Przez ostatnie tygodnie obserwuje grupy motywacyjne, profile początkujących pisarzy, ich plany spisywane w komentarzach pod postami typu: „Co zrobisz w przyszłym tygodniu?”. Widzę te liczby ze słynnym „zzs”. I się zastanawiam… Co ze mną nie tak???
Nigdy nie miałam parcia na ilość. Nie wyznaczam sobie ilości znaków ze spacjami, stron, albo wymiaru czasu. Nie mówię sobie, że będę pisała codziennie po x słów. Nie przemawia to do mnie i raczej przemawiać nie będzie. Nie umiem zrozumieć, jak ludzie jarają się tymi liczbami, które tak naprawdę są tylko liczbami.
Piszę od dwóch lat. Przyznaję, że przede mną jeszcze dużo nauki i pracy nad warsztatem. Sporo brakuje mi do rzemieślników i mistrzów słowa. Co prawda wyznaczam sobie cele, ale nigdy nie ograniczam się czasowo. Dlaczego???
Rok temu próbowałam działać tak jak oni, ci magiczni matematyczni pisarze. Bywało, że wyznaczałam sobie cele, których nie realizowałam. Zamiast dziesięciu stron miałam osiem. Zamiast 10 tysięcy znaków tylko 5. I wtedy byłam na siebie zła, a żeby tę złość rozładować wracałam i na siłę wypełniałam luki z dziennego ustalenia. A to niestety odbijało się na jakości. Kończyło się usuwanymi stronami, zdaniami, niekiedy scenami.
Kompletnie nie rozumiem matematycznych pisarzy. Szczególnie wtedy, gdy zaczynają się dzielić niesprawdzonymi tekstami, które właśnie spłodzili. Pokazują zdania bez sensu, literówki oraz niestworzone historie, tylko po to, aby się pochwalić „zzs”. Narażają tym siebie na krytykę, bo teksty potrzebują czasu na dojrzewanie.
Nie należę też do osób, którzy przeradzają pierwsze lepsze pomysły w powieści, albo w przód tworzą listę 400-stronicowych powieści (!) do napisania. Znam osoby z planem wydawniczym na kolejne dziesięć lat. Potrafią na poczekaniu wymyślić tomiszcze. Do nich pewnie nigdy nie będę należała.
Nie mam nic przeciwko żadnemu z wyżej wymienionych “typów” pisarzy. Niektórych podziwiam, mimo tego, że nie potrafię się odnaleźć w ich sposobie funkcjonowania.
Dzisiaj naszła mnie chęć napisania tego postu dla osób podobnych do mnie. Do osób, które są cierpliwe i nie muszą osiągać sukcesu w tej samej minucie. Do tych cierpliwych, którzy zdali sobie sprawę, że te pierwsze pomysły nie zawsze są dobre, zdania bywają karykaturami, a liczby nie zastąpią jakości napisanych przez nas słów.
Jeśli czujesz, że ciebie to obciąża, te wszystkie motywacyjne teksty i wyznaczniki, zrezygnuj z nich. Pisz wtedy, kiedy masz na to ochotę. Nie rób nic na siłę. Posuwaj się do przodu wolniej od koleżanki z kursu. Nie pokazuj pierwszych wersji tekstów, pozwól im odpocząć w zaciszu dysku twardego. Nie rób nic wbrew sobie.
Pozwól sobie na odnalezienie własnego trybu pracy.
Moim akurat jest pisanie z naciskiem na wolność. Lubię pisać ile chcę i słuchać własnego instynktu. Czasem bywa, że jedna scena walki mnie wykończy, a czasem bywa tak, że trzecia scena zaprasza mnie do czwartej. To nie ma znaczenia ile piszesz, ważny jest sam proces pisania.
Możesz nie być matematycznym pisarzem, jeśli nie czujesz się z tym swobodnie.
Uważam, że nie warto się spieszyć, bo łatwo wykoleić pociąg z wagonem wypełnionym złotymi pomysłami. Ale też nie wolno nam czekać na cud, gdyż ten pociąg odjedzie.
Zdjęcia pochodzi ze strony: http://foter.com/


