
Ostatnimi czasy zmagam się z problemem uciekających postaci – dosłownie. Im lepiej ich znam, tym bardziej idą w swoją stronę: po prostu nie chcą mnie słuchać. Czy można się z tego wyleczyć? 🙂
Jestem w trakcie pisania trzeciej części z Szadym, która przez liczne zmiany w pierwszej i drugiej części musi zostać napisana od nowa. W Niezależnej, choć powieść ma główny plan fabularny, motyw, ustalone wątki poboczne, konflikt, oraz temat przewodni: bohaterowie wykonują manewry, na które nie jestem JESZCZE przygotowana. Specjalnie podkreślam jeszcze, ponieważ w większości moje pisanie przypomina nocne błądzenie w labiryncie, kolejne niespodzianki odkrywam z każdym akapitem – lubię, gdy postaci zaskakują mnie swoim temperamentem.

Oczywiście nie zawsze wszystko przewidzę. Otóż, mam pewien plan co do Szadego, do jego przyszłości i życia miłosnego – nie mogę Wam zdradzić co to jest, przykro mi – ale za cholerę Szady nie chce słuchać mojego planu. Kiedy już myślę, że wszystko jest na dobrej drodze, kiedy już bohaterowie się spotykają, palą wspólnego papierosa i godzą się po pierwszej kłótni (tak, właśnie tak, bohaterowie, którzy mają się lubić: nie chcą tego zrobić, wolą rozpocząć znajomość z pompą), po krótkiej rozmowie rozchodzą się w przeciwne strony.
I tak właściwie mam ze wszystkim…

Czy to tylko raz?
W czasie wolnym, gdy już zmęczę się głównymi projektami, pisuje sobie coś luźnego i niezobowiązującego. Historię w postapokaliptycznym, burzowym świecie, w którym są stwory i smoki, w których romans ma grać pierwsze skrzypce i… uwierzcie mi, jestem słabą pisarką scen romantycznych. Już ustawiłam im drogę, „zapowiedziałam”, że ta dwójka MUSI, po prostu MUSI, się spotkać, a oni co? Główny bohater dostał przejawu heroizmu i wyruszył do zaatakowanej osady. A główna bohaterka pokłóciła się ze swoim kompanem, uciekła i poszła w zupełnie innym kierunku niż planowałam. No cóż, najwyraźniej fakt, że nie wiem po co ta dwójka ma się spotkać komplikuje mi życie – tak naprawdę u mnie to nic dziwnego, rzadko znam takie szczegóły do momentu kulminacyjnego.

Chaos?
Mój sposób pisania to jeden wielki chaos. Za każdym razem, gdy ktoś mnie o to pyta: tak właśnie odpowiadam. Niektóre obrazy pojawiają się od razu, inne o piątej rano (nigdy nie zapisuje pomysłów, raczej czekam, aż przejdą i dopiero później analizuje je na „sucho” – nigdy też niczego nie zapominam!), inne podczas prowadzenia samochodu, albo wysłuchiwania cudzej opowieści. „Czerwony lód” narodził się w trakcie pracy, „Klucznik” na spacerze z psem, „Niezależna” podczas przeglądania informacji dotyczących zaginięcia Iwony Wieczorek. Każda historia ma inny początek…
Każdy bohater również żyje swoim życiem. Nigdy nie wierzyłam w tego typu sprawy, wysłuchiwałam pisarzy, czytywałam wywiady i zastanawiałam się: no jak to tak? Przecież to pisarz tworzy bohaterów, prawda? No niby prawda, ale są momenty, w których pisarz nie ma wyjścia. Stworzenie danej sceny staje się wspinaczką na Mount Everest, bo nie pasuje do osobowości bohatera. Pisarz wyczuwa, że coś zgrzyta, a co dopiero zrobi to czytelnik… A czytelnicy to niezwykle inteligentne bestie: oni widzą znacznie więcej niż autor, wyczuwają fałsz na kilometr.

Miejsce akcji?
Wyobraźcie sobie scenę:
Szady i Błona siedzą na sali zabaw, w basenie z kulkami.
– Szady, pogadajmy o śledztwie!
– Czekaj! Najpierw muszę trafić w twoje czoło żółtą piłeczką.
Tak, to oczywiście jest hiperbola, ma jedynie zademonstrować problem dopasowywania miejsc akcji do postaci. Są miejsca, do których Szady by się nie wybrał, ani rzeczy, których by nie zrobił. Trzeba znać na tyle swoich bohaterów, żeby oszczędzić im cierpienia.

Bywa, że postać wymyka mi się spod kontroli i jej działania wpływają na fabułę: wprowadzam aktualizacje na bieżąco jak programiści, którzy podczas testów eliminują błędy. Tak, mogłabym to śmiało porównać do migającego okienka error na ekranie, tylko podczas takich sytuacji error wyskakuje w mojej głowie. I to jest całkiem zabawne, przynajmniej zmusza mnie do myślenia: niekiedy naprawdę trzeba się nagimnastykować.
Jestem trochę ciekawa, czy takie sytuacje zdarzają się innym pisarzom. Czy coś wymyka im się spod kontroli? A może nie pozwalają sobie na zboczenie z głównej drogi? Jak myślicie? Macie jakieś doświadczenie z pisaniem, gdzie to wasze postacie grają wam na nerwach? 🙂
Do następnego!!!
Zdjęcia pochodzą ze strony: www.unsplash.com

