Jak napisać książkę?

Czy to łatwe? Nie­moż­li­we? Jak się do tego zabrać? Czy w pisa­niu książ­ki potrze­ba szcze­gól­nych talen­tów? Jak to z tym napraw­dę jest? Poni­żej przed­sta­wiam moje spoj­rze­nie na ten bru­tal­ny fach, jakim jest pisa­nie.

 

Pomyśl!

 

Pisa­nie książ­ki to jed­no, jej pla­no­wa­nie to dru­gie. Dobrze jest do pisa­nia książ­ki się przy­go­to­wać. Nie mówię tutaj o dokład­nym pla­nie, punkt po punk­cie. Naj­waż­niej­sza ze wszyst­kie­go jest idea. Po co piszesz tę książ­kę? Dla kogo? Co chcesz w tej książ­ce zawrzeć? Jaka ma być jej tema­ty­ka? War­to na te pyta­nia odpo­wie­dzieć w pierw­szej kolej­no­ści, zanim jesz­cze zła­piesz za dłu­go­pis i kart­kę, albo odpa­lisz wor­da.

 

Jeśli nie masz doświad­cze­nia w pisa­niu książ­ki radzę usiąść i napi­sać plan. Jaki­kol­wiek. Nawet ogól­ny. Znam przy­pad­ki, w któ­rych ludzie zaczy­na­li pisać z natchnie­nia, impul­su, weny – jak zwał tak zwał – docho­dzi­li do pięć­dzie­sią­tej, set­nej, dwu­set­nej stro­ny i zda­wa­li sobie spra­wę, że nie wie­dzą co dalej. Tekst odkła­da­li. Zapo­mi­na­li o nim. Przy­go­da z pisa­niem się koń­czy­ła.

 

Ja nie two­rzę kon­kret­ne­go pla­nu fabu­ły. Szu­kam tema­ty­ki. Miej­sca akcji. Posta­ci. Zasta­na­wiam się, co chcia­ła­bym prze­ka­zać i jak to ująć w książ­ce. Potem sia­dam do pisa­nia. W trak­cie robię róż­ne wygi­ba­sy, któ­re nie­ko­niecz­nie wycho­dzą, ale przy pierw­szej redak­cji zosta­ją w więk­szo­ści wyeli­mi­no­wa­ne.

Nie myśl, że jesteś ide­al­ny.

 

Nikt nie jest. Pisa­nie opie­ra się przede wszyst­kim na popra­wia­niu. I to popra­wia­niu nie tyl­ko przez cie­bie, ale tak­że przez oso­by trze­cie. Uwierz mi, że jak zaczniesz już pisać i się wcią­gniesz to znaj­dziesz na swo­jej dro­dze ludzi, któ­rzy ci pomo­gą. U mnie tak się sta­ło. Dzię­ki pisa­niu pozna­łam tylu fan­ta­stycz­nych ludzi, że cięż­ko mi ich teraz zli­czyć na pal­cach obu rąk.

 

I napraw­dę nie przej­muj się, że two­je zda­nia nie przy­po­mi­na­ją tych z ksią­żek Kin­ga, Jo Nes­bo, albo Tol­kie­na. Każ­dy z nas ma indy­wi­du­al­ny styl, swój wła­sny i niko­go wię­cej. A czy­tel­ni­cy potra­fią wyba­czyć znacz­nie wię­cej, niż się może wyda­wać. Szcze­gól­nie na począt­ku two­jej przy­go­dy z pisa­niem. Tak­że nie popra­wiaj w kół­ko jed­ne­go aka­pi­tu, albo jed­nej stro­ny. To nic nie da. Może jedy­nie wyczer­pać two­je siły na star­cie. Prze­cież żaden spor­to­wiec w dniu mara­to­nu nie prze­bie­ga przed star­tem czter­dzie­stu kilo­me­trów, praw­da?

Przede wszyst­kim PISZ!

 

Ten pod­punkt pole­ca wie­le doświad­czo­nych i fan­ta­stycz­nych pisa­rzy. Nie ma książ­ki bez pisa­nia. Tak jak nie ma obra­zów bez malo­wa­nia, popra­wio­nych cza­sów bez tre­nin­gów. Samo sie­dze­nie w pocią­gu usta­wio­nym na bocz­ni­cy nie zawie­zie cię do celu, praw­da? Musisz być w cią­głym ruchu. W tym przy­pad­ku w cią­głym pisa­niu.

 

Zna­la­złam spo­ro porad doty­czą­cych pisa­nia cho­ciaż zdania/strony dzien­nie. To zawsze przy­bli­ża bar­dziej do celu, niż samo myśle­nie o pisa­niu. Też jestem zwo­len­nicz­ką tej rady, cho­ciaż jak już sia­dam do pisa­nia to nigdy na stro­nie się nie koń­czy. Mówię sobie: dokoń­czę tę sce­nę i koniec. Póź­niej zaczy­nam następ­ną i tak leci.

I dużo czy­taj!

 

Tutaj nie będę pisać roz­praw­ki. Czy­ta­nie ksią­żek pobu­dza naszą wyobraź­nię, posze­rza słow­nic­two i uczy nas struk­tu­ry powie­ści. Dzię­ki temu pozna­je­my nie tyl­ko „kon­ku­ren­cje”, ale tak­że może­my pod­pa­trzeć pew­ne roz­wią­za­nia, albo zwro­ty, któ­rych uni­kać u sie­bie. Czy­taj. Jak naj­wię­cej czy­taj.

 

Nie spiesz się!

 

Błę­dem począt­ku­ją­cych jest szyb­ka chęć napi­sa­nia sło­wa: KONIEC. A wte­dy to naj­le­piej wysłać już do wydaw­nictw i cze­kać, aż będą się o cie­bie biły. Nie będą. Szcze­gól­nie przy pierw­szym manu­skryp­cie. Mogą się o cie­bie nie bić nawet przy dzie­sią­tym. Po pro­stu pro­po­zy­cji wydaw­ni­czych jest bar­dzo dużo, nie­któ­rych pro­fe­sjo­nal­nie dopra­co­wa­nych i lep­szych od two­je­go pierw­sze­go manu­skryp­tu o milion razy. Zresz­tą o tym, dla­cze­go wydaw­nic­twa cię odrzu­ca­ją moż­na pisać wie­le i na blo­gu Krzy­si Bez­u­bik (piszebochce.pl) może­cie zna­leźć na ten temat mądre arty­ku­ły.

 

Bar­dziej chcia­ła­bym się sku­pić na tym kon­kret­nym: KONIEC. Nie pisz nigdy na szyb­ko. Napraw­dę, nie spiesz się. Uwierz, że dzię­ki temu pój­dziesz w naj­prost­sze roz­wią­za­nia, sce­ny sta­ną się mdłe, a boha­te­ro­wie papie­ro­wi. Myśl nad każ­dą sce­ną, aż poczu­jesz z niej praw­dzi­wą satys­fak­cję, aż popły­nie z niej magia. Wte­dy zostaw ją na kil­ka tygo­dni, wróć do niej i płacz. Bo takie są pierw­sze odczu­cia po zaj­rze­niu do sta­re­go tek­stu. Trze­ba masę rze­czy wyrzu­cić, zamie­nić, popra­wić.

 

I nie daj się pre­sji oto­cze­nia. Z doświad­cze­nia wiem, że jak ludzie się dowie­dzą, że piszesz to zaraz bom­bar­du­ją cię set­ką pytań. Naj­le­piej chcie­li­by już two­ją książ­kę mieć w rękach. A tak się nie da. Na wszyst­ko musi być czas. Daj go sobie. Żebyś póź­niej się nie wsty­dził pierw­szej publi­ka­cji.

Nie pod­da­waj się!

Życie pisa­rza to męka. Wiecz­ne popra­wia­nie tek­sów. Bicie się o uwa­gę. Tocze­nie wal­ki o każ­de­go czy­tel­ni­ka, gdy pisa­nie sta­ło się teraz taaakie popu­lar­ne. Możesz się poczuć nie­zau­wa­żo­ny, nie­do­ce­nio­ny, odrzu­co­ny. Możesz myśleć, że piszesz bez­na­dziej­nie.

Pozwól sobie odczu­wać wszyst­kie sta­ny, ale się nie pod­da­waj.

 

Tyl­ko Ci wytrwa­li koń­czą ze swo­im nazwi­skiem na okład­ce książ­ki w księ­gar­ni.

Też nim bądź.

Bądź cier­pli­wy, wytrwa­ły i zde­ter­mi­no­wa­ny na cel.

 

Do następ­ne­go wpi­su!!!

PS. Może masz inne spoj­rze­nie na pisa­nie? Napisz o tym w komen­ta­rzu.

Jak napi­sać książ­kę?

One thought on “Jak napisać książkę?

  • 6 lutego 2018 at 00:11
    Permalink

    Wła­ści­wie nie wiem co tu jesz­cze dodać 🙂 Może nie do koń­ca się zga­dzam z tym , żeby się bar­dzo moc­no zasta­na­wiać nad każ­dą sce­ną. Cza­sa­mi trze­ba dać się popro­wa­dzić boha­te­rom, oni czę­sto sami wie­dzą, gdzie chcą iść i co dalej zrobić.A potem i tak się to jesz­cze kil­ka razy popra­wi 😀 Świę­ta racja!!! 🙂
    Na pew­no naj­waż­niej­szy jest pomysł, a czy go zapi­sze­my spon­ta­nicz­nie, czy naj­pierw uło­ży­my plan to już bar­dzo indy­wi­du­al­na kwe­stia. Ina­czej tez się pod­cho­dzi do opo­wia­da­nia, ina­czej do powie­ści.
    Moja pierw­sza książ­ka zaczę­ła się bez pla­nu, czy­sty spon­tan, mia­łam wizję sce­ny, potem kolej­nej i jesz­cze jed­nej… Sta­nę­łam na oko­ło 90 stro­nach, poroz­rzu­ca­nych frag­men­tach, gdzieś w mię­dzy­cza­sie zro­bi­łam bar­dzo ogól­ny zarys fabu­ły, ale tyl­ko jed­nej czę­ści, na fabu­le dru­giej czę­ści utknę­łam… i tak cze­ka na lep­sze cza­sy. Wró­cę do niej… z więk­szym doświad­cze­niem, lep­szym warsz­ta­tem, uło­że­niem pla­nu (któ­ry potem i tak pew­nie pozmie­niam :D) i roz­pi­sa­niem poszcze­gól­nych boha­te­rów.
    Mał­go­siu, “trzy­mam” za cie­bie kciu­ki 🙂 i się nie pod­da­waj 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *