z cza­sem wszyst­ko ule­gło zmia­nie. Pozna­łam fascy­nu­ją­cych ludzi, nie­któ­rzy z nich do dzi­siaj ze mną zosta­li i mnie wspie­ra­ją. To jest dowód na to, że gdy coś robi­my, znaj­dzie­my sprzy­mie­rzeń­ców. O tym mówi Came­ron i o tym trze­ba pamię­tać. Nie war­to się zasta­na­wiać i myśleć – a co by było gdy­by – trze­ba działać.

 

Gdy pogo­dzi­my się z myślą, że coś, co war­to zro­bić, być może war­to zro­bić choć­by i źle, otwo­rzą się przed nami sze­ro­kie możliwości.

 

Małe podsumowanie!

 

Nie zatra­ci­łam się ponow­nie w pisa­niu. Jesz­cze nie umiem osią­gnąć porów­ny­wal­nych wyni­ków do tych sprzed waka­cji, ale jestem na dobrej dro­dze. Nie czu­ję już opo­rów po otwar­ciu wor­da, nie przej­mu­ję się rze­cza­mi, któ­re wcze­śniej wyda­wa­ły się czymś nie do prze­sko­cze­nia. „Dro­ga arty­sty” Came­ron cał­ko­wi­cie nie odmie­ni­ła moje­go życia i nie wpły­nę­ła na mnie w magicz­ny spo­sób, ale zde­cy­do­wa­nie otwo­rzy­ła mi oczy na kil­ka waż­nych aspek­tów. Pole­cam ją każ­de­mu, szcze­gól­nie zablo­ko­wa­ne­mu arty­ście. I nie, ta pozy­cja nie jest prze­zna­czo­na wyłącz­nie dla pisa­rzy. Jeśli jesteś rzeź­bia­rzem, mala­rzem, czy muzy­kiem – war­to, aby ta Came­ron zna­la­zła się w two­jej biblio­tecz­ce. Pomo­że tobie roz­wi­nąć twór­cze myślenie.

 

Dro­ga arty­sty” – J. Cameron
Tagged on:                                 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *