Cliffhanger: Z czym to się je?

Clif­fhan­ger sto­so­wa­ny jest przede wszyst­kim w seria­lach. Ale co z książ­ka­mi? Czy moż­na tego tric­ku użyć w naszych powie­ściach?

 

Według Wiki­pe­dii Clif­fhan­ger ozna­cza:

Zabieg fabu­lar­ny, pole­ga­ją­cy na nagłym zawie­sze­niu akcji w sytu­acji peł­nej napię­cia, w któ­rej głów­ni boha­te­ro­wie znaj­du­ją się w trud­nej sytu­acji, nawet zagro­że­nia życia.

Przy­kła­do­wo:

Wasz boha­ter, przyj­mij­my Ste­fan, ści­ga­ny jest przez ligę płat­nych mor­der­ców w lesie. Zosta­je postrze­lo­ny w nogę (tak, tak, lubię znę­cać się na głów­nych boha­te­rach), więc kuś­ty­ka przez te zaro­śla, aż tu nagle przed nim poja­wia się prze­paść, albo wodo­spad. Ste­fan się odwra­ca i zauwa­ża latar­ki ścią­ga­ją­cych go ludzi. Okrą­ża­ją go.

No i ury­wa­my roz­dział.

Kolej­ny przy­kład:

Rodzi­ce Kasi podej­rze­wa­ją, że jej chło­pak jest z nią dla pie­nię­dzy. To diler, mają o nim złe zda­nie. Kasia go bro­ni i pro­si rodzi­ców, aby dali mu szan­se. Uma­wia­ją się na kola­cje. W pew­nym momen­cie chło­pak idzie do toa­le­ty, po dro­dze wcho­dzi do poko­ju swo­jej dziew­czy­ny. Chce się jej oświad­czyć, ale nie zna roz­mia­ru pal­ca. Grze­bie więc w jej biżu­te­rii, znaj­du­je pier­ścio­nek i wsu­wa go do kie­sze­ni (z myślą, że póź­niej go odda). Kie­dy się odwra­ca rodzi­ce sto­ją w pro­gu.

 

Clif­fhan­ge­ra może­cie uży­wać w każ­dym gatun­ku, nie­ko­niecz­nie w thril­le­rze, hor­ro­rze, albo sen­sa­cji. Wystar­czy użyć wyobraź­ni i zasta­no­wić się w jakim momen­cie urwać sce­nę, żeby wstrzą­snę­ła czy­tel­ni­kiem. A następ­ny roz­dział zacznij­cie od cze­goś inne­go: od dru­gie­go boha­te­ra, wspo­mnie­nia, retro­spek­cji.

Przestrzegam!

Trze­ba wró­cić do porzu­co­ne­go momen­tu i naj­le­piej nie po dwu­stu stro­nach. Czy­ta­łam raz książ­kę, nie pamię­tam tytu­łu, gdzie autor zosta­wił mnie z zawie­sze­niem. Mówię: ok, czy­tam dalej, pocze­kam. Nie­ste­ty, wyja­śnień docze­ka­łam się na samym koń­cu, do tego ogól­ni­ko­wych. Wyszło sła­bo, wię­cej do ksią­żek auto­ra nie wró­ci­łam.

 

I drugie ostrzeżenie…

Z im więk­szym przy­tu­pem zakoń­czy­cie roz­dział, tym bar­dziej czy­tel­nik będzie chciał wie­dzieć co się wyda­rzy­ło. Przy­pu­ść­my, że umie­ści­cie wasze­go boha­te­ra w takich tara­pa­tach, że cięż­ko sobie wyobra­zić jak z tego wybrnął. No bo jak? Tu strze­la­ją, tu rana, tam prze­paść. Musi­cie to wyja­śnić ina­czej wku­rzy­cie czy­tel­ni­ków. Kiep­sko, jeśli sam autor nie wie, jak jego boha­ter poko­nał prze­szko­dę.

To tyle co chcia­łam wam powie­dzieć o Clif­fhan­ge­rze w tym wpi­sie.

Jak myśli­cie, potrze­bu­je­cie takich zabie­gów w swo­ich powie­ściach?

 

Do następ­ne­go!!!

Clif­fhan­ger: Z czym to się je?
Tagged on:                 

One thought on “Cliffhanger: Z czym to się je?

  • 26 kwietnia 2019 at 20:51
    Permalink

    Takie zabie­gi są świet­ne, ale trze­ba wie­dzieć co dalej. Cza­sem może się oka­zać, że nie potra­fi­my sobie z tym pora­dzić i jest pro­blem. Tak więc narzę­dzie jak nóż. Dobre do sma­ro­wa­nia masła, ale może ska­le­czyć.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *