Dpp #8 Uciekające postaci

Ostat­ni­mi cza­sy zma­gam się z pro­ble­mem ucie­ka­ją­cych posta­ci – dosłow­nie. Im lepiej ich znam, tym bar­dziej idą w swo­ją stro­nę: po pro­stu nie chcą mnie słu­chać. Czy moż­na się z tego wyle­czyć? 🙂

 

Jestem w trak­cie pisa­nia trze­ciej czę­ści z Sza­dym, któ­ra przez licz­ne zmia­ny w pierw­szej i dru­giej czę­ści musi zostać napi­sa­na od nowa. W Nie­za­leż­nej, choć powieść ma głów­ny plan fabu­lar­ny, motyw, usta­lo­ne wąt­ki pobocz­ne, kon­flikt, oraz temat prze­wod­ni: boha­te­ro­wie wyko­nu­ją manew­ry, na któ­re nie jestem JESZ­CZE przy­go­to­wa­na. Spe­cjal­nie pod­kre­ślam jesz­cze, ponie­waż w więk­szo­ści moje pisa­nie przy­po­mi­na noc­ne błą­dze­nie w labi­ryn­cie, kolej­ne nie­spo­dzian­ki odkry­wam z każ­dym aka­pi­tem – lubię, gdy posta­ci zaska­ku­ją mnie swo­im tem­pe­ra­men­tem.

 

 

Oczy­wi­ście nie zawsze wszyst­ko prze­wi­dzę. Otóż, mam pewien plan co do Sza­de­go, do jego przy­szło­ści i życia miło­sne­go – nie mogę Wam zdra­dzić co to jest, przy­kro mi – ale za cho­le­rę Sza­dy nie chce słu­chać moje­go pla­nu. Kie­dy już myślę, że wszyst­ko jest na dobrej dro­dze, kie­dy już boha­te­ro­wie się spo­ty­ka­ją, palą wspól­ne­go papie­ro­sa i godzą się po pierw­szej kłót­ni (tak, wła­śnie tak, boha­te­ro­wie, któ­rzy mają się lubić: nie chcą tego zro­bić, wolą roz­po­cząć zna­jo­mość z pom­pą), po krót­kiej roz­mo­wie roz­cho­dzą się w prze­ciw­ne stro­ny.

 

I tak wła­ści­wie mam ze wszyst­kim…

 

 

Czy to tylko raz?

W cza­sie wol­nym, gdy już zmę­czę się głów­ny­mi pro­jek­ta­mi, pisu­je sobie coś luź­ne­go i nie­zo­bo­wią­zu­ją­ce­go. Histo­rię w posta­po­ka­lip­tycz­nym, burzo­wym świe­cie, w któ­rym są stwo­ry i smo­ki, w któ­rych romans ma grać pierw­sze skrzyp­ce i… uwierz­cie mi, jestem sła­bą pisar­ką scen roman­tycz­nych. Już usta­wi­łam im dro­gę, „zapo­wie­dzia­łam”, że ta dwój­ka MUSI, po pro­stu MUSI, się spo­tkać, a oni co? Głów­ny boha­ter dostał prze­ja­wu hero­izmu i wyru­szył do zaata­ko­wa­nej osa­dy. A głów­na boha­ter­ka pokłó­ci­ła się ze swo­im kom­pa­nem, ucie­kła i poszła w zupeł­nie innym kie­run­ku niż pla­no­wa­łam. No cóż, naj­wy­raź­niej fakt, że nie wiem po co ta dwój­ka ma się spo­tkać kom­pli­ku­je mi życie – tak napraw­dę u mnie to nic dziw­ne­go, rzad­ko znam takie szcze­gó­ły do momen­tu kul­mi­na­cyj­ne­go.

 

 

Chaos?

Mój spo­sób pisa­nia to jeden wiel­ki cha­os. Za każ­dym razem, gdy ktoś mnie o to pyta: tak wła­śnie odpo­wia­dam. Nie­któ­re obra­zy poja­wia­ją się od razu, inne o pią­tej rano (nigdy nie zapi­su­je pomy­słów, raczej cze­kam, aż przej­dą i dopie­ro póź­niej ana­li­zu­je je na „sucho” – nigdy też nicze­go nie zapo­mi­nam!), inne pod­czas pro­wa­dze­nia samo­cho­du, albo wysłu­chi­wa­nia cudzej opo­wie­ści. „Czer­wo­ny lód” naro­dził się w trak­cie pra­cy, „Klucz­nik” na spa­ce­rze z psem, „Nie­za­leż­na” pod­czas prze­glą­da­nia infor­ma­cji doty­czą­cych zagi­nię­cia Iwo­ny Wie­czo­rek. Każ­da histo­ria ma inny począ­tek…

 

Każ­dy boha­ter rów­nież żyje swo­im życiem. Nigdy nie wie­rzy­łam w tego typu spra­wy, wysłu­chi­wa­łam pisa­rzy, czy­ty­wa­łam wywia­dy i zasta­na­wia­łam się: no jak to tak? Prze­cież to pisarz two­rzy boha­te­rów, praw­da? No niby praw­da, ale są momen­ty, w któ­rych pisarz nie ma wyj­ścia. Stwo­rze­nie danej sce­ny sta­je się wspi­nacz­ką na Mount Eve­rest, bo nie pasu­je do oso­bo­wo­ści boha­te­ra. Pisarz wyczu­wa, że coś zgrzy­ta, a co dopie­ro zro­bi to czy­tel­nik… A czy­tel­ni­cy to nie­zwy­kle inte­li­gent­ne bestie: oni widzą znacz­nie wię­cej niż autor, wyczu­wa­ją fałsz na kilo­metr.

 

 

Miejsce akcji?

Wyobraź­cie sobie sce­nę:

Sza­dy i Bło­na sie­dzą na sali zabaw, w base­nie z kul­ka­mi.

– Sza­dy, poga­daj­my o śledz­twie!

– Cze­kaj! Naj­pierw muszę tra­fić w two­je czo­ło żół­tą piłecz­ką.

Tak, to oczy­wi­ście jest hiper­bo­la, ma jedy­nie zade­mon­stro­wać pro­blem dopa­so­wy­wa­nia miejsc akcji do posta­ci. Są miej­sca, do któ­rych Sza­dy by się nie wybrał, ani rze­czy, któ­rych by nie zro­bił. Trze­ba znać na tyle swo­ich boha­te­rów, żeby oszczę­dzić im cier­pie­nia.

 

 

Bywa, że postać wymy­ka mi się spod kon­tro­li i jej dzia­ła­nia wpły­wa­ją na fabu­łę: wpro­wa­dzam aktu­ali­za­cje na bie­żą­co jak pro­gra­mi­ści, któ­rzy pod­czas testów eli­mi­nu­ją błę­dy. Tak, mogła­bym to śmia­ło porów­nać do miga­ją­ce­go okien­ka error na ekra­nie, tyl­ko pod­czas takich sytu­acji error wyska­ku­je w mojej gło­wie. I to jest cał­kiem zabaw­ne, przy­naj­mniej zmu­sza mnie do myśle­nia: nie­kie­dy napraw­dę trze­ba się nagim­na­sty­ko­wać.

 

Jestem tro­chę cie­ka­wa, czy takie sytu­acje zda­rza­ją się innym pisa­rzom. Czy coś wymy­ka im się spod kon­tro­li? A może nie pozwa­la­ją sobie na zbo­cze­nie z głów­nej dro­gi? Jak myśli­cie? Macie jakieś doświad­cze­nie z pisa­niem, gdzie to wasze posta­cie gra­ją wam na ner­wach? 🙂

Do następ­ne­go!!!

 

Zdjęcia pochodzą ze strony: www.unsplash.com
Dpp #8 Ucie­ka­ją­ce posta­ci
Tagged on:                             

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *