Wstęp będący zakończeniem – miniaturka

W nie­dzie­lę zmarł mój przy­ja­ciel z dzie­ciń­stwa. Zain­spi­ro­wa­na tymi smut­ny­mi wyda­rze­nia­mi musia­łam dać upust emo­cjom. W ten spo­sób powsta­ła ta minia­tur­ka.

 

Wokół pano­wa­ła cisza, nawet samo­cho­dy na uli­cy uci­chły zapar­ko­wa­ne na pobo­czach. Spo­ko­ju nie zakłó­cał żaden prze­cho­dzień, ani impre­zo­wicz. Mia­sto zda­wa­ło się usnąć, cho­ciaż przez pewien moment wyda­wa­ło mu się, że wca­le nie mil­czy, a nasłu­chu­je. Przy­glą­da się mu i wycze­ku­je w napię­ciu.

 

Czy na pewno tego chciał?

 

Nie zre­zy­gno­wał, mimo stra­chu, że coś może popsuć mu pla­ny. Ważył dzie­więć­dzie­siąt dwa kilo­gra­my. Czy dwie pacz­ki table­tek wystar­czą? Czy nie obu­dzi się zarzy­ga­ny z kacem moral­nym? Co wte­dy powie bli­skim? Zamkną go w psy­chia­try­ku?

 

Usiadł na fote­lu, obok sie­bie posta­wił dwie butel­ki piwa. Jed­ną otwo­rzył od razu, już wypił poło­wę. Teraz dopi­jał dru­gą. Dener­wo­wał się, wycią­gnię­cie table­tek z list­ków spra­wia­ło mu dużą trud­ność przez drże­nie rąk. I za nic nie mógł się opa­no­wać, choć zaci­skał zęby i pod­pie­rał łok­cie o blat sto­li­ka. W gar­dle, z każ­dym prze­łknię­ciem śli­ny, poja­wia­ło się zna­jo­me uczu­cie chło­du. Do oczu cisnę­ły się łzy.

 

Był męż­czy­zną, a jed­nak widział sie­bie ina­czej. Był isto­tą, bez płci, za to z baga­żem doświad­czeń i cier­pień. W gło­wie wciąż galo­po­wa­ły wspo­mnie­nia, prze­waż­nie te złe, i pro­ble­my, któ­rym nie umiał podo­łać.

 

Wysy­pał wszyst­kie tablet­ki na blat. Przy oka­zji zdą­żył wypić dru­gie piwo, więc musiał wstać do lodów­ki po trze­cie. Kie­dy ją otwo­rzył zoba­czył na dol­nej pół­ce jogur­ty córecz­ki. Uśmiech­nął się, gdyż przed ocza­mi poja­wi­ła się jej uśmiech­nię­ta buzia. Ruda­we wło­sy, szczer­ba­te zęby i pie­gi na bla­dej cerze. Przy­po­mniał sobie, jak się zawsty­dza przy nie­zna­jo­mych i cho­wa za nim, ści­ska­jąc w rącz­kach jego spodnie. Przez pewien moment zda­wał się sły­szeć jej śmiech, kie­dy wygłu­pia­li się w par­ku i bie­ga­li z lataw­cem, któ­ry co rusz spa­dał na tra­wę.

 

Zatrzy­mał dłoń na szyj­ce piwa. A może jesz­cze jest szan­sa? Może jest ktoś kto się nim przej­mie? Kto go zro­zu­mie? Nim się zaopie­ku­je?

 

Czy popełniał błąd?

 

Trza­snął drzwia­mi od lodów­ki, aż szkla­ne sło­iki obi­ły się o sie­bie z brzdę­kiem. Otwo­rzył piwo zęba­mi i wró­cił na fotel w salo­nie. Chwy­cił pilot i chciał włą­czyć tele­wi­zor, poszu­kać cze­goś do pooglą­da­nia, jak co dzień przed snem. Opa­mię­tał się jed­nak przed wci­śnię­ciem guzi­ka, a pilot wyrzu­cił za ple­cy.

 

Przez moment zasta­na­wiał się nad napi­sa­niem listu. Zosta­wie­niem infor­ma­cji, któ­ra mogła­by przy­bli­żyć innym jego decy­zje. Ale co miał­by napi­sać? Kocham was, ale zawio­dłem? Nie potra­fi­łem odna­leźć się w tym świe­cie, nagle przy­gniótł mnie głaz i roz­trza­skał wszyst­kie nadzie­je, uczu­cia, pra­gnie­nia? Zosta­łem poko­na­ny? Kil­ka razy zaczy­nał taki list, lecz szyb­ko go pory­wał i wrzu­cał do śmiet­ni­ka. Nie było słów, któ­re mogły­by prze­ka­zać jego ból i zmniej­szyć cier­pie­nie bli­skich po jego odna­le­zie­niu.

 

Zresz­tą nie był poetą. Rzad­ko pisy­wał smsy. Wolał roz­ma­wiać. Spoj­rzał na zega­rek i na tablet­ki. Może zdą­żył­by nagrać kil­ka słów dla cór­ki? W sumie nie pognie­wał­by się, gdy­by odsłu­cha­ła to za kil­ka lat, naj­le­piej na osiem­nast­kę. Powin­na wie­dzieć, że ojciec nie zosta­wił jej z powo­du kapry­su.

 

Ale co tu powiedzieć?
Czy to faktycznie nie kaprys?

 

Nigdy w życiu nie czuł się tak samot­ny. Zro­zu­miał, że jego świat upadł, nie ma już dla nie­go miej­sca wśród żywych.

 

Może odrodzi się w innym ciele?

 

Wziął do gar­ści tablet­ki, zaczął je wkła­dać do ust i popi­jać piwem. Nie umiał poły­kać wię­cej niż dwóch, więc połknię­cie wszyst­kich tro­chę mu zaję­ło. Na sam koniec dopił piwo i usiadł wygod­nie w fote­lu.

 

Poło­żył ręce na opar­cia. Wzrok wpa­trzył za okno.

 

Uśmiech­nął się. Przy­po­mniał sobie ostat­nią wyciecz­kę z żoną i cór­ką. Poje­cha­li nad morze. Nie prze­szka­dzał im deszcz, ani mróz. Usie­dli na pia­sku, budo­wa­li zam­ki, bie­ga­li bli­sko wody. Śmia­li się. Cie­szy­li wła­sną obec­no­ścią.

Ich życie przypominało bajkę.

 

Baj­kę pisa­ną przez pisa­rza, któ­ry po noc­nych prze­my­śle­niach posta­no­wił wyrzu­cić kart­ki powie­ści. Nie­za­do­wo­lo­ny, skru­szo­ny i znie­sma­czo­ny otwo­rzył nowy plik tek­sto­wy i zaczął pisać pierw­sze aka­pi­ty do hor­ro­ru, dla nie­go nie­za­po­mnia­ne­go.

 

Chciał wymyślić tytuł, jednak nie zdążył.
Zmarł na zawał.
Wstęp będą­cy zakoń­cze­niem – minia­tur­ka
Tagged on:                                 

2 thoughts on “Wstęp będący zakończeniem – miniaturka

  • 13 października 2018 at 23:33
    Permalink

    Bar­dzo smut­ne. Tak smut­ne, że sło­wa komen­ta­rza ucie­ka­ją.
    Co moż­na powie­dzieć wobec ostat­nie­go aktu samo­bój­cy?
    W każ­dym razie dobrze napi­sa­ne.

    Reply
    • 14 października 2018 at 07:30
      Permalink

      Dzię­ku­ję Aniu. Wola­ła­bym, aby ludzie nie popeł­nia­li samo­bójstw. Szko­da życia. Ale cza­sa­mi nic powie­dzieć się nie da 🙁

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *