
Spotykam się z dwoma przeświadczeniami o pierwszej wersji manuskryptu. Albo pisarze traktują go jako świętość, albo jako grafomanie. A co ja myślę o tych nieszczęsnych manuskryptach?
Kilkanaście dni temu rozmawiałam z początkującą pisarką, która zablokowała się przy pisaniu manuskryptu przez własny strach i niską samoocenę. Opowiedziała mi o tym, jak teksty innych pisarzy jej się podobają. Zbudowane zdania, akcje, dłuższe sceny, lub intrygujące wątki, są lepsze od jej pisaniny.
Zaczęłam się zastanawiać: ilu początkujących pisarzy łapie się na takie rzeczy?

PISZESZ LEPIEJ ODE MNIE!
Wiecie, to trochę tak, jak obserwujecie idealne, wystylizowane życie znajomych na fejsie. Czytacie cudzy, opublikowany tekst po redakcji, korekcie, dziesięciu wersjach i dwóch kompleksowych renowacjach i myślicie: Czemu ja tak nie piszę? Przez to się blokujecie, bo nie widzicie sensu w pisaniu. Pojawią się argumenty: Nigdy nie napiszę niczego tak samo (lub lepiej) jak ona czy on.
W tamtym momencie, żeby spróbować rozruszać pisarski umysł dziewczyny, z którą rozmawiałam (zaznaczam, że jest mi bliska i jej ufam) wysłałam do niej mój pierwszy, wstyd to nazwać manuskryptem!, szkic powieści fantastycznej, nad którą aktualnie pracuję. Przepisuję ją z wcześniej stworzonego scenariusza (później opowiem dlaczego tak, a nie inaczej), więc idzie mi całkiem dobrze. Wysłałam jej około dwudziestu stron i kazałam to przejrzeć. Tak, kazałam jej to tylko przejrzeć, nie się wczytywać.

Po kilku minutach otrzymałam odpowiedź: dobra, rozumiem o czym mówisz, to trochę tak, jakbyś tego nie pisała. I tak, właściwie tak się dzieje z pierwszymi wersjami naszych powieści, bywają niedopracowane, zdania są nijakie, często z błędami, a nasze postaci blade. Zdarza się, że walki są opisane pobieżnie, czasami nijak i bardzo nieskładnie. Można też odkryć masę błędów logicznych, lub urwanych wątków. Przynajmniej w moim przypadku tak to wygląda, bo te pierwsze wersje, czyli ta pisanina prosto z głowy i serca, odbywa się na innych (uproszczonych) zasadach.
Nie myślę jak piszę, myślę co chcę napisać.
Taka prawda.
Pierwsze wersje powieści to brudnopisy, których używamy jako bazę do pracy nad kolejnymi wersjami. To nie sacrum, to chaos po wybuchu bomby atomowej.

WYRZUĆ SWOJĄ POWIEŚĆ!
Na początku swojej drogi, całkiem na początku, nie brałam tych słów na poważnie. Myślałam, że ludzie, którzy mówią w ten sposób wciskają mi kit. No bo jak to? Piszę książkę przez x miesięcy i nagle pojawia się osoba, która mówi: PRZEPISUJ JĄ OD NOWA, albo WYRZUĆ JĄ DO ŚMIETNIKA I ZACZNIJ JESZCZE RAZ. Śmiać mi się chciało, ale w tamtym czasie nie dojrzałam do pisania, do tego jaka ciężka praca się za tym kryje.
I nie piszę tego po to, aby się wywyższyć. Przede mną jeszcze tysiące mil do pokonania, żeby pisać lepiej, ubić warsztat pisarski, konstruować ciekawiej fabuły i tworzyć intrygujących bohaterów. Piszę to, ponieważ chcę przekazać, że podczas pisania pierwszych wersji książek nie oglądajcie się za siebie, tylko piszcie. Nawet jeżeli w środku skręci wam opowieść na inne tory, zostawcie to, tym zajmiecie się po zapisaniu ostatniego zdania.

Także, jeśli łapią cię wątpliwości podczas pisania i dołujesz się, że nie piszesz w taki sposób jak inni – odłóż czytanie na czas tworzenia, zajmij się sobą, twoim manuskryptem, zapomnij o innych. Czas na dopracowywanie tekstu jeszcze przyjdzie, sporo walki przed tobą.
Do następnego!!!

