Cześć, jestem Gosia!
Pozwolisz, że opowiem o sobie?
Jak się to wszystko zaczęło?
Banalnie. Wymyślanie bajek w dzieciństwie, wyrwane z kontekstu opowieści, tony zapisanych kartek.
Brzmi znajomo?
Pamiętasz, tak jak ja ból ręki i palców od długopisu?
Późne wieczory, kiedy wiesz, że powinieneś iść spać, bo jutro do szkoły?
Niezdolność zaśnięcia, bo opowieści nie chciały dać za wygraną i kotłowały się do samego rana?
Czy ja mówiłam, że zaczęło się banalnie?
W końcu każdy zaczynał podobnie. Jednak niektórzy zeszli z tej drogi, a ja nie. Dlaczego? Wiele razy się nad tym zastanawiałam. Zadawałam sobie pytania: czy mam szansę przestać pisać? Czy mi się to nie znudzi? Odpowiedź zawsze pozostawała ta sama.
Nie, nie zrezygnuję z pisania. Nawet apokalipsa nie powstrzymałaby mnie od opowiadania historii.
Kiedyś usłyszałam od mądrej babci, którą poznałam na wolontariacie te słowa: „Nie martw się o swoją drogę, bo ona znajdzie cię sama”.
I znalazła. Dlatego nie traktuję pisania jako spełnienia marzeń. To ulica, przez którą muszę przejść, aby być w życiu szczęśliwą. Pamiętasz, co mówiłam o apokalipsie? Nawet ona nie wygra. Chyba że nie przeżyję, ale wierzę w szczęśliwe zakończenia, bo… świat sprzyja ci tylko dzięki działaniu.
Od siedzenia w cieniu można zapomnieć, jak wygląda światło.
Dlaczego wzięłam się za kryminały?
Mogłabym powiedzieć, że od zawsze fascynowały mnie umysły morderców, szczególnie seryjnych. Mogłabym przekonywać, że dobry trup to dobry materiał na kryminał. Jednak to ludzie, ich historie i problemy najbardziej przyciągają moją uwagę. Kiedy w rodzinie pojawił się policjant, zaczęłam doceniać ich rolę. Dotarło do mnie, jak ich praca wpływa na psychikę.
Oczywiście, że próbowałam pisać w innych gatunkach. Każdy sprawdza, czy inne opowieści są dla niego. Ja również, ale żaden nie dawał mi takiej satysfakcji i frajdy ile pisanie powieści kryminalnych.
Ta mądra babcia miała rację. Kryminały same mnie odnalazły. Mój brat wybrał policję, ja kontakt ze zbrodnią, ale z innej perspektywy.
I tak trwam do dzisiaj.
