Zamknięta w ogrodzie wyobraźni – Karolina Ł. Kozioł

Na proś­bę Karo­li­ny przy­ło­ży­łam się do wyra­że­nia opi­nii (nie napi­sa­nia recen­zji) na temat tomi­ku “Zamknię­ta w ogro­dzie wyobraź­ni”. Muszę przy­znać, że zada­łam sobie dużo tru­du, aby zna­leźć w niej wady. Czy mi się udało?

 

Opo­wia­da­nia napi­sa­ne przez Karo­li­nę poka­zu­ją zwy­czaj­ną pro­zę życia zamknię­tą w świe­cie wyobraź­ni. Dłu­go zasta­na­wia­łam się, jak to napi­sać w skró­cie i w koń­cu doszłam do wnio­sku, że takie okre­śle­nie jest naj­lep­sze. Histo­rie zawar­te w tej ksią­żecz­ce są podzie­lo­ne na dwa­na­ście czę­ści, z któ­rych każ­da ser­wu­je nam inne wrażenia.

Początek!

Zacznij­my może od plu­sów, żeby te mniej przy­jem­ne rze­czy pozo­sta­wić na koniec. War­to wspo­mnieć o urze­ka­ją­cym wyglą­dzie ksią­żecz­ki. Jest zie­lo­na. Przy­wo­dzi na myśl wio­snę i wła­śnie tyle pozy­tyw­nej ener­gii w sobie skry­wa. Podzi­wiam też talent Karo­li­ny do opi­sy­wa­nia rze­czy zwy­kłych w spo­sób nie­zwy­kły. Sama nie potra­fi­ła­bym lepiej napi­sać nie­któ­rych scen.

 

Autor­ka prze­pro­wa­dza nas przez swo­je histo­rie z lek­ko­ścią. Jak na począt­ku­ją­ce­go pisa­rza ma cie­ka­wy i dobrze roz­wi­nię­ty kunszt. Widać, że w zapi­sa­ne przez sie­bie zda­nia wło­ży­ła nie tyl­ko dużo pra­cy, ale tak­że i ser­ca. Momen­ta­mi jej zazdro­ści­łam. Posia­da umie­jęt­ność przy­cią­ga­nia uwa­gi czy­tel­ni­ka tak sil­ną, że czy­ta­jąc jej opo­wia­da­nia zapo­mi­nasz o rzeczywistości.

 

No dobra, dobra…

Ale teraz te minu­sy, bo mi się Karo­li­na zaczerwieni.

Są minusy?

Naj­pierw coś pół na pół, czy­li moje neu­tral­ne odczu­cia wzglę­dem jej ksią­żecz­ki. Karo­li­na wzię­ła sobie za punkt waż­ny i koniecz­ny wyda­nie tego tomi­ku samo­dziel­nie. Tj. redak­cja, korek­ta, okład­ka i skład zosta­ła wyko­na­na przez nią, tech­ni­ką prób i błę­dów. Uwa­żam to za bar­dzo odważ­ne posu­nię­cie, choć nie­co zgub­ne. Z tego wła­śnie wzglę­du nie umiem się określić.

Nie ma ludzi bez­błęd­nych i tak samo wła­śnie skoń­czył tomik “Zamknię­ta w ogro­dzie wyobraź­ni”. Lite­rów­ki, inter­punk­cja, czy roz­kra­czo­ny skład pię­trzą się na stro­nach. Spra­wia to, że tomik jest dale­ki od ide­ału, ale…

No wła­śnie ALE! Czy to, aż tak prze­szka­dza? Odwa­ga autor­ki mi impo­nu­je, a te błę­dy nie­zbyt mi prze­szka­dza­ją, gdy mam świa­do­mość, jak Karo­li­na napra­co­wa­ła się przy wyda­niu tego dziecka.

 

I teraz coś, co nie porwa­ło mnie w tomi­ku. Otóż jed­ną część poświę­ci­ła dia­lo­gom. Tutaj na przy­kład opo­wia­da­nie pod tytu­łem „Kap­cie” zosta­ło tak napi­sa­ne (cytat poni­żej). Sza­nu­ję Karo­li­nę i patrząc na jej talent wyko­rzy­sta­ny we wcze­śniej­szych tek­stach (dość odważ­nie) stwier­dzam, że było­by ją stać na wię­cej i w tej czę­ści książeczki.

 

Cytat, z zacho­wa­niem ory­gi­nal­nej pisowni:

            (…)

- To są kap­cie, dziec­ko, cie­płe kapcie.

- Po co ci te kap­cie? Nie masz butów? – chło­piec roz­glą­dał się po pokoju.

- Mam buty. O patrz, tam stoją.

- Cze­mu sto­ją? Cze­mu ich nie masz na nogach?

- Zało­żę, kie­dy będę wychodzić.

- Ale dla­cze­go je zdjęłaś?

- Zdję­łam, bo już dzi­siaj nigdzie nie pójdę.

(…)

Kap­cie” – Karo­li­na Łucja Kozioł – “Zamknię­ta w ogro­dzie wyobraźni”

 

Rozu­mie­cie do cze­go zmierzam?

 

Ope­ro­wa­nie samym dia­lo­giem jest nie­bez­piecz­ne i wyma­ga nie lada umie­jęt­no­ści, by nie stra­cić uwa­gi czy­tel­ni­ka. Moją uwa­gę nie­ste­ty stra­ci­ła, bo lecia­łam przez tekst machi­nal­nie, nie wie­dząc o czym czy­tam. Mimo względ­nie real­nej dys­ku­sji zabra­kło mi tam kon­flik­tu, mocy, cze­goś hip­no­ty­zu­ją­ce­go. Aku­rat przy tej czę­ści odnio­słam wra­że­nie, że Karo­li­na pisa­ła ją, byle­by zapeł­nić stro­ny do tomiku.

 

I w sumie to wszyst­ko, co mogła­bym powie­dzieć o tej pozy­cji. Pozo­sta­wi­ła u mnie pozy­tyw­ny ślad, roz­bu­dzi­ła cie­ka­wość i spra­wi­ła, że z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na wię­cej. Ale wię­cej tek­stów napi­sa­nych w spo­sób tra­dy­cyj­ny, nie wier­szem, ani dialogiem.

Podsumowanie…

A na koniec takie małe pod­su­mo­wa­nie bohaterów….

Hra­bi­na i Wituś są uro­czą parą. Kla­ra ma w sobie praw­dzi­wą moc wyobraź­ni. Malec jest cie­kaw­ski jak na jego wiek przy­sta­ło, a jego dziad­ko­wie cier­pli­wi do bólu :).

Naj­lep­szy ze wszyst­kich jest śli­mak Ste­fan. Zdo­był moje serce! 🙂

 

Karo­li­no, cze­kam na więcej!

I wybacz, że Ty musia­łaś cze­kać tak dłu­go na mnie.

 

KSIĄŻ­KĘ MOŻE­CIE NABYĆ TUTAJ: KLIK!

 

Do następ­ne­go!

 

Zamknię­ta w ogro­dzie wyobraź­ni – Karo­li­na Ł. Kozioł

2 thoughts on “Zamknięta w ogrodzie wyobraźni – Karolina Ł. Kozioł

  • 7 czerwca 2018 at 20:40
    Permalink

    Mał­go­rza­to, dzię­ku­ję za miłe sło­wa, pięk­ne zdję­cia pod cyta­ty i wszyst­kie kry­tycz­ne uwagi.
    W Two­je ręce tra­fi­ła chy­ba ksią­żecz­ka z pierw­szej serii, z nie­wy­ła­pa­ny­mi lite­rów­ka­mi, nie­po­rad­nym skła­dem i alter­na­tyw­ną inter­punk­cją ( to moja sła­ba stro­na i o mało matu­ry przez to nie obla­ła bym ). Fak­tycz­nie się pospie­szy­łam. Ale, jak to mówią mądre kobie­ty: lep­sze zro­bio­ne z błę­dem niż per­fek­cyj­nie odkła­da­ne na świę­te­go nigdy 😉
    I w ogó­le nie rozu­miem dla­cze­go wszy­scy kocha­ją Stefana?!
    A na wię­cej będziesz musia­ła pocze­kać trosz­kę dłu­żej. Tym razem to musi być dopra­co­wa­ne we wszyst­kich szczegółach.
    .

    Reply
  • 7 czerwca 2018 at 21:10
    Permalink

    Pew­nie, lepiej zro­bić źle niż w ogó­le! Ja też jestem wyznaw­czy­nią alter­na­tyw­nej inter­punk­cji. Jestem na wojen­nej ścież­ce z prze­cin­ka­mi. I co?… i nic! Zaprzy­jaź­ni­łam się z korek­to­ra­mi! Prze­mi­łi ludzie!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *