Arystokraci Magii – Trening (cz.3)

Witam! Poni­żej przed­sta­wiam nie­wy­ko­rzy­sta­ny frag­ment mojej pierw­szej, jesz­cze nie­wy­da­nej, powie­ści “Ary­sto­kra­ci Magii”. Miłej zaba­wy!

Część 1

Część 2

- Wsta­waj!

Usły­sza­ła jed­no­cze­sny szczęk odbez­pie­cza­nych bro­ni. Przy wsta­wa­niu odczu­ła sil­ne zawro­ty gło­wy, któ­re zrzu­ci­ły ją na kola­na. Zakasz­la­ła, czu­jąc kłu­cie w prze­ły­ku i płu­cach.

- Powie­dzia­łem wsta­waj! – Jeden z żoł­nie­rzy­ków, zapew­ne ich dowód­ca, ude­rzył Kor­ne­lię kola­nem w bio­dro.

Przy­su­nę­ła nogę pod brzuch i się pod­nio­sła. Zwró­ci­ła się w kie­run­ku agre­so­ra, mia­ła rację, to dowód­ca gru­py. Od innych żoł­nie­rzy odróż­nia­ła go czer­wo­na prze­pa­ska na ramie­niu. Unio­sła ręce w geście kapi­tu­la­cji. Latar­ki świe­ci­ły moc­no, więc zmru­ży­ła oczy. Wzię­ła kil­ka szyb­kich odde­chów i obej­rza­ła się przez ramię. Mimo otrzy­ma­nych ran z jej obli­czeń wyni­ka­ło, że poko­na ich w cią­gu dwu­dzie­stu kil­ku sekund.

- Nie kom­bi­nuj – powie­dział dowód­ca. Pod­szedł bli­żej i przy­sta­wił lufę do odsło­nię­te­go dekol­tu Kory.

- Jakim spo­so­bem mnie tu zago­ni­li­ście?

- Pro­stym. – Zaświe­ci­ły bia­łe zęby przed­wcze­śnie trium­fu­ją­ce­go Ada­ma, któ­re­go imię pozna­ła dzię­ki naszyw­ce na kami­zel­ce kulo­od­por­nej. – Echo bły­ska­wicz­nie roz­no­si się po tym opu­sto­sza­łym labi­ryn­cie. Pod­sta­wi­li­śmy dyk­ta­fon i tak tra­fi­łaś wprost na nas. Wystar­czy­ło tyl­ko cier­pli­wie pocze­kać.

Wes­tchnę­ła prze­cią­gle. Lodo­wa­ta stal kara­bi­nu draż­ni­ła jej skó­rę. Adam w koń­cu zwięk­szył dystans i bro­nią roz­ka­zał Kor­ne­lii uklęk­nąć. Z tru­dem wyko­na­ła to pole­ce­nie.

- Kor­ne­lio Luranc zaba­wa skoń­czo­na. Prze­gra­łaś tę roz­gryw­kę.

- Macie ją?! – Niski chło­pak, na pierw­szy rzut oka absol­went szko­ły śred­niej, zza dużym kaskiem, roz­pro­szył uwa­gę towa­rzy­szy.

Kor­ne­lia zła­pa­ła M4 i nim Adam zdą­żył sta­wić opór kara­bi­nek zna­lazł się w jej rękach. Pod­cię­ła dowód­cę i nie cze­ka­jąc, aż doj­dzie do sie­bie ruszy­ła do uciecz­ki. Padły pierw­sze strza­ły. Tuż przed osło­ną prze­je­cha­ła śli­zgiem na kola­nach po spę­ka­nej pod­ło­dze, wygię­ła się w tył i zestrze­li­ła jed­ne­go z żoł­nie­rzy. Bły­ska­wicz­nie się scho­wa­ła za murem. Wyrzu­ci­ła zbęd­ny kara­bin. Się­gnę­ła do kabu­ry przy­pię­tej do paska, w takich star­ciach wola­ła korzy­stać ze swo­ich zaba­wek. Spraw­dzi­ła maga­zy­nek w Gloc­ku i wpro­wa­dzi­ła pocisk do komo­ry. Przez chwi­lę zasta­no­wi­ła się nad wycią­gnię­ciem dru­gie­go pisto­le­tu, ale wola­ła pozo­sta­wić jed­ną rękę wol­ną w razie, gdy­by coś ją zasko­czy­ło.

Poci­ski żoł­nie­rzy ude­rza­ły w prze­szko­dę, wyła­mu­jąc tynk i roz­prze­strze­nia­jąc coraz to więk­sze pokła­dy kurzu wymie­sza­ne­go z far­bą w róż­nych odcie­niach. Kor­ne­lia usta­bi­li­zo­wa­ła oddech, odsu­nę­ła się deli­kat­nie od ścia­ny, przy­sta­wi­ła pisto­let do klat­ki pier­sio­wej i cze­ka­ła. Maga­zyn­ki nie posia­da­ją nie­skoń­czo­nej amu­ni­cji.

Huk­nę­ły ostat­ki. Będąc wciąż na klęcz­kach wychy­li­ła gło­wę. Cała akcja trwa­ła nano­se­kun­dy. Wsta­ła i zadzia­ła­ła. Umie­ści­ła musz­kę w jed­na­ko­wej odle­gło­ści od kra­wę­dzi szczer­bin­ki, ni to za wąsko ni to za wyso­ko, i naci­snę­ła spust. Kami­zel­ka kulo­od­por­na wychu­dzo­ne­go żoł­nie­rza męczą­ce­go się z zacię­tą bro­nią upstrzy­ła się czer­wie­nią.

- Brać ją! – Adam wydał roz­kaz eki­pie, liczą­cej oprócz nie­go dwie oso­by, w tym mło­dzi­ka zza dużym kaskiem. Prze­li­czył się, two­rząc pię­cio­oso­bo­wą gru­pę.

Luranc znik­nę­ła za zasło­ną, odbie­gła od niej kawa­łek w linii pro­stej i zawró­ci­ła. Pod­rzu­ci­ła  broń, a póź­niej z roz­pę­du wyko­na­ła kolej­ny ide­al­ny Pop Vault. Zanim dwój­ka żoł­nie­rzy minę­ła prze­szko­dę, Kora była już u góry, zła­pa­ła broń i zro­bi­ła sal­to w powie­trzu. W trak­cie wyko­ny­wa­nia obro­tu odda­ła trzy szyb­kie strza­ły, dwa tra­fi­ły w krę­go­słup, ostat­ni w kask.

- Ty suko! – krzyk­nął dowód­ca, zapo­mi­na­jąc o prze­zna­cze­niu tego szko­le­nia.

Nie­ste­ty nie zdo­łał jej namie­rzyć. Skry­ła się za ple­ca­mi płot­ka zza dużym kaskiem, któ­ry od cza­su trwa­nia zamie­sza­nia, z wyjąt­kiem opróż­nie­nia maga­zyn­ku, nie drgnął z miej­sca. Wyko­rzy­sta­ła jego strach i małe doświad­cze­nie na swo­ją korzyść.

- Bie­rzesz zakład­ni­ka? – Adam nie ukry­wał odra­zy, naj­wi­docz­niej ta zagryw­ka nie przy­pa­dła mu do gustu.

- Wszyst­kie chwy­ty dozwo­lo­ne – odpo­wie­dzia­ła.

Musia­ła zakoń­czyć wal­kę, zanim stra­ci przy­tom­ność. Strasz­li­we bóle mię­śni ud ścią­ga­ły ją ku zie­mi. Wie­dzia­ła, że adre­na­li­na nie dostar­cza wystar­cza­ją­co dużo sił po doko­na­nym nie­daw­no połą­cze­niu z ogniem. Potrze­bo­wa­ła snu, albo jedze­nia.

- Nie… – bąk­nął zakład­nik. – Nie pozwo­lę jej uciec.

- Co ty robisz?! – Adam wysu­nął rękę, jak­by pró­bo­wał uspo­ko­ić szcze­rzą­ce­go zęby dober­ma­na, choć w tym przy­pad­ku zwra­cał się raczej do ratler­ka.

Mło­dziak wycią­gnął zawlecz­kę zabez­pie­cza­ją­cą w gra­na­cie. Kor­ne­lia dosko­na­le zna­ła ten dźwięk. Meta­lo­wa puszecz­ka odbi­ła się od zie­mi i potur­la­ła parę metrów.

- Gra­nat! – krzyk­nął Adam, ucie­ka­jąc za ścian­kę.

Bra­ko­wa­ło cza­su na ana­li­zę sytu­acji. Kor­ne­lia, zdru­zgo­ta­na samo­bój­czym dzia­ła­niem mło­dzia­ka, zła­pa­ła go za kami­zel­kę i odcią­gnę­ła w tył.

Nastą­pił wybuch. Fala jaskra­wo-zie­lo­nej far­by zala­ła oto­cze­nie. Po tym roz­legł się dźwięk alar­mu koń­czą­ce­go szko­le­nie i roz­bły­sły halo­ge­ny roz­wie­szo­ne na sufi­cie.

- Bra­wo!!! – Alek­san­der ruszył do Kor­ne­lii, gdy wyszła z han­ga­ru. Ener­gicz­nie kla­skał. – Wszy­scy zgi­nę­li­ście! Takie­go wyni­ku się nie spo­dzie­wa­łem!

Kuś­ty­ka­ła, szu­ra­jąc buta­mi o pia­sek. Z każ­dym kro­kiem odno­si­ła wra­że­nie, że ktoś ją roz­ry­wa od środ­ka. Przy­sta­nę­ła, aby rozej­rzeć się po oko­li­cy i zaczerp­nąć tchu na dal­szą dro­gę. Han­gar scho­wa­no w lesie, któ­ry nale­żał do tere­nu agen­cji. Przez dosłow­nie sekun­dę odczu­ła radość z pra­cy dla tej orga­ni­za­cji. Po sekun­dzie kadr wyso­kich drzew zasło­nił mło­dziak w zza dużym kasku i radość pry­sła.

- Faj­na zaba­wa! Dobrze cię zała­twi­łem, nie? – uśmiech­nął się, przy­glą­da­jąc ludziom w bia­łych kitlach bie­gną­cych do ran­nych.

- Zamknij się – stuk­nę­ła w jego kask, aby zasło­nił mu na oczy. – To popie­prze­ni samo­bój­cy, wiesz? – wysu­nę­ła krwa­wią­cą rękę, mówiąc to do Alek­san­dra. – Ty wymy­śli­łeś mio­tacz ognia? Nie mogłeś mnie ostrzec?

- A co to za zaba­wa, gdy kró­lik wie, co na nie­go czy­ha? – zare­cho­tał, co zabrzmia­ło, jak bul­go­ta­nie wody w czaj­ni­ku. Potem się­gnął do kie­sze­ni i rzu­cił w nią czymś pro­sto­kąt­nym wiel­ko­ści bato­ni­ka.

- Snic­kers?!

- Nie jesteś sobą, gdy jesteś głod­na – puścił jej oczko. – Zjedź, pozwól się opa­trzeć i śmi­gaj dalej. Nie czas na odpo­czy­nek i two­je gwiaz­do­rze­nie. – Zno­wu się roze­śmiał.

Kor­ne­lia już mia­ła zamiar zwró­cić mu uwa­gę, aby prze­stał oglą­dać tele­wi­zje, kie­dy doszło do niej sed­no wypo­wie­dzia­ne­go zda­nia i się powstrzy­ma­ła.

- Śmi­gaj dalej? Co zna­czy śmi­gaj dalej?

- Mia­łaś prze­ko­nać kogoś do współ­pra­cy, zapo­mnia­łaś? Cze­ka na cie­bie w poko­ju prze­słu­chań.

- Cho­le­ra! – klep­nę­ła się w czo­ło zra­nio­ną ręką. Syk­nę­ła z bólu, pozo­sta­wia­jąc na skó­rze krwa­wy ślad.  Odpo­czy­nek cze­kał ją dopie­ro po śmier­ci.

 

Potrzebujesz więcej wrażeń?

Przeczytaj o sprawach kryminalnych, które rozwiązuje Szady!

Ary­sto­kra­ci Magii – Tre­ning (cz.3)
Tagged on:                                 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *