Wokal uczuć – opowiadanie

Na stro­nie “Cze­ko­lad­ki z pie­przem” uka­za­ło się moje opo­wia­da­nie. Poni­żej zamiesz­czam frag­ment i link do cało­ści.

 

Zaci­snę­ła spo­co­ne dło­nie na kie­row­ni­cy i zer­k­nę­ła we wstecz­ne luster­ko. Minę­ła ostat­ni zjazd, dzię­ki któ­re­mu mogła­by zawró­cić do domu i zapo­mnieć o całej spra­wie. Co ona wypra­wia­ła? Jecha­ła czte­ry­sta kilo­me­trów na kon­cert face­ta, któ­re­go zna­ła od pię­ciu dni.

 

Samo­cho­dy na obwod­ni­cy mija­ły ją jeden za dru­gim. Na licz­ni­ku mia­ła czter­dzie­ści na godzi­nę. Cho­le­ra! Mar­ta zre­du­ko­wa­ła bieg i doci­snę­ła gazu. Sta­ra renów­ka zapisz­cza­ła i zatrzesz­cza­ła, aż ustą­pi­ła. Na jaką cho­le­rę wzię­ła tego gra­ta? Powin­na jechać swo­im bmw i żaden samo­chód na auto­stra­dzie by jej tak łatwo nie minął.

 

Im bli­żej celu, tym bar­dziej żało­wa­ła decy­zji. Dała się namó­wić przy­ja­ciół­ce na sza­lo­ny pomysł. Tydzień temu weszła na jed­ną z grup na fejs­bo­oku doty­czą­cą roz­wo­ju fan­pej­dża. Po dwóch dniach odwa­ży­ła się wsta­wić post, któ­ry zain­te­re­so­wał Deni­sa. Po krót­kiej wymia­nie komen­ta­rzy zaczę­li pisać pry­wat­nie. Zaufa­li sobie. Tak od sło­wa do sło­wa zapro­sił ją na kon­cert swo­jej począt­ku­ją­cej kape­li. Zgo­dzi­ła się za namo­wą przy­ja­ciół­ki. Nie chcia­ła jed­nak mu powie­dzieć praw­dy, by nie patrzył na nią przez pry­zmat kasy, więc porzu­ci­ła swój aktu­al­ny sta­tus i zni­ży­ła się do pozio­mu sza­re­go czło­wie­ka. Wzię­ła renów­kę z wypo­ży­czal­ni. Zatan­ko­wa­ła. I tak zna­la­zła się tutaj.

 

W radiu skoń­czył grać Robin S. Cisza spra­wi­ła, że usły­sza­ła wale­nie swo­je­go ser­ca. Przy­trzy­ma­ła powie­trze w ustach, aby powstrzy­mać atak pani­ki. Nagra­nie się zmie­ni­ło. W gło­śni­kach roz­niósł się dźwięk gitar wzmoc­nio­ny basem i tale­rza­mi. Ręce jej zadrża­ły. To pio­sen­ka Deni­sa. Prze­łą­czy­ła ją.

 

Zwa­rio­wa­ła. Dla­cze­go się tak dener­wo­wa­ła?

WIĘ­CEJ

Wokal uczuć – opo­wia­da­nie
Tagged on:                 

One thought on “Wokal uczuć – opowiadanie

  • 16 stycznia 2018 at 01:01
    Permalink

    Nie lubię Mar­ty 😉 Sama sobie nie daje szan­sy na coś wyjąt­ko­we­go. Takie poro­zu­mie­nie rzad­ko się zda­rza. I trze­ba je łapać bez wzglę­du na wszyst­ko.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *