Od podstawówki byłam przeciwniczką studiów, choć zawsze podziwiałam ludzi, którzy się na nie decydują. Nie widziałam w nich potencjału. Od kilku miesięcy zmieniłam zdanie, zobaczyłam, że studia mogą rozwijać, to nie tylko papier, który nie jest nam do niczego potrzebny.
Ci, którzy dobrze mnie znają wiedzą, że nie lubię się zatrzymywać. Hasło: „to niemożliwe” dla mnie nie istnieje. Uważam, że to kwestia czasu i odnalezienia odpowiedniego sposobu, żeby osiągnąć to, co dla innych jest niemożliwe. Wielokrotnie słyszałam, że nie dam rady wydać książki: do dzisiaj wydałam dwie i planuję kolejne. Dla mnie to kwestia czasu – czasami potrzebuję go więcej na zregenerowanie sił. Właśnie to podejście sprawiło, że w pracy uzyskałam pewną renomę i szacunek: ludzie zwracają się do mnie z nietypowymi sprawami, bo wiedzą, że znajdę sposób na ich rozwiązanie.
Nie spodziewałam się, że na studiach spotkam podobnych sobie ludzi. Jednym z nich jest mój wykładowca, który na ostatnich zajęciach mnie zainspirował. Zainspirował mnie przede wszystkim do zmian, bo tak jak powiedział: „Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”. I to podejście uważam za słuszne. Codziennie zmagamy się z nieznanym, zbieramy doświadczenia, podejmujemy trudne decyzje i i dostosowujemy się do rzeczywistości, chociaż nie zmienimy się całkowicie, bo genów nie oszukamy. Ciekawe jest to, jak bardzo w życiu potrzebowałam takich ludzi wokół siebie.
Prawda…
Ostatnio miałam przestój, poważny przestój, coś w stylu zagubienia własnej tożsamości. Nie wiedziałam czego naprawdę pragnę. Dopiero rozmowa (o ile tak można nazwać ochrzan) z kolegą z pracy – również artystą – pokazała mi, jak bardzo wątpię w siebie. Jak szybko wycofuję się z czegoś, co niegdyś uważałam za ważne. Jedno potknięcie i się wycofałam, po prostu schowałam się w skorupkę, byłam ślimakiem, który boi się wszystkiego, co jest od niego większe.
Dwa dni później usłyszałam zdanie, którym zatytułowałam wpis blogowy. Szukamy potencjału poza nami. Zaczęłam nad tym rozmyślać. Przecież to takie proste! To takie banalne i oczywiste! Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegałam? Porównywanie siebie z innymi czy szukanie cennych wskazówek u innych artystów sprawiło, że jeszcze bardziej schowałam się w skorupkę. Szukałam dowodów na to, że się nie nadaje, zamiast skupić się na tym, co aktualnie osiągam i jak mogę to wykorzystać na swoją korzyść.
Poszukiwania…
Poszukałam odpowiedzi: co jest we mnie? Co mogę zaoferować innym, żeby wyszło po mojemu? Gdzie jest moja naturalność? Podpatrywanie rzeczy od innych jest cennym narzędziem, dopóki nas to nie wstrzymuje. Dla mnie bardzo często takie podpatrywanie kończyło się przemyśleniami, miałam plan, ale nigdy go nie realizowałam – wszystko zostawało w chmurze. Bałam się, że wyjdzie za mało perfekcyjnie, za mało „po mojemu” i… rezygnowałam. Wolałam się poddać, niż próbować. Próbować tak na 100%, w zgodzie ze sobą.
Wnioski…
Chciałabym nadrobić stracony czas, ale wiem, że to niemożliwe. Natomiast wiem, że mogę spróbować na nowo. Ruszyć zaległe projekty i plany z chmury wdrożyć w życie. Zaczęłam kilka dni temu, buduję mini-prezenty na zapis do newslettera, szukam tematów na wpisy blogowe, żeby rozruszać stronę, redaguje dawne opowiadania, żeby pojawiły się na wattpadzie. Zastanawiam się też nad innymi formami, ale takimi, które są w tym czasie dla mnie osiągalne.
Muszę odnaleźć ten słynny potencjał. Wam też to polecam. Czasami tracimy energię na coś, co nie jest nam pisane, co nie do końca odpowiada naszemu wnętrzu i wtedy przy pierwszej porażce się poddajemy. Od tygodnia skupiam się na sobie, nie w sensie egocentrycznym czy narcystycznym, po prostu szukam drogi, z którą się identyfikuje, w której się odnajduję. Jest to dla mnie nowość i ma swoje skutki w życiu prywatnym. Nagle potrafię odważnie wskazać gdzie są moje limity, co potrafię znieść, a co jest dla mnie nie do zaakceptowania. Mówię o tym głośno, już się nie boję – trzeba zadbać o wewnętrzny spokój i zapewnić sobie szansę na szczęście. Bez względu na to, jak w danej chwili może nas to boleć.
Podsumowanie…
Wiem jedno na pewno: jesteśmy ludźmi i potrafimy się dostosowywać. Wystarczy, że będziemy żyć w zgodzie ze sobą – będę to powtarzać tyle razy ile się da. Tak, jak wierzę, że działanie przybliża nas do celu, tak też wierzę, że poznanie siebie jest kluczowe w rozwoju. Potencjał jest w każdym z nas. Nie dajmy się rozpraszać przez bodźce z zewnątrz. Nie zakłócajmy wewnętrznego głosu.
I domyślam się, że ten wpis może brzmieć jak motywacyjny bełkot coacha. Nic na to nie poradzę. Po prostu poczułam potrzebę się wygadać. Jeśli wy również czujecie potrzebę wyrzucenia z siebie swoich bolączek lub przemyśleń zawsze możecie do mnie napisać. Najlepiej na maila, bo tam istnieje największa szansa, że wasza wiadomość się nie zgubi.
Trzymam kciuki za wasze życie.
I za swoje również.
Do następnego!!!

