Święta – wspomnień czar

Świę­ta już są. Jesz­cze tydzień temu nie czu­łam tej magii, ale dzi­siaj, w ten wyjąt­ko­wy dzień, jest ina­czej. Nie dość, że czu­ję radość z chwi­li obec­nej, to jesz­cze odwie­dzi­ły mnie wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa. 

 

Pierw­sze wspo­mnie­nie z okre­su Świąt Boże­go Naro­dze­nia, oprócz pre­zen­tów oczy­wi­ście, jestem ja sie­dzą­ca za cho­in­ką. Pamię­tam, że wie­czo­ra­mi cho­wa­łam się za cho­in­ką z zeszy­tem i dłu­go­pi­sem. Opie­ra­łam się o ścia­nę, sku­lo­na w kącie, i zapi­sy­wa­łam kart­ki. Nie pamię­tam dokład­nie czym. Pew­nie sła­by­mi opo­wia­da­nia­mi, może pro­wa­dzi­łam dzien­nik, albo dziw­ne zapi­ski. Wiem, że już wte­dy poja­wi­ła się we mnie chęć do pisa­nia. Szcze­gól­nie, gdy ota­cza­ły mnie miga­ją­ce świa­teł­ka i blask bom­bek.

 

Dru­gim wspo­mnie­niem jest śnieg. Pamię­tam, że koło połu­dnia, kie­dy mat­ka krzą­ta­ła się po kuch­ni, szli­śmy z rodzeń­stwem i ojcem na san­ki. Wte­dy mia­łam san­ki sku­te­ro­we spro­wa­dzo­ne z Nie­miec. Z kie­row­ni­cą i hamul­cem. Pamię­tam też woj­ny na śnież­ki, dłu­gie mroź­ne spa­ce­ry. I raj­sto­py, gru­be baweł­nia­ne raj­sto­py w pięk­ne wzo­ry. Pamię­tam, jak wra­ca­łam do domu cała mokra i zmar­z­nię­ta, a mat­ka robi­ła nam gorą­ce kakao. W domu pach­nia­ło cia­stem oraz barsz­czem.

Trze­cie wspo­mnie­nie, chy­ba naj­bar­dziej wyraź­ne, bo do teraz przez nas kul­ty­wo­wa­ne, to oglą­da­nie witryn skle­po­wych w wie­czor­nych godzi­nach. Po kola­cji wycho­dzi­li­śmy na spa­cer, aby roz­bu­jać peł­ne żołąd­ki, oglą­da­li­śmy wysta­wy za okna­mi i podzi­wia­li­śmy świa­teł­ka. Cza­sem oglą­da­li­śmy tak­że wysta­wy w domo­wych oknach. Nie­któ­rzy sta­wia­li na para­pe­cie prze­pięk­ne rze­czy!

 

Czwar­te i ostat­nie już wspo­mnie­nie, z któ­rym się z wami podzie­lę to paster­ka. Jako dziec­ko nie­czę­sto wycho­dzi­łam po 22:00 z domu. Nato­miast tego dnia, w Wigi­lię, uwiel­bia­łam o pół­no­cy iść na paster­kę. Kro­czyć po opu­sto­sza­łych uli­cach, oglą­dać śnieg, czuć ten mroź­ne powie­trze w płu­cach. Nawet wte­dy, kie­dy sta­ło się na dwo­rze przez całą mszę, bo nie było miej­sca w koście­le. To nie było istot­ne. Naj­waż­niej­szy był ten czas spę­dzo­ny z Bogiem o nie­ty­po­wej dla mnie godzi­nie.

Świę­ta jed­nak nie zawsze koja­rzy­ły mi się z miło­ścią, rodzi­ną i rado­ścią. Ist­niał też czas w moim życiu, gdzie na Świę­ta naj­chęt­niej wyje­cha­ła­bym na bez­lud­ną wyspę. Chcia­łam być sama, z dala od tej sztucz­nej rado­ści. Wią­za­ło się to z nie­któ­ry­mi prze­ży­cia­mi, któ­re teraz, po trzech latach, ode­szły w nie­pa­mięć. Ponow­nie uczę się czer­pać radość ze Świąt i każ­de­mu pole­cam to samo.

To waż­ne, aby w świę­ta być z rodzi­ną. Bez wzglę­du na wszyst­ko. I każ­de­mu tego życzę.

Bądź­cie z waszą rodzi­ną, czerp­cie jak naj­wię­cej rado­ści z chwi­li obec­nej, oka­zuj­cie miłość, jaką w sobie nosi­cie.

Życzę Wam rów­nież zdro­wia, bo ono jest bar­dzo istot­ne. Dobre­go jedze­nia bez tycia i bólu żołąd­ka. Faj­nych pre­zen­tów pod cho­in­ką. Dobrych wspo­mnień i pozy­tyw­nej ener­gii, któ­ra nała­du­je Was na następ­ny rok.

 

Dla towa­rzy­szy pió­ra życzę dodat­ko­wo wytrwa­ło­ści, nie­skoń­czo­nej moty­wa­cji i małej ilo­ści popra­wek. Oby wasze tek­sty przy­pra­wia­ły czy­tel­ni­ków o gęsią skór­kę, dawa­ły im emo­cje, któ­rych szu­ka­ją, oraz spę­dza­ły im sen z powiek. Nie pod­da­waj­cie się. Życie nie zawsze jest pro­ste, ale jest tego war­te.

 

Do następ­ne­go wpi­su!

Świę­ta – wspo­mnień czar
Tagged on:                         

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *