
Moment przyjęcia powieści przez wydawnictwo wzbudza u pisarza wiele emocji. Dodaje mu skrzydeł. Ale czy po podpisaniu umowy można spocząć na laurach?
W moim przypadku ekscytacja szybko ustąpiła miejsca ciężkiej pracy. Przyszła kolej na współpracę z redaktorem, co było dla mnie najbardziej stresującym momentem. Zależało mi na tym, aby książka została jak najbardziej dopracowana, jednocześnie chciałam, żeby redaktor się z nią nie męczył.
Istnieje różnica między debiutem, a dziesiątą książką znanego autora. Nie ma co porównywać tych poziomów, szczególnie jeśli mamy do czynienia z pisarzem, który się rozwija. I wiedziałam, że skoro wydawnictwo zdecydowało się na wydanie mojej książki, to powieść musi reprezentować pewien poziom, jednak i tak zastanawiałam się, czy nie będę się wstydzić.
Poza tym bałam się, że otrzymam słabego redaktora. Tak jak istnieją słabi pisarze, tak istnieją i zmory w świecie korektorów, czy redaktorów.

Na szczęście otrzymałam możliwość wyboru. Po konsultacji z wydawcą „Czerwony lód” trafił do Justyny Karolak. I tak: sama ją wybrałam, bo często na nocnych zmianach słucham jej podcastów (LINK) i wiedziałam, że jak oddam Szadego w jej ręce: będę mogła spać spokojnie i nie będę żałować podjętej decyzji.
I nie żałuję.
Pierwsze podejście do poprawek było nieśmiałe, ale bardzo rzeczowe. Już po tym wiedziałam, że przeczucie mnie nie myliło: to był strzał w dziesiątkę! Ale żeby nie było za łatwo trzeba pamiętać, że nawet tak dobry redaktor jak Justyna nie odwali za nas całej roboty. Dobry redaktor znajdzie dziury w tekście, wyczuje słabsze fragmenty, błędy logiczne i niepotrzebne, niezręczne wyrażenia, ale sam tego nie naprawi.
Nie bez naszej pomocy.

Dobry redaktor podsunie pomysły, wskaże drogę, ale resztę zostawi autorowi do przemyślenia, czyli w przypadku Lodu to właśnie mi redaktorka zostawiła podejmowanie decyzji. I za to cenię Justynę: sugerowała, dyskutowała, nie bała się elastyczności. Pozwoliła mi pozostawić Szadego jak najbardziej mojego, chociaż jej wkład był nieoceniony oraz niezastąpiony.
Podam jeden prosty przykład. Podczas akcji w mroźni Szademu wypada latarka. Tutaj opisałam akcje w sposób toporny i niezgrabny, więc Justyna zaproponowała zmianę, a w zmodyfikowanym zdaniu zawarła słowo „fruwać”. I wiecie, to słowo istnieje, jest prawidłowe i dobrze brzmiało we fragmencie, ale… No właśnie… Szademu to słowo nie pasowało.

Dlaczego?
W „Czerwonym lodzie” zastosowałam narrację pierwszoosobową, a więc to Szady przemawia. On przekazuje swoje myśli, odczucia, pokazuje świat swoimi oczami. Więc gdy policjant z jego doświadczeniem i podejściem do życia ma użyć słowa „fruwać”, to po prostu nie chce tego robić. Tu właśnie muszę oddać pokłon redaktorce. Wykazała się zrozumieniem i nie wzięła tego do siebie. Doskonale rozumiała, że w niektórych wypadkach trzeba szukać dalej. I to zrobiłyśmy.
Z pomocą dobrych wskazówek, czy sugestii redaktora sami będziecie chętniej grzebać w powieści. Będziecie zmieniać fragmenty, usuwać zbędne zdania, modyfikować dialogi, czy opisy: zrobicie to bez bólu w sercu, bo zrozumiecie, że to wszystko dla dobra waszej powieści. I co najważniejsze pojmiecie, że te wszystkie propozycje zmian nie uderzają bezpośrednio w was, są jedynie fachowym podejściem do utworu, który musi przybrać jak najlepszą formę przed wydaniem.
I to jest właśnie sztuka!!!
Nie patrzcie tylko na redaktora, nie zrzucajcie całej roboty na niego, a winy za ewentualne błędy, które znajdą się już w wydruku nie przypisujcie wyłącznie jemu. Redaktor ma spore doświadczenie i wiedzę, ale nie jest wszystkim. Sami musicie się przyłożyć, wziąć na poważnie etap poprawek i dać z siebie 100%.
Pamiętajcie: nie warto się wykłócać, albo denerwować na redaktora.
Warto z nim dyskutować.
Obrażanie się na redaktora za propozycje zmian jest formą samobójstwa dla naszej książki. Jako autorzy nie jesteśmy alfą i omegą. Oczywiście, to nasza powieść przechodzi redakcje, my wiemy najlepiej co chcemy przekazać i w jaki sposób to zrobić, jednak czasem warto iść na ustępstwa. Bo po prostu możemy się mylić.

Zaznaczę jeszcze jeden bardzo ważny punkt podczas pracy z redaktorem:
Jeżeli którakolwiek z proponowanych zmian redaktora w ciebie uderzy:
ZDYSTANSUJ SIĘ
Zostaw poprawki na jeden dzień, albo porzuć dany fragment i idź dalej. Później możesz wrócić do trudniejszych momentów. Osobiście zostawiałam kilkanaście fragmentów na później, przesypiałam się z nimi i szukałam rozwiązań. Co prawda nie byłam obrażona na Justynę, ale musiałam wiedzieć, że to co zostało zmienione mi odpowiada. A na to potrzebowałam więcej czasu.

Z Justyną zrobiliśmy kilkanaście podejść do „Czerwonego Lodu”, nawet po oficjalnym zakończeniu redakcji pomagała mi rozwiewać wątpliwości. Taki redaktor to skarb. I z doświadczenia wiem, że nie uniknęliśmy błędów w książce, jednak zniwelowałyśmy je do minimum. Zrobiłyśmy wszystko, aby z mojej łupiny wyłuskać orzech.
Za miłą i dobrą współpracę jeszcze raz dziękuję Justynie Karolak. Mam nadzieję, że spotkamy się przy drugiej części Szadego :)!
Do następnego!


Ja również miałam przyjemność współpracować z p. Justyną i nie mam żadnych zastrzeżeń do jej pracy 😉 W niezwykle czytelny, a przy tym wysublimowany sposób zajęła się “naprawą” mojego tekstu i do dziś jestem jej za to ogromnie wdzięczna 🙂