W pracy milion pytań. Jak po świętach? Co przyniósł gwiazdor? Jakie plany na Sylwestra? Przewijały się życzenia. Te szczere i mniej szczere. A co ja o tym wszystkim tak naprawdę myślę?
Odwzajemniałam ich uśmiechy, ponieważ w ten sposób jest łatwiej. Na pytania odpowiadałam zdawkowo, odwracałam kota ogonem i skupiałam się na innych. Po prostu wierzę, że święta mają moc dla dzieci, które czekają na pierwszą gwiazdkę, na prezenty, na słodycze. Dla dorosłych ten czas jest przepełniony obowiązkami i wydatkami.
W trakcie świąt spotkało mnie więcej smutków i rozczarowań, niż radości. Od rana do wieczora na nogach. Tu ogarnąć, tam zrobić zakupy w sklepie przepełnionym tłumem, tam pojechać, tam ugotować. Człowiek żyje w znacznie wyższym tempie i stresie, niż zazwyczaj, a ostatecznie kończy się to…
Chaosem, a nie spokojem. Rodzina się zjeżdża, przyjeżdżają dzieci, rozpakowują prezenty, piszczą i hałasują. Samochodziki na baterię buczą, lalki się śmieją i płaczą. Nie ma miejsca na odpoczynek, bo tu trzeba zrobić kawę, tam donieść ciasta, tu pozmywać i nim się obejrzysz leżysz w łóżku o jedenastej i czekasz, żeby wyjść na pasterkę.
Święta kojarzą mi się przede wszystkim z energią, której ciągle mi brakuje. Zwiastuje nadejście nowego roku, tego plus jeden do wieku. Sprawia, że wpadam w melancholijny nastrój. Analizuje cały rok. Myślę, co mogłam zrobić inaczej, co zrobiłam dobrze. Co osiągnęłam? Ile wskórałam? Jak bardzo się zmieniłam? Czy zrobiłam wystarczająco dużo, aby rozwinąć swoje skrzydła?
Dla mnie te święta to nie lampki na oknie, bogata choinka, stroiki, czy biel bałwanków i śniegowych postaci na oknach. To przede wszystkim budzące się uczucia, które na co dzień zostawiam za sobą.
Nowy rok nadchodzi wielkimi krokami. Oczywiście, jak to w życiu bywa, plany w ostatniej chwili u mnie się zmieniają. Planuję niesamowitą przygodę, a ląduję na bezludnej wyspie. Wiem, trzeba w życiu przygotowywać się również na przykrości i modyfikować życie według nowych zasad. Tylko w niektórych momentach potrzebuję odsapnąć, popłakać, czy przespać smutki. Wciąż marzę, aby pewnego dnia odmienić swój los i wysłać tę pechową gwiazdę, pod którą się urodziłam, w kosmos.
Takie właśnie myśli przynosi mi ten uroczy czas.
Poza tym nie lubię planować. A nowy rok to początek postanowień. Ludzie będą się chwalić zdjęciami z siłowni, przejdą na dietę, będą opowiadać o przełamywaniu własnych barier i do końca stycznia całkowicie o nich zapomną. Fejsbook odnotuje wzrost fałszu.
Świętowanie Nowego Roku po prostu jest dla mnie niezrozumiałe.
I wiem, sama napisałam wyżej, że planowałam Sylwestra. I tak było, ale nie planowałam go z powodu chlania, zabawy, czy fajerwerków. Planowałam wyjechać, by spędzić ten czas z ludźmi, których lubię, szanuję i z którymi mam ochotę napełnić swój garnuszek dobrych wspomnień. Nie wyszło, to prawda, ale jeden dzień to nie koniec życia. Faktycznie, taka okazja może się więcej nie powtórzyć, jednak nie mamy na to wpływu.
Nikt nie ma.
To jeden z najszczerszych postów, jakie się tutaj pojawiły. Może i ostatni.
Bądźcie dobrych myśli i zmieniajcie nastawienie. Szanujcie innych, w końcu nie dla wszystkich Święta i Sylwester muszą wyglądać, jak w telewizji.
I tak, wcześniej notka była optymistyczna, bo oczami dziecka świat jest piękniejszy.
Do następnego postu.







Mnie też święta nie kojarzą się najlepiej. w tym roku zrezygnowaliśmy z jednej wizyty, żeby mieć więcej czasu dla siebie. Blaskiem choinki się cieszę już po świętach, a najpiękniejszy dla mnie dzień w tym okresie, to od kilku lat 1. stycznia, kiedy spędzam 12 godzin przy radiu słuchając Topu Wszech Czasów w “Trójce” 😀