
Ostatni post, który napisałam na stronę był w zeszłym roku, w wakacje. Wstyd mi za siebie, tym bardziej, że miałam wielkie plany i zaczęłam ich realizację. Znowu dopadło mnie życie, albo po prostu… wymówki? Zobacz jakie zmiany zaszły w moim życiu.
Było ich wiele… Nie tylko w życiu zawodowym, ale również w prywatnym. To sprawiło, że porwana w wir nowości musiałam odnaleźć w chaosie spokój. Nie jestem kobietą, która lubi siedzieć w miejscu, chociaż równocześnie nie jestem kobietą, która łatwo radzi sobie ze zmianami. Na większość rzeczy (szczególnie poważnych) potrzebuję więcej czasu.
Jakie zmiany w życiu nadeszły?
We wrześniu rozpoczął się Armagedon – wszystko wywróciło się do góry nogami. Zmieniłam pracę, najpierw jedną, w styczniu kolejną: każda ta zmiana ciągnęła za sobą szereg wyzwań, którym chcąc nie chcąc musiałam sprostać. Tym razem myślę, że znalazłam swoje miejsce i chciałabym zostać tam na dłużej. Jestem wśród fajnych ludzi, uczę się nowych rzeczy, no i… mam szansę na rozwój. W poprzedniej pracy osiągnęłam najwyższy szczebel, stąd czułam pewien niedosyt. Uwielbiam się rozwijać, to poprawia mi humor.
W życiu prywatnym zmieniło się tyle, że podjęliśmy decyzję: „zamieszkajmy razem” (nie jest to ta sama historia). O ile było to nieco szalone, o tyle była to najlepsza decyzja jaką kiedykolwiek mogłam podjąć. Jestem szczęśliwa, urządziłam się w nowym miejscu i co najważniejsze – odnalazłam się w nim. To zajęło mi najwięcej czasu, bo jednak musiałam przenieść swoją „oazę spokoju” z jednego miasta do drugiego. Musiałam poznać ulice, zaznajomić się ze sklepami i ogólnym otoczeniem (mieszkam teraz przy lesie, dlatego jestem szczęśliwa!). W tym przypadku bardzo dużo mojego wolnego czasu zajmowała proza życia – przeprowadzka, urządzanie, remonty itp. Musiałam się też na nowo nauczyć żyć z drugim człowiekiem, a to, po tak długiej przerwie, nie było łatwe. Moje poczucie niezależności ucierpiało, chociaż wyszło mi to na dobre. Teraz, jak już bardziej osiadłam zobaczyłam jak bardzo ten spokój był mi potrzebny.
Ciekawostka…
W ostatnim czasie zrobiłam sobie podsumowanie. Niedługo kończę trzydzieści lat (nadal uważam się za młodą) i chciałam zobaczyć, czy wszystkie cele, które wyznaczyłam do zrealizowania zostały spełnione. Wiecie jaka jest odpowiedź? Udało mi się osiągnąć wszystko, co sobie założyłam. Nie przyszło to łatwo, niektóre ścieżki zajęły lata, jednak wszystkie cele „przed ukończeniem trzydziestki” zostały zrealizowane pomyślnie. Zaczynam myśleć nad kolejnymi, nie muszą być łatwe, ważne, żebym nad sobą pracowała.
Wiesz, znam ludzi, którzy o zmianach mówią. Żyją marzeniami, ciągle powtarzają, że coś w swoim życiu zmienią, a potem… a potem nie są w stanie zaryzykować. Mówią o zmianach, zmian nie wprowadzają. Nie chcę być kimś takim. Przyznaję, ostatnio moja kariera pisarska została zawieszona – niezmiernie żałuję – ale nie jest to coś, do czego nie mogę wrócić. Wiem, że musiałam zbudować nowe fundamenty, osiągnąć pewien stopień spokoju, żeby na nowo wrócić do swoich bohaterów. Jestem coraz bliżej celu, nie spieszę się, bo nie chcę nic robić na siłę i tracić na jakości. A nad jakością chcę jeszcze popracować.
Tak minęły mi ostatnie tygodnie… Ciężka praca, mierzenie się ze zmianami, przyjmowanie nowości. A jak minął Twój czas? Przeczytałeś coś ciekawego? Osiągnąłeś jakiś cel (niekoniecznie noworoczny, nie chodzi tu o podsumowanie kwartału)? Jeśli masz ochotę napisz do mnie. Chętnie poczytam, jak mija Tobie czas.
Do następnego!!!

