
Uwielbiam postać Jokera. Nigdy tego nie ukrywałam, bo właśnie po nim mój pies otrzymał „imię”. Od razu, gdy zobaczyłam młodego Staffika na zdjęciu wiedziałam, że to właśnie on musi wejść do mojej rodziny i wiedziałam, jak będzie się wabił.
Po tych czterech latach tego żałuję, bo zrobił się z niego psychopata na czterech łapach, choć do mordercy mu daleko. 🙂 Mimo upływu lat wciąż myśli, że zęby są przeznaczone tylko do jedzenia, chociaż w obronie własnej by ugryzł. No, w Sylwestra 2018 mieliśmy małe spięcie z wilczurem, pokazał co potrafi. Ostatecznie to ja zostałam pokrzywdzona, i to nie aż tak bardzo, więc historia zakończyła się happy endem. Chociaż myślałam sobie: Dlaczego zawsze mnie to spotyka?
No, ale do rzeczy, bo zaraz zacznę wam przytaczać historię mojego życia, a wbrew pozorom jest bardzo kolorowa i wielokrotnie burzliwa. Czuję się jak taki statek, który płynie dookoła świata. Poddaję się temu, co ma mi do zaoferowania ocean.
Dobra, dobra, Gocha… Ogarnij się!
No, już się ogarniam!

W październiku byłam z kuzynką na Jokerze, musiałam na niego pójść do kina, bo tak jak wcześniej wspomniałam fascynuje mnie jego postać. Szczególnie to, w jaki sposób podchodzi do życia. I chociaż jest to negatywna postać, po stronie zła, nie brakuje w niej intrygujących cech, z których warto korzystać. I właśnie dlatego chciałam poznać historię samego Jokera, którą otrzymaliśmy dzięki DC i Warner Bros.
Muszę się przyznać, że ostatecznie film mnie znudził. Na samym końcu otrzymałam wrażenia, których właściwie spodziewałam się otrzymać w filmie na samym początku. Przecież Joker to psychopata, który morduje z zimną krwią, prawda? Więc dlaczego daje się okładać? Dlaczego scenarzysta daje nam taką dawkę nudnych scen? No przestańcie… Chciałam tego prawdziwego Jokera!
I tutaj zaczęłam myśleć o moim pisaniu. Tak, tak, właśnie tak działa moja głowa. Kiedy oglądam nudnawy film, to się po prostu wyłączam. I wiem, doskonale wiem, że w filmie chodziło o psychikę, o ten rozwój bohatera, skąd się wziął i w jaki sposób powstał. Chodziło o jego uczłowieczenie, bo przecież nikt nie narodził się zły, prawda? I pod tym względem Joker został stworzony po mistrzowsku. To, w jaki sposób ukazano jego postać, zaznaczono wady, pokazano zalety, podkreślono tło społeczne: bajka.

Ale ja nie tego szukałam w tej opowieści, tego też nie przedstawiam nad wyraz u siebie. Zawsze staram się rozwijać postacie, gdzieś tam w mojej głowie są przedstawieni znacznie lepiej, niż w książce, bo w przeciwieństwie do Jokera, który otrzymał ponad dwie godziny filmu, nie umiem tyle poświęcić swoim postaciom, aby nie zanudzić czytelnika. Zawsze wplatam akcje, staram się pokazywać ich poprzez czyny, i chociaż Joker też działał, to zabrakło napięcia. Zabrakło tych emocji, które sprawiłyby, że patrzyłabym w ekran z wypiekami na twarzy.
I to mnie znudziło. Może byłam złym widzem? Chociaż jak patrzę na filmweb, to w rubryce gatunki czytam: dramat, kryminał, akcja. No to jednak klops…
Wyniosłam z tego lekcję dla siebie. Wiem, że podążam dobrą drogą, chociaż jeszcze wiele przede mną. Myślę, że z każdą książką będzie coraz lepiej i lepiej. Ale zawsze, w każdej powieści jaką napiszę, nawet jeśli byłby to romans: będzie akcja. Brak napięcia, to brak zaskoczenia, w rezultacie prawdziwe znudzenie. Ja zanudziłam się na Jokerze, chociaż uwielbiam tę postać i liczę, że druga część, o ile takowa powstanie, może mieć większy potencjał.

Z takim poczuciem działam dalej. Chcę wam dać jeszcze więcej rozrywki, pewnych emocji, których nie doświadczycie u kogoś innego. I nie przeszkadza mi, że w niektórych przypadkach zanikają pewne założenia względem postaci. Jako autor muszę nauczyć się ustępować, bo w pewnym momencie kontrolę nad powieścią przejmują bohaterowie. A oni już wiedzą co robić, znam ich bardzo dobrze, więc mogę im zaufać.
No nic… Pomarudziłam trochę, a teraz lecę dalej popisać.
Może uda się stworzyć coś nowego?
Kto wie… Kto wie…
Do następnego!


Myślę, że dobrze sobie radzisz, jako pisarka. Pamiętaj, by nie tworzyć masowych ekspozycji, scen-zapychaczy, używaj obrazowych opisów, co pobudzają wyobraźnię (pod tym względem uwielbiam Tess Gerritsen). Ale myślę, że ty to wiesz. 😀
Czekam na “Klucznika”.
No powiem Ci, że zamierzałam się do powieści Tess, ale jakoś nie mogłam się zdecydować. Bo wiesz, czasami wychodzi tak, że książki jest wszędzie pełno ze względu na dobry marketing, a potem chwytam do ręki i klops… książka nie dla mnie. Ale dziękuję za zmotywowanie mnie do jej książek, bardzo chętnie zobaczę te opisy. Może znowu czegoś ciekawego się nauczę? Dobrych tekstów nigdy za wiele :).
Co do reszty, to powiem Ci, że porady są fajne i cenne, chociaż z tymi zapychaczami, to też nie jest łatwe. Znaleźć odpowiedni balans, to czasami nie lada wyzwanie. Niekiedy takie sceny są potrzebne, aby lepiej poznać bohatera, bo jak tego nie zrobisz znajdzie się ktoś z pochodnią, co będzie krzyczał, że postaci są słabe i papierowe :D. Ale wiadomo, każda scena ma posuwać akcję do przodu, więc zawsze musi zostać napisana z sensem, więc… To ciężkie zadanie :D!
Bardzo dziękuję za dodanie mi otuchy i porady. Są naprawdę baaaardzooo dobre!
Pozdrawiam serdecznie!
Ps. Sama czekam na Klucznika 😀 😀 :D. Dzisiaj odebrałam plik z drugą redakcją, więc bitwę o Szadego dalej prowadzę :).
Ja wiem, wiem, w końcu sama przymierzam się dopisania. 😀 To prawda, trzeba umieć znaleźć balans, a to nie łatwe. 😉
Życzę powodzenia w redagowaniu książki! ❤